Z pokorą i cierpliwością

Tekst Ewa Furtak, zdjęcia Michał Mutor (montaż własny)

Wierni prastarej tradycji japońscy ogrodnicy nie próbują ujarzmiać natury. Ogród japoński ma ją naśladować

Ogrody w tradycyjnym stylu można obejrzeć w Japonii przy świątyniach buddyjskich, na terenie parków, a także przy prywatnych domach. Jest ich kilka rodzajów, m.in. karesansui, w którym odpowiednio rozmieszczony i uformowany żwir zastępuje wodę. Są też projektowane na płaskim terenie ogrody hiraniwa, a także tsukiyama ze stawami i z kamieniami symbolizującymi góry. Wszystkie bez względu na styl cechują elegancja i prostota.

Nieliczne jeszcze ogrody japońskie można zobaczyć także w Polsce. Najsłynniejszy, w Parku Szczytnickim we Wrocławiu, założony w latach 1909-1912 w związku z Wystawą Światową w 1913 roku, został zaprojektowany przez japońskiego ogrodnika Mankichi Arai. Ogród japoński jest też częścią łódzkiego "botanika".

Coraz częściej takie ogrody powstają również przy domach prywatnych. Na przykład ogród w niewielkich Pisarzowicach koło Bielska-Białej, który założyli Antoni Pudełko i jego syn Sebastian, właściciele tutejszego gospodarstwa szkółkarskiego.

Zwiedzając Japonię, zakochali się w ogrodach

Kilkanaście lat temu Pudełkowie wybrali się w podróż do Kraju Kwitnącej Wiśni. Jak na rodzinę ogrodników przystało, zaglądali do ogrodów, gdzie tylko mogli. Przywieźli ze sobą setki fotografii. Kilka lat później, w czasie pobytu w Czechach, zauroczyli się piękną kolekcją drzewek bonsai. Wtedy Sebastian Pudełko zaczął nieśmiało myśleć o założeniu japońskiego ogrodu.

Udało mu się przekonać do pomysłu rodziców. Zaczęli od sporych zakupów - poprzez znajomych i internet zaopatrzyli się w książki i płyty DVD związane z tą tematyką. - W Polsce dobre wydawnictwa poświęcone zakładaniu i pielęgnacji ogrodów japońskich są jeszcze praktycznie nie do zdobycia. Ale jest sporo ciekawych książek przetłumaczonych z japońskiego na angielski i niemiecki. Bazowałem przede wszystkim na tych publikacjach - mówi Sebastian.

Ogród w Pisarzowicach ma około 18 arów. Jego początki sięgają roku 2003. Wtedy pierwsze, luźne jeszcze szkice i pomysły zaczęły przybierać realne kształty - rozpoczęły się prace nad ukształtowaniem terenu. W ogrodzie powstało spore oczko wodne z zasilającym je wodospadem. Stopniowo pojawiało się coraz więcej roślin.

Spotkać tu można wiele gatunków charakterystycznych dla ogrodu japońskiego. Na przykład formowane sosny, nazwane w kulturze ogrodowej Japonii niwaki, czyli drzewa ogrodowe. - A u nas popularnie, ale niezbyt fachowo, bywają określane jako ogrodowe bonsai - wyjaśnia młody pasjonat. Są tu także formowane, przepięknie kwitnące kępy azalii japońskich, klony japońskie, a także wiele innych roślin starannie dobranych do tego typu ogrodu. Wszystkie pochodzą ze szkółki, której właścicielem jest Antoni Pudełko.

Ogród dostępny jest dla zwiedzających. Spacer zaczynamy od wspięcia się po kamiennych stopniach na niewielki pagórek. Kamieniami wyłożono także wąskie ścieżki. W pięknym, gęsto zarośniętym oczku wodnym pływają karpie koi. Sebastian zaznacza: te ryby to koi tylko z nazwy. Bo za prawdziwe, z certyfikatami pochodzenia, trzeba zapłacić nawet do kilkuset euro za sztukę. Tymczasem - jak się okazuje - nie zawsze dają sobie radę w naszym surowym klimacie. W oczku o głębokości przynajmniej dwóch metrów można spróbować przetrzymać ryby przez zimę, jednak z mniejszych i płytszych zbiorników trzeba je odłowić i przechować do wiosny w akwarium. Ryby Sebastiana rozmnożyły się w oczku. - Ale mają inny kolor niż oryginalne koi - pokazuje.

Na razie ziemia wokół wielu roślin podsypana jest korą. Pomaga to zachować wilgotność gleby, ochronić korzenie przed mrozem, zapobiega zachwaszczeniu. Jednak Sebastian zapowiada, że będzie powoli wycofywał się z kory - chce ją zastąpić żwirem. Uważa, że zdecydowanie poprawia to estetykę otoczenia.

Spacerując po ogrodzie, można poczuć, że miejsce to dzięki niezwykłemu ładowi i harmonii bardzo odpręża i uspokaja. Aż nie chce się stąd wychodzić.

Ogrodnik? Najlepszym ogrodnikiem jest czas

- Ten ogród, jak każdy inny, jest żywym organizmem, nieustannie ewoluuje. Dlatego nie obyło się bez przeróbek, przesadzeń i zmian koncepcji. Chyba najistotniejsza myśl, jaka zrodziła mi się w trakcie zgłębiania natury ogrodów japońskich, jest taka, że pierwszym i najważniejszym ogrodnikiem w danej przestrzeni jest czas. Uświadomiłem to sobie, oglądając w Japonii przepiękne ogrody powstałe w XV, XVI i XVII wieku z ich pielęgnowanymi przez setki lat sosnami. Mówiąc krótko: efekt wymaga czasu i pracy - opowiada Sebastian.

Jego zdaniem do tworzenia ogrodu japońskiego potrzebna jest po prostu cierpliwość i pokora wobec natury. Sebastian jest zaledwie dwudziestokilkulatkiem, lecz zakładając ogród, doskonale zdawał sobie sprawę, że miejsce to "dojrzeje" dopiero po kilkudziesięciu latach, gdy on będzie już w podeszłym wieku. A ogród w pełnej krasie będą podziwiać dopiero jego wnuki.

Ale żeby nikogo do zakładania japońskiego ogrodu nie zrażać, dodaje: - Faktem jest, że pewne rośliny wymagają odpowiedniego formowania, które trzeba wykonywać w ściśle określonym czasie, ale poza tym metody pielęgnacji roślin nie różnią się zbytnio od przyjętych w sztuce ogrodniczej.

Nawet na balkonie można mieć kawałek Japonii

Sebastian zauważył, że w ciągu kilku ostatnich lat wzrosło w Polsce zainteresowanie ogrodami japońskimi. Coraz większą popularnością cieszą się także charakterystyczne dla nich rośliny - formowane sosny, azalie japońskie, miłorzęby czy też klony japońskie. - Z rozmów z klientami wynika, że coraz więcej miłośników zieleni szuka teraz czegoś nowego i świetnie odnajduje się właśnie w japońskiej stylistyce ogrodowej - twierdzi.

W planach ma powiększenie ogrodu. Gotowy jest już pawilon japoński, wokół którego powstanie dalsza jego część. Jest na to dość miejsca.

Żeby jednak spełniły się marzenia o własnym kawałku Kraju Kwitnącej Wiśni, wcale nie potrzeba wielkiej przestrzeni ani dużych pieniędzy. Nie trzeba nawet mieć ogrodu. Można zaaranżować w takim stylu choćby balkon albo taras. Pod warunkiem że na zimę stojące na nim rośliny zostaną odpowiednio zabezpieczone. - Przekonałem się, że nawet sosny rosnące w donicach, przystosowane przecież do życia w bardzo trudnych warunkach, na wietrze i mrozie mogą przemarznąć - ostrzega przed niepowodzeniem młody ogrodnik.

Dodaje, że formowane przez wiele lat rośliny mają sporą wartość, jednak trzeba pamiętać, że kupując taki okaz, kupuje się poświęcony mu czas, a zatem całe lata pracy i pielęgnacji

- Myślę, że w dobie internetu oraz swobodnego dostępu do książek i wiedzy z całego świata każdy miłośnik ogrodów może bez problemu stworzyć u siebie zielony zakątek w japońskim stylu - Sebastian zachęca pasjonatów do pójścia w swoje ślady.

Skomentuj:

Z pokorą i cierpliwością