Oaza na ugorze

Tekst: Liliana Jampolska

Jałowa, sucha gleba - takie warunki spotyka się na bardzo wielu działkach budowlanych. Nie są one przeszkodą przy budowaniu domu, ale dla założenia ogrodu - już tak.

Cztery lata temu Beata i Wiesław zdecydowali się na przeprowadzkę z miasta na wieś. Nie przerażała ich budowa domu na działce położonej wśród łąk i pól, bo właśnie takiego miejsca szukali - z dala od uczęszczanych tras szybkiego ruchu i uprzemysłowionych terenów. Nie zrażała ich też spora odległość posesji od sieci mediów ani to, że ziemia na ich działce była słaba, zaledwie szóstej klasy. Najbardziej liczyły się dla nich cicha, spokojna okolica, czyste powietrze i ładne widoki na otwartą mazowiecką równinę. Głęboko wierzyli, że z trudnościami związanymi z budową domu i założeniem ogrodu na pewno sobie poradzą. Mieli jednak świadomość, że pracując intensywnie zawodowo, długo nie uda im się zamienić nasłonecznionego ugoru w funkcjonalny i kolorowy ogród. Dlatego pomimo wielu własnych pomysłów i sprecyzowanych oczekiwań dotyczących zagospodarowania działki zdecydowali się skorzystać z pomocy architektów krajobrazu.

Dzielony na dwa

Koncepcja zagospodarowania posesji była od początku jasna. Budynki domu i garażu, które zajmują prawie całą szerokość działki, miały podzielić ją na dwie części. Fragment od frontu zorganizowano przede wszystkim z myślą o wygodnym podjeździe dla samochodów domowników i licznego grona znajomych. Dojazd do garażu i grunt pod szerokimi okapami domu, gdzie wyznaczono też miejsca do parkowania, utwardzono kostką granitową. Aby duża płaszczyzna takiej nawierzchni nie przytłaczała wizualnie, gdzieniegdzie przerwano ją rabatami, sadząc rośliny w gruncie przysypanym żwirem. To odmienny sposób wykonania podjazdu niż stosowany zazwyczaj, przede wszystkim ze względu na brak wyraźnie zaznaczających brzegi krawężników. Takie rozwiązanie bardziej pasuje do ogrodu, bo ma mniej miejski charakter. Poza tym jest wygodne, bo łatwiej wykonywać manewry samochodem, kiedy z ziemi nie wystają żadne przeszkody. Tę nawierzchnię zgrabnie połączono ze ścieżkami wykonanymi z ręcznie łupanych płyt piaskowca. Prowadzą one do furtek- umieszczonych w niskim, drewnianym płotku postawionym w linii zabudowy. Za nim ścieżki wiją się dalej już w innej, wypoczynkowej części ogrodu.

Poza utwardzonymi nawierzchniami przed frontem wygospodarowano jeszcze miejsce na rabaty i trawnik. Ponieważ dom ma zdecydowaną kolorystykę, więc kolorowo miało być także przed nim. Rabaty zaprojektowano w taki sposób, aby tworzyły barwne plamy przez cały rok. Te położone wzdłuż ogrodzenia rozmieszczono na niewielkich wzniesieniach, aby się bardziej odizolować od kurzu z piaszczystej polnej drogi.

Kameralnie za domem

- Chcieliśmy, by ogród wypoczynkowy stał się naszą prywatną enklawą i był jak najmniej widoczny z zewnątrz - mówią właściciele.

Nie było to jednak proste, bo przecież działka leżała na płaskim terenie, gdzie jeszcze niedawno znajdowało się pole uprawne. Pierwsza decyzja z tym związana polegała na oddzieleniu ogrodu wypoczynkowego od ulicy - domem, garażem i pasem zieleni między nimi.

Równie wcześnie, bo jeszcze w trakcie budowy, właściciele postanowili wykorzystać znajdującą się tuż przy granicy działki niewielką kępę młodych drzew utworzoną z samosiejek brzóz. Dosadzono od tamtej strony kilka sosen, świerków i modrzewi, przez co ogród nie tylko zyskał izolację, ale też wzbogacił się optycznie o całą grupę bardziej dojrzałej roślinności. Aby choć trochę wykorzystać bezcenny cień, który dają drzewa, w ich sąsiedztwie zaaranżowano plac zabaw dla dzieci. Dziewięcioletnia Kinga oraz niespełna dwuletni Kacper mogą tutaj pobawić się na huśtawce, w piaskownicy, a od czasu do czasu zjeść poziomki, które specjalnie dla nich posadzili rodzice.

Wzdłuż ogrodzenia od południowej strony działki stworzono izolację od sąsiedztwa, zakładając rabaty na wzniesieniach. Pagórki mają zróżnicowaną wysokość, a te najwyższe - sięgające blisko 1,2 metra - podparte są kamiennym murkiem. Całość nie tworzy jednak zwartej przesłony, ponieważ tu i ówdzie pozostawiono widok na otwarte łąki. Było to świadome działanie mające na celu zachowanie możliwości oglądania krajobrazu oraz optyczne powiększenie ogrodu.

Na wymarzony efekt, czyli zielone parawany, trzeba będzie jeszcze poczekać, bo na razie rośliny są niskie. Ale rabaty zostały tak rozmieszczone, że prędzej czy później właściciele doczekają się realizacji swojego planu.

W cieniu altany

Przebywanie przez dłuższy czas na tak nasłonecznionej działce może być mało przyjemne. Dlatego właściciele zdecydowali się zbudować dużą, starannie zacienioną altanę. Zaprojektowano drewnianą konstrukcję, odpowiednio solidną, by na dachu można było położyć ciężką, cementową dachówkę - taką samą jak na domu. Ściany altany celowo dosyć wysoko zabudowano drewnianymi listwami i osłonięto pnączami oraz gęstymi krzewami. W ten sposób użytkownicy są chronieni nie tylko przed słońcem, ale również przed silnie wiejącymi tu wiatrami lub zacinającym deszczem.

Altana powstała w takiej odległości od domu, aby blisko było do kuchni po naczynia i jedzenie - ale jednocześnie dostatecznie daleko, aby zachęcała właścicieli do wyjścia do ogrodu. Siedząc wygodnie pod jej dachem, ma się widok na cały ogród wypoczynkowy, w tym na bawiące się dzieci, a wraz z podmuchami wiatru dociera do altany wilgotne powietrze znad położonego nieopodal oczka wodnego.

Woda dla ochłody

Właściciele nie chcieli, by w tym spokojnym otoczeniu pojawił się element dominujący formą. Z tego też powodu wymarzone oczko wodne ma subtelny, naturalny charakter. Ten efekt osiągnięto dzięki nadaniu zbiornikowi nieregularnego kształtu i wykończeniu brzegów polnymi kamieniami, piaskiem, suchymi konarami drzew i roślinnością, którą można spotkać na wilgotnych łąkach.

Na brzegu od strony altany skonstruowano pomost z desek, na którym można usiąść i pomoczyć nogi. Niestety, nie w pełni jeszcze da się docenić urodę oczka, ponieważ ze względu na bezpieczeństwo małego Kacpra otoczono je płotkiem (zbiornik ma 1,5 m głębokości). Zadbano jednak, by to konieczne ogrodzenie było jak najmniej widoczne - dlatego zastosowano drucianą siatkę powleczoną zielonym tworzywem. Rodzice wielokrotnie się przekonali, że słusznie zrobili, tworząc płotek. Kacper jest tak zafascynowany życiem, które toczy się w toni oczka i wokół niego, że nie skutkują żadne ostrzeżenia, by nie zbliżał się do zbiornika.

Uroku temu założeniu wodnemu dodaje płytki strumyk, który zaczyna swój bieg w kępie drzew i kończy się w oczku. Zaprojektowano go i wykonano tak starannie, że ma się wrażenie, jakby płynął tu zawsze. W połowie długości strumień rozszerza się, tworząc niewielkie płytkie rozlewisko (10 cm głębokości). To tutaj dzieci mogą całkowicie bezpiecznie ochładzać się w upalne dni.

Połączenie oczka wodnego ze strumieniem w zamkniętym obiegu ułatwia utrzymanie wody w czystości bez używania środków chemicznych. W filtrowaniu wody mają też swój udział ślimaki, ryby oraz korzenie roślin. I właśnie ten naturalny charakter zbiornika wodnego sprawia, że jest to bardzo udane rozwiązanie.

- Chcieliśmy, by oczko wodne zajmujące centralną część ogrodu było najpiękniejszym jego elementem - sercem ogrodu - wyjaśnia pani Beata.

I tak też się stało.



Skomentuj:

Oaza na ugorze