Ogród pełen zapachów

Tekst Liliana Jampolska; zdjęcia Jerzy Romanowski

Ogród działa na różne zmysły, ale projektując go, rzadko zwracamy uwagę na jego zapachy. Można to nadrobić nawet w już urządzonym ogrodzie - wystarczy odpowiednio dobrać pachnące rośliny.

OGROD FOT. JERZY ROMANOWSKI PUBLIKACJA LADNY DOM NR 4 (66) - 4.2004
Umiejętne połączenie ładnej osi widokowej z niezależnym zielonym zakątkiem.
Fot. Jerzy Romanowski
W tym ogrodzie jest przestrzeń, bogactwo roślin, staw, strumień, altana. Tym jednak, co go wyróżnia, są pnącza bardzo naturalnie wkomponowane w grupy zieleni. Właścicielka, pani Jolanta, wolała to niż sadzenie ich przy treliażach, które uznała za formę zbyt sztuczną i sztywną do jej ogrodu. Ulubione powojniki najchętniej rozmieszcza u stóp drzew i krzewów (jest członkinią Międzynarodowego Towarzystwa Miłośników Clematisów). Rośliny, wspinając się po nich do słońca, wyglądają niczym w naturalnym siedlisku. Właścicielka podobnie czyni z wiciokrzewami. Wyjątek zrobiła jedynie dla bujnie rosnących glicynii, które wymagają mocnych podpór.

Specjalne względy, jakimi pani Jolanta obdarza kwitnące pnącza, mają też związek z ich zapachem. Ogród został tak zaprojektowany, by delikatna woń powojników, wiciokrzewów i róż pnących wypełniała poszczególne zakątki. Właścicielka sprawdziła, że szybciej się odpoczywa, poddając się aromaterapii.

Życiowe decyzje

Właściciele, którzy są z zawodu architektami krajobrazu, zaraz po ukończeniu studiów wyjechali na kilka lat do Stanów Zjednoczonych. Po powrocie do kraju pod koniec lat 80. postanowili zamieszkać poza miastem i kupili czterohektarowe gospodarstwo rolne z myślą o założeniu szkółki roślin ozdobnych.

Zaczęli od remontu istniejących budynków. W małym domu po poprzednich właścicielach zamieszkali rodzice gospodyni, a stary budynek gospodarczy młode małżeństwo adaptowało do własnych potrzeb. Dopiero później, kiedy przyszło na świat dwoje dzieci, rozpoczęto budowę dużego domu mieszkalnego.

Wtedy też pani Jolanta rozpoczęła projektowanie ogrodu. Mąż chętnie konsultował jej poczynania, ale ponieważ sam zaczął wykonywać zupełnie inny zawód, to ona podejmowała ostateczne decyzje. Postanowiła, że ogród ozdobny zajmie około hektara, a reszta ziemi położona w głębi działki zostanie przeznaczona na szkółkę drzew i krzewów (jest właśnie w trakcie jej tworzenia).

Pani Jolanta przyznaje, że pobyt w Stanach Zjednoczonych miał duży wpływ na rozwiązania przestrzenne zastosowane wokół domu. Ogrody krajobrazowe (na przykład australijski, afrykański, japoński), które oglądała w wielkim ogrodzie botanicznym w Pasadenie (Kalifornia), zrobiły na niej takie wrażenie, że do tej pory śnią jej się po nocach. Oczywiście nie mogła w swoim ogrodzie posadzić roślin z zupełnie odmiennego klimatu, ale to, co niegdyś zobaczyła, było niewątpliwie inspiracją przy projektowaniu.

Ogród w budowie

Chociaż tworzenie ogrodu rozpoczęto w 1989 roku, to wciąż nie jest on skończony, ponieważ od początku zaplanowano to przedsięwzięcie na wiele lat. Takie założenie pozwoliło właścicielom rozłożyć koszty oraz zastosować bardziej oryginalne rozwiązania, niż gdyby wszystko zrealizowano od razu. Dzięki temu był też czas na testowanie różnych, nowatorskich pomysłów.

Na początku należało wyznaczyć i zbudować drogę dojazdową do szkółki zaplanowanej w głębi działki. Została tak zaprojektowana, by nie szpeciła ogrodu, choć biegnie przez całą jego długość. Pani Jolanta ukryła ją za kępami roślin i ciągiem wałów wysokości 1-1,5 m. Droga jest gruntowa, porośnięta trawą. Nawet tam, gdzie jest widoczna (na przykład w części frontowej), wygląda jak fragment trawnika, dzięki czemu stanowi integralną część ogrodu.

Do budowy drogi oraz wałów wykorzystano odpady budowlane po remoncie starych budynków. Od góry przysypano je ziemią wymieszaną z kompostem i kozim obornikiem. Przez pewien czas tego nawozu było pod dostatkiem, bo kiedy dzieci były małe, właścicielka hodowała kozy.

Strumyk płynie z wolna...

Rozległa powierzchnia działki sprzyjała stworzeniu długich osi widokowych, co pani Jolanta umiejętnie wykorzystała. Najpiękniejszy widok na ogród roztacza się z okien na tyłach domu i z tarasu wypoczynkowego. Widać stąd nie tylko harmonijnie zestawione rośliny, ale także największe ozdoby ogrodu - naturalny staw, do którego wpływa strumień, kamienny wodospad na wale ziemnym nieopodal tarasu oraz altanę usytuowaną na najwyższym nasypie.

Staw o powierzchni 400 m2 nowi gospodarze odziedziczyli po poprzednich właścicielach. Służył i służy odwodnieniu terenu, który w tym miejscu bywa okresowo podmokły. Pani Jolanta postanowiła jeszcze w inny sposób wykorzystać staw - wpływa do niego strumień długości aż 100 m! Sztuczny ciek zaczyna się wodospadem na zboczu wału ziemnego, potem płynie w poprzek trawnika i po przeciwległej stronie posesji wpada do stawu. Strumień i wodospad powstały nie tylko ze względów estetycznych. Są połączone zamkniętym obiegiem ze stawem i dzięki nim woda w zbiorniku jest natleniana. Pompa, która tłoczy wodę zakopaną w ziemi rurą do wodospadu, znajduje się na dnie stawu.

Strumień ma szerokość od 50 do 100 cm i płynie w betonowej rynnie, którą przykryto warstwą drobnego żwiru i małych otoczaków. Brzegi strumienia wykończono kamieniami i obsadzono niskimi roślinami, a kaskadę na wale ziemnym wykonano z głazów wykopanych z pola. Właścicielka dobierała je starannie, podobnie jak wszystkie inne kamienne elementy w ogrodzie.

Na szczycie najwyższego nasypu usytuowano altanę bez dachu. Ażurową konstrukcję pokrywają jedynie pnącza: cytryniec, róża oraz powojniki. Kiedy domownicy chcą zaszyć się gdzieś w samotności, altana jest idealnym do tego miejscem - można stąd podziwiać wypoczynkową część ogrodu. Pięknym widokom towarzyszą zaś subtelne zapachy kwiatów.

Na cztery pory roku

- Projektując ogród próbowałam wyobrazić go sobie o każdej porze roku - opowiada dziś właścicielka. - Stworzyłam więc kilka koncepcji: wiosenną, letnią, jesienną i zimową.

I tak ogród ewoluuje z sezonu na sezon. Wiosną cieszą kwiatami azalie, różaneczniki i magnolie, latem pachną pnącza, jesienią wybucha feeria barw wrzosów, berberysów i klonów, które mienią się na żółto, pomarańczowo i czerwono; zimą zaś ogród tchnie oszronioną nostalgią.

Zakładając swój ogród przez kilkanaście lat, pani Jolanta w zasadniczych punktach cały czas trzymała się pierwotnego planu: zachowała wytyczone osie widokowe, kształt poszczególnych zaułków i miejsca przeznaczone na małą architekturę. W pierwotnym planie zestaw roślin był dość ubogi - na miarę oferty ówczesnego rynku. Kiedy jednak w sklepach ogrodniczych zrobiło się bogato, wprowadziła korekty w doborze roślin. Dlatego wśród okazów znanych z wielu ogrodów są tu też bardzo rzadkie perełki ogrodnicze. A w ostatnich latach jako uzupełnienie kolekcji drzew i krzewów pani Jolanta zastosowała również byliny i krzewinki. W ogrodzie nie ma tylko roślin jednorocznych, których uprawa jest jej zdaniem zbyt pracochłonna.

Nowo posadzona zieleń współgra z otaczającym ogród krajobrazem oraz zastanym na działce starodrzewem. Dorodne kasztanowce, wierzby płaczące, orzech i pojedyncze drzewa owocowe wykorzystano nie tylko jako oprawę dla młodszych roślin, ale w kilku miejscach również do stworzenia pięknych osi widokowych. Do starych drzew rosnących wzdłuż linii ogrodzenia dołożono rząd świerków i grupy leszczyn, które wspólnie stały się dobrym tłem dla ogrodowych kompozycji, a także doskonałą barierą przeciwwiatrową.

Wnętrze posesji wypełniły grupy zieleni tworzące niezależne zakątki. Sprawiły, że duży ogród nie jest monotonny. Niejednokrotnie zza kęp drzew i krzewów wyłania się nowy, nieoczekiwany widok. Jednocześnie roślinność została dobrana tak, aby sezonowe zmiany były jak najbardziej wyraźne.

Najtrudniejsze prace ogrodowe na szczęście dobiegają już końca. Dla właścicieli, którzy wykonali większość prac samodzielnie, były one wspaniałym doświadczeniem. Ogrody nie mają dla nich tajemnic - jedyne, z czym sobie nie radzą, to walka z kretami i turkuciami podjadkami, które czynią wśród roślin niemałe szkody.

- Wykurzanie ich z ogrodu - mówią - to prawdziwa walka z wiatrakami!

W ostatnim roku pojawił się również inny, zupełnie nieoczekiwany acz sympatyczny, problem. Ogród upodobały sobie słowiki. W maju i w czerwcu gospodarze musieli w nocy szczelnie zamykać wszystkie okna, aby rodzina mogła spokojnie spać.

Z doświadczeń właścicieli

- Drogi i podjazdy nie wyróżniają się w ogrodzie dzięki temu, że są wąskie (na szerokość samochodu osobowego) i otoczone roślinnością.

- Dzięki zastosowaniu agrowłókniny uniknęliśmy pracochłonnego usuwania darni i żmudnego przygotowywania podłoża, a górna, najżyźniejsza warstwa gleby jest dobrze wykorzystana przez rozrastające się krzewy i byliny.

- Sprawdza się dodawanie przekompostowanej kory do mieszanki ziemi, którą zaprawia się dołki pod poszczególne rośliny - ma ona bowiem właściwości bakterio- i grzybobójcze.

- Do okrywania na zimę wrzosów nadaje się siatka cieniująca (można ją wykorzystać wielokrotnie i łatwo nią przykryć nawet dużą powierzchnię wrzosowiska). Pojedyncze krzaki karłowych azalii najlepiej osłonić gałęziami świerkowymi.

- Świerki posadzone zbyt gęsto w żywopłocie co roku "rozluźniamy", wycinając je na świąteczne choinki.

- Dodatkowej pracy wymaga koszenie trawy obok rabat wykończonych podkładami kolejowymi. Trzeba to robić nożycami lub ręczną kosiarką żyłkową.

- Zastosowana metoda podlewania z podziurkowanymi wężami ogrodowymi sprawdza się bardzo dobrze, ale woda nie może być twarda i zażelaziona, bo wówczas otwory łatwo się zatykają.

- Lepiej nie sadzić glicynii przy ścianie budynku, bo ma bardzo ekspansywne korzenie i pędy. U nas glicynia zniszczyła rynny i przez zamknięte okno "weszła" do sypialni. Teraz ją ostro przycinamy i w ten sposób trzymamy w ryzach.

- Nie jesteśmy zadowoleni z nawierzchni z kostki betonowej koło domu. Wolelibyśmy kamień, który jest szlachetniejszy i lepiej komponuje się z zielenią.

Skomentuj:

Ogród pełen zapachów