Ogród do remontu

Tekst Liliana Jampolska; zdjęcia Leszek Jampolski

Każdy, kto kupuje już gotowy dom, liczy się z tym, że będzie go przerabiać i ulepszać. Często zmiany muszą również objąć ogród. Bywa, że trzeba go zmienić tak, jakby tworzyło się wszystko od początku.

Fragment ogrodu po zmianach.
Fragment ogrodu po zmianach.
Fot. Leszek Jampolski
Kiedy Agnieszka i Mikołaj kilka lat temu zdecydowali się na kupno połowy bliźniaka, od razu wiedzieli, że ogród trzeba będzie zagospodarować od nowa. Nie podobało im się to, co zastali na działce. Dom zbudowany dziesięć lat temu przez byłych właścicieli z myślą o wynajmie otoczony był bardzo zaniedbanym i bez fantazji zaprojektowanym ogrodem - srebrny świerk, kilka krzewów berberysów, żywotników, jałowców i karłowych sosen rosło w narożnikach posesji, a resztę wypełniał płaski trawnik. Rośliny ozdobne były ledwie widoczne zza wysokich chwastów i zdziczałych pnączy, które kiedyś miały ozdabiać murowane ogrodzenie.

Jednak nie to było najgorsze. Nowych właścicieli raziła nieproporcjonalnie duża nawierzchnia z kostki betonowej, którą wyłożone były ścieżki przed domem, położony tuż za bramą wjazdową parking na samochód oraz taras wypoczynkowy. I to wszystko na powierzchni zaledwie 580 m2, z czego 148 m2 zajmuje dom. Na domiar złego przy tarasie stał blaszany składzik gospodarczy zajmujący sporą powierzchnię intymnej strefy ogrodu.

Ogród okazał się jeszcze brzydszy po deszczach. W niektórych miejscach działki gromadziła się woda. Gliniaste podłoże z wysoką wodą gruntową nie przyjmowało nadmiaru deszczówki z dużego dachu. Nie było rady - należało się zdecydować na duże zmiany w ogrodzie.

Koniec z zastoiskami wody

W trzech wielkich kałużach, jakie pojawiały się na działce po każdym większym deszczu, woda stała przez blisko tydzień. W zalewanych miejscach trawnik stawał się coraz brzydszy. Pierwszą decyzją gospodarzy było więc zdrenowanie działki.

Za parkingiem na samochód i obok miejsca wypoczynkowego z grillem wykopano doły głębokości 1,5 m i ustawiono w nich kręgi studzienne. Studzienki wypełniono do połowy żwirem, a następnie doprowadzono do nich spod rynien domu rury drenarskie z PVC. Dreny ułożono w rowach na głębokości 40 cm na 15-centymetrowej podsypce ze żwiru.

Odwodnienie sprawdziło się w 75%. W strefie wypoczynkowej funkcjonuje bez zarzutu, ale przy grillu nadal po dużych opadach deszczu na powierzchni gruntu utrzymuje się woda, choć teraz już tylko przez kilka godzin. Rozwiązaniem problemu okazało się utworzenie w tym miejscu ogrodu żwirowego - 10-centymetrowa warstwa drobnych kamieni znakomicie maskuje zabagniony teren i estetycznie wygląda. Niewtajemniczonym, którzy patrzą na ustawione na żwirze głazy, nie przychodzi na myśl, że ten dekoracyjny fragment ogrodu powstał z tak prozaicznego powodu, jakim są kałuże.

Na pogodę i niepogodę

Na miejscu blaszanego składziku, między ścianami budynku a istniejącymi murkami w narożniku ogrodu, postawiono najpierw murowaną ścianę, a potem cały ten kąt zadaszono. W ten sposób powstała wiata z widokiem na ogród i taras wypoczynkowy. Odkąd zbudowano w niej palenisko, blaty kuchenne i wstawiono drewniane meble ogrodowe, stała się ulubionym miejscem rodzinnych biesiad i letnim salonem, w którym przyjmuje się gości.

Chata grillowa, jak ją nazywają właściciele, jest dość duża (9×3 m), ponieważ gospodarzom zależało na jej funkcjonalności. Część ścian obłożono piaskowcem, a na murku obok chaty utworzono źródełko w ścianie. Woda sączy się spomiędzy skałek piaskowca (z wysokości około 1,2 m) i spływa po ścianie do zbiornika wkopanego w podłoże. Źródełko było pomysłem pani domu, która uznała, że zestawienie ognia i wody będzie bardzo interesujące.

Podłogę w chacie i na tarasie wypoczynkowym wykończono deskami. Gospodarze chcieli w ten sposób nawiązać do drewnianych pomostów budowanych na brzegach mazurskich jezior. Idąc tym śladem, zamierzają także zasłonić (od góry) żeglarskim płótnem drewniane treliaże zbudowane dookoła tarasu. W bardzo nasłonecznionym ogrodzie dokucza słońce, a zanim urosną glicynie i winobluszcze, posadzone przy słupach pergoli, płócienne "żagle" będą pełnić funkcję markizy.

Sposób na brak piwnicy

Po rozebraniu pomieszczenia gospodarczego właściciele usilnie poszukiwali miejsca na nowy składzik. Żadna lokalizacja nie wydawała się dobra. Wreszcie, za zgodą sąsiadów, stanął w narożniku ogrodu, naprzeciw parkingu. W podzięce za ich życzliwość właściciele przykryli składzik widocznym od sąsiadów zielonym dachem i posadzili tam winobluszcz, by opadał na ich stronę. Budyneczek zaprojektowano tak, by był możliwie najniższy i zanadto nie wystawał zza płotu - ma w sumie tyle, ile wynosi wysokość pełnowymiarowych drzwi (1,8 m) i głębokość "donicy" na dachu (25 cm). Ściany wymurowane z bloczków ceramicznych obłożono piaskowcem jak w chacie grillowej. Dzięki temu te dwa elementy małej architektury w ogrodzie harmonijnie nawiązują do siebie.

Dziesięć metrów kwadratowych powierzchni użytkowej spełniło oczekiwania gospodarzy - składzik pomieścił sprzęt sportowy i ogrodniczy, a we wnęce ściennej - także drewutnię.

Sen o wodzie

Marzeniem Mikołaja był ogród z dużym profesjonalnym stawem kąpielowym. Położenie rekreacyjnej strefy ogrodu od południowej strony ogrodu sprzyjałoby budowie takiego kąpieliska. Mikołaj zamówił więc fachowy projekt. Potem długo analizował za i przeciw, aż w końcu... zrezygnował z budowy basenu. Słusznie uznał, że nowo zakupiona działka jest trochę za mała, a koszty inwestycji - zbyt duże.

Jakby na pocieszenie, kiedy właśnie odbywało się korygowanie ukształtowania terenu, właściciel zdecydował się na wykopanie przy tarasie oczka wodnego. Nieduży okrągły stawik o średnicy około 4 m powstał na jednym płacie folii rozłożonej na warstwie piasku i geowłókninie. Folię zamaskowano płukanym żwirem i kamieniami, a na brzegach przyciśnięto dużymi głazami. W najgłębszej części zbiornika na dnie ustawiono donicę z lilią wodną. Oczko nie służy zatem do kąpieli, lecz wyłącznie do ozdoby, bo najgłębsza strefa (1,2 m) zajmuje niewielką powierzchnię. W tym miejscu opuszczono na dno zbiornika pompę, która tłoczy wodę do kaskady utworzonej na brzegu z kilku wielkich, płaskich kamieni.

Zielony parawan

Dla Agnieszki najważniejszą funkcją ogrodu było odizolowanie domu od sąsiadów.

- Na tak małej powierzchni trudno stworzyć z zieleni skuteczną przegrodę akustyczną, chciałam więc mieć z niej przynajmniej parawan - mówi.

W małym i bardzo wąskim ogrodzie położonym w osiedlowej zabudowie nie jest to takie proste. Bez porozumienia z sąsiadami nie powinno się przecież sadzić wysokich drzew i krzewów. Ale z pomocą fachowców i dzięki sąsiedzkiej współpracy ostatecznie udało się skomponować kolorową i całoroczną przesłonę z roślin. Agnieszka jest bardzo zadowolona z jej doboru - dotychczasowy jednorodnie zakomponowany ogród zyskał wreszcie kolory i urozmaiconą "fakturę". Posadzono wiele sadzonek pnączy (winobluszcze, powojniki), nowych krzewów liściastych (derenie, perukowiec, tawuły) i wytrzymałych bylin. Na końcu wyremontowany ogród wypełniły soczyście zielone trawniki z rolki.

Skomentuj:

Ogród do remontu