Ogród z odzysku

Trzeba mieć dużo wyobraźni i odwagi, żeby zdecydować się na kupno bardzo zaniedbanego terenu, wierząc, że da się go przekształcić w piękny ogród. Nie powiodłoby się to, gdyby nie zasługa architekta krajobrazu, który lubi trudne wyzwania.
Te malownicze widoki nie pochodzą ani z Mazur, ani z innego dzikiego zakątka Polski. Zdjęcia zostały zrobione w prywatnym ogrodzie założonym w mieście, na terenie... byłej, nieczynnej oczyszczalni ścieków. Obszar o powierzchni 7000 m2 dzisiaj już zupełnie nie przypomina zdewastowanej poprzemysłowej parceli, jaką właściciele kupili ledwie trzy lata temu. Na stworzeniu ciekawego, atrakcyjnego ogrodu zależało przede wszystkim gospodarzowi, który z przyczyn zdrowotnych nie może sobie pozwolić na dalekie podróże i chciał mieć działkę, na której mógłby spędzać urlopy. Budowę domu i osiedlenie się tutaj na stałe właściciele odłożyli na później.

Człowiek do zadań specjalnych

Nie wiedząc jeszcze, jak złożonym przedsięwzięciem jest rekultywacja zdegradowanego terenu, nowi właściciele próbowali zagospodarować go własnym sumptem. Szybko się zorientowali, że nie dadzą rady i że muszą wesprzeć się fachową siłą. W jednej z gazet przeczytali ogłoszenie: "czekam również na trudne wyzwania", zamieszczone przez architekta krajobrazu, Krzysztofa Stasiewicza. Zadzwonili więc pod podany numer z wiadomością, że właśnie mają dla niego to trudne wyzwanie!

Architekt krajobrazu przyznaje, że to, co zobaczył na miejscu, osobie bez wyobraźni przestrzennej mogłoby się wydać koszmarem. Teren porastały chaszcze, wśród których straszyły wybetonowane zbiorniki na wodę i przypominająca bunkier przepompownia. Jedyne, co go ucieszyło, to rosnące w grupach wierzby płaczące, akacje i osiki.

Projektant przygotował dwie koncepcje zagospodarowania terenu i choć obie zawierały zbiorniki wodne, to znacznie różniły się odwagą w potraktowaniu tematu. Jak je określił, pierwsza była "zachowawcza", druga natomiast - "ambitna". Ku jego radości właściciele przyjęli do realizacji tę drugą. Zaowocowało to niebanalnymi i pięknymi rozwiązaniami.

Nad wodą modrą i czystą

Prace w ogrodzie rozpoczęto od przebudowy zbiorników. Usunięto żelbetowe płyty, którymi były wyłożone, po czym spychacze oraz koparki ukształtowały na ich miejscu nieckę pod jeden duży staw o powierzchni 1700 m2. Ziemię, która oddzielała stare zbiorniki, wykorzystano do utworzonia czterech wysepek. Nieckę wyłożono specjalną folią z syntetycznego kauczuku, co wymagało dużej precyzji i staranności ze względu na wyspy i bardzo urozmaiconą linię brzegową. Folię na brzegach ukryto pod warstwą kamieni sięgającą aż 50 cm poniżej lustra wody i pod dwoma utworzonymi plażami - piaszczystą i żwirową. Obie powstały odpowiednio: z dowiezionego miałkiego piasku (wysypano nim także część dna, aby uprzyjemnić gospodarzom kąpiele) oraz drobnych kamieni i żwiru.

Aby można było przejść z brzegu na wysepki, ponad wodą zawieszono drewniane pomosty i cztery rodzaje mostków, które dostosowano do rodzaju brzegów. Niebanalny wiszący most linowy oraz most w kształcie łuku powstały nad najwyższymi, urwistymi brzegami. Dwa niskie pomosty położone na brzegu i wysepce naprzeciwko altany połączył mostek zwodzony, pod którym można przeprawić się łodzią. A most-kładka umożliwia przejście z jednej wyspy na drugą.

Dzięki sporej, bo sięgającej 2 m, głębokości stawu można po nim swobodne pływać łódką oraz kąpać się bez ryzyka uszkodzenia folii. W dużym stawie łatwiej też niż w małych oczkach o korzystny bilans termiczny i dobre warunki do rozwoju fauny i flory - dlatego nie było konieczności zastosowania fitrów do wody. Zadbano jednak o jej odpowiednie napowietrzenie i zamontowano na dnie stawu dwie pompy dużej mocy, które powodują ruch wody w całym stawie. Pompy tłoczą wodę do dwóch niezależnych obiegów. W pierwszym wykorzystano nasyp obok altany. Woda spływa po skalnych progach kaskady, a w końcowym biegu tworzy krótki strumień. Zanim wpadnie do stawu, przepływa malowniczo pod drewnianym podestem altany. Drugi obieg zbudowano w przeciwległej części zbiornika. Spod wielkiej wierzby rosnącej na pagórku wybija "źródełko", które zamienia się w długi strumień, by przez żwirową plażę dotrzeć do stawu.

Namiastka domu

Betonowy budynek przepompowni nie dość, że brzydki, to jeszcze był usytuowany niefortunnie - na wprost wejścia na posesję. Ponieważ był nieznacznie zagłębiony w ziemi, nasunęło to architektowi krajobrazu pomysł, jak uniknąć kłopotu z jego wyburzeniem. Postanowił ukryć go od strony bramy pod nasypem, a na nim utworzyć skalny ogród. Do budowy wzniesienia wykorzystano ziemię wydobytą przez koparki przy budowie niecki stawu. Na nasypie posadzono karłowate rośliny iglaste, niskie krzewy liściaste, trawy i byliny skalne. Dzięki tym zabiegom budynek przepompowni, który został czasowo przystosowany do potrzeb mieszkalnych, nie jest widoczny od strony wejścia (widać go tylko od strony stawu).

Ogród skalny ze względu na swoje położenie na wprost wejścia stanowi część ogrodu reprezentacyjnego. Uwagę przybyszów przykuwa usytuowana tutaj malownicza altana z trzcinową strzechą i kominem z piaskowca. Jej wnętrze wyposażono w kominek, duże blaty i schowki na drewno lub wino. Posadzkę przed kominkiem wykończono kamieniem polnym i piaskowcem, a pozostałą część wykonano z desek i połączono z tarasem zawieszonym nad wodą. Odpoczynek w altanie uprzyjemnia delikatny szum strumienia wpadającego do stawu właśnie pod drewnianym tarasem.

Różne klimaty

Szczególnym miejscem ogrodu jest zagroda- -skansen, w której właściciel z upodobaniem gromadzi stary, nieużywany już sprzęt rolniczy. Kierat, stary wóz, drewniane narzędzia do uprawy roli ustawiono w dwóch specjalnie zbudowanych tam wiatach, a całość otoczono prostym drewnianym płotem. W obrębie zagrody powstał także warzywnik oraz kwatery z krzewami owocowymi i roślinami ozdobnymi jak w wiejskim ogrodzie: malwami, piwoniami, nasturcjami, kalinami i bzami.

Część położoną w głębi za starą wierzbą, spod której wypływa strumień, przeznaczono na kwietną łąkę. Powstała na dużej polanie w otoczeniu naturalnej dla tych okolic szaty roślinnej: brzóz, sosen, jarzębin i modrzewi.

W ten sposób ogród stał się niebanalną enklawą w dzielnicy przemysłowej. Autor projektu ubolewa, że brakuje dobrych połączeń widokowych z krajobrazem. Widoki na otaczający go teren nie zasługiwały po prostu na włączenie do założenia ogrodowego, co jest pewnym niedostatkiem. Dlatego też wysoka zieleń posadzona dookoła ogrodu ma za zadanie zasłonić miejski krajobraz.

Właściciele nie żałują, że najpierw zainwestowali w ogród, a budowę domu odłożyli na później. Wprost przeciwnie. Dzięki temu nie mają cienia wątpliwości, że w takim otoczeniu chcą spędzać nie tylko urlop czy weekend, ale każdą wolną chwilę.

Więcej o: