Nowoczesny dom w walijskiej stodole
19.12.2011
, aktualizacja: 15.12.2011 13:46
Piękna kombinacja tradycyjnej architektury i nowoczesnych wnętrz zachwyca wszystkich, którzy zobaczą nowy zespół budynków powstały dzięki odwadze i wyobraźni młodego brytyjskiego architekta.

Fot. Eltes Narratives
Cała rodzina w nowym domu. Wszystkie otwory w budynku wyposażono w nowoczesne okna i drzwi w drewnianych ramach

Fot. Polly Eltes Narratives
Otwarta przestrzeń dziennej części domu sprzyja integracji rodziny. W przestrzeni dziennej domu wydzielono trzy strefy: kuchni, jadalni i wypoczynkową - wszystkie powiązane ze sobą

Fot. Polly Eltes Narratives
W jadalni przewidziano miejsce dla co najmniej 8 osób. Ciepła kolorystyka drewnianych mebli kontrastuje z połyskującymi srebrem ramami okiennymi i lampą

Fot. Polly Eltes Narratives
Lampa podłogowa Arco pełni funkcje czysto praktyczne, ale zarazem stanowi piękną, nowoczesną ozdobę aneksu wypoczynkowego
ZOBACZ TAKŻE
- Dom miłośnika fortyfikacji (04-05-12, 16:12)
- Nowoczesny dom pod Londynem (16-08-11, 10:57)
- Dom z widokiem na jezioro - przebudowa stodoły (16-06-11, 10:30)
- Dom w norweskich klimatach - przebudowa (16-02-11, 09:36)
- Stodoła XXI wieku (05-06-11, 12:00)
- Dom nowoczesny pod względem architektury i wyposażenia (08-06-11, 12:00)
metryczka
Dom jednorodzinny w przebudowanej stodole w Brecon (Południowa Walia)
Autor projektu: architekt Sam Organ/Sustainable houses
Powierzchnia domu po przebudowie: 320 m2
Mieszkańcy: małżeństwo z półtorarocznym synem
Sam i Angie od rozpoczęcia studiów mieszkali i pracowali w Oxfordzie. Tam też, po zakończeniu nauki, znaleźli zatrudnienie. Nie planowali jakichś radykalnych zmian w swoim życiu do czasu, gdy przebywający dotąd na stałe we Francji rodzice Sama postanowili wrócić do kraju i osiedlili się w Walii.
Kiedyś, jadąc do nich w odwiedziny, nieco zboczyli z trasy, ponieważ Sam - młody architekt zafascynowany miejscową dawną architekturą - wypatrzył po drodze ogłoszenie z ofertą sprzedaży starych zabudowań gospodarczych. Wiedziony ciekawością, zapragnął obejrzeć oferowane na sprzedaż nieruchomości.
- To była miłość od pierwszego wejrzenia - mówi Sam. - Zachwyciły nas nie tylko stylowe budynki, ale też zapierające dech w piersiach widoki na rozciągającą się wokół dolinę.
Szybka życiowa decyzja
Sam, który pochodzi z rodziny architektów i deweloperów, poczuł, że oto nadszedł czas na własne przedsięwzięcie. Choć wraz z żoną nie dysponowali dostatecznie dużymi oszczędnościami, postanowili za wszelką cenę kupić gospodarstwo i rozpocząć pierwszą w życiu inwestycję budowlaną. Wiedzieli, że mogą liczyć nie tylko na swoje umiejętności i zapał, ale także na pomoc rodziców i brata - od lat zajmujących się podobną działalnością. Kiedy zyskali zainteresowanie i poparcie zaprzyjaźnionego przedsiębiorcy, inwestycja szybko ruszyła.
- Postanowiłem skorzystać z szansy i samodzielnie wyremontować domy z przeznaczeniem na sprzedaż - opowiada z dumą młody właściciel.
Pierwsze trudności i sukcesy
Ostatecznie Sam postanowił wyremontować aż sześć starych budynków w nie najlepszym stanie, które wchodziły w skład nieruchomości. Ponieważ znajdowały się one pod opieką miejscowego konserwatora zabytków, na remont i modernizację każdego z nich należało uzyskać formalną zgodę.
Kiedy rozwiązano wszelkie problemy ze zdobyciem funduszy na kupno zabudowań i z rozpoczęciem inwestycji, trzeba było się porozumieć z urzędnikami, których głównym zadaniem jest ochrona regionalnego dziedzictwa architektonicznego. Problem polegał na tym, że Sam chciał umieścić w dawnej strukturze całkiem nowoczesne domy, wyposażone zgodnie ze wszystkimi współczesnymi standardami.
W końcu udało się przekonać przedstawicieli urzędu do pomysłów Sama.
Życie na budowie
Sam i Angie, aby uzyskać potrzebne środki finansowe, musieli sprzedać swoje dotychczasowe mieszkanie i zdecydowali się skorzystać z gościny rodziców, który zaoferowali im "darmowy najem" jednej z posiadanych nieruchomości.
Dla młodych inwestorów była to znacząca pomoc. I tak mieli na głowie sporo kłopotów z załatwianiem formalności, projektowaniem całej inwestycji i kontynuowaniem pracy zawodowej, z której bali się zrezygnować, nie mając dostatecznego zabezpieczenia finansowego. Na początku skupili się na remoncie domów przeznaczonych na sprzedaż, prace nad własnym domem odkładając na później.
Sam był na miejscu, kiedy tylko mógł. Mimo wielu trudności i stresów związanych z inwestycją, nieustannie zachwycał się okolicą i urodą starych konstrukcji. Jeden z budynków - dawna stodoła ulokowana w narożniku pomiędzy dwoma innymi zabudowaniami - miał nieco kłopotliwą lokalizację. Dlatego Sam początkowo zaplanował, że urządzi w nim dodatkowe miejsca garażowe dla mieszkańców osiedla. Z czasem jednak poczuł, że to właśnie tu - powinien powstać ich dom. Wraz z Angie zdecydowali się przebudować obiekt, podobnie jak pozostałe na osiedlu, na wygodną rodzinną siedzibę.
Następne decyzje szły lawinowo: postanowili bowiem jak najszybciej adaptować budynek na cele mieszkalne i przenieść się do niego, by stąd nadzorować przebieg prac. Wszystko działo się bardzo szybko i wkrótce inwestorzy zamieszkali niemal na placu budowy. Z jednej strony ułatwiło to życie Samowi, z drugiej - jak sami przyznają - zmusiło do zamieszkania w zupełnie spartańskich warunkach.
Dom jednorodzinny w przebudowanej stodole w Brecon (Południowa Walia)
Autor projektu: architekt Sam Organ/Sustainable houses
Powierzchnia domu po przebudowie: 320 m2
Mieszkańcy: małżeństwo z półtorarocznym synem
Sam i Angie od rozpoczęcia studiów mieszkali i pracowali w Oxfordzie. Tam też, po zakończeniu nauki, znaleźli zatrudnienie. Nie planowali jakichś radykalnych zmian w swoim życiu do czasu, gdy przebywający dotąd na stałe we Francji rodzice Sama postanowili wrócić do kraju i osiedlili się w Walii.
Kiedyś, jadąc do nich w odwiedziny, nieco zboczyli z trasy, ponieważ Sam - młody architekt zafascynowany miejscową dawną architekturą - wypatrzył po drodze ogłoszenie z ofertą sprzedaży starych zabudowań gospodarczych. Wiedziony ciekawością, zapragnął obejrzeć oferowane na sprzedaż nieruchomości.
- To była miłość od pierwszego wejrzenia - mówi Sam. - Zachwyciły nas nie tylko stylowe budynki, ale też zapierające dech w piersiach widoki na rozciągającą się wokół dolinę.
Szybka życiowa decyzja
Sam, który pochodzi z rodziny architektów i deweloperów, poczuł, że oto nadszedł czas na własne przedsięwzięcie. Choć wraz z żoną nie dysponowali dostatecznie dużymi oszczędnościami, postanowili za wszelką cenę kupić gospodarstwo i rozpocząć pierwszą w życiu inwestycję budowlaną. Wiedzieli, że mogą liczyć nie tylko na swoje umiejętności i zapał, ale także na pomoc rodziców i brata - od lat zajmujących się podobną działalnością. Kiedy zyskali zainteresowanie i poparcie zaprzyjaźnionego przedsiębiorcy, inwestycja szybko ruszyła.
- Postanowiłem skorzystać z szansy i samodzielnie wyremontować domy z przeznaczeniem na sprzedaż - opowiada z dumą młody właściciel.
Pierwsze trudności i sukcesy
Ostatecznie Sam postanowił wyremontować aż sześć starych budynków w nie najlepszym stanie, które wchodziły w skład nieruchomości. Ponieważ znajdowały się one pod opieką miejscowego konserwatora zabytków, na remont i modernizację każdego z nich należało uzyskać formalną zgodę.
Kiedy rozwiązano wszelkie problemy ze zdobyciem funduszy na kupno zabudowań i z rozpoczęciem inwestycji, trzeba było się porozumieć z urzędnikami, których głównym zadaniem jest ochrona regionalnego dziedzictwa architektonicznego. Problem polegał na tym, że Sam chciał umieścić w dawnej strukturze całkiem nowoczesne domy, wyposażone zgodnie ze wszystkimi współczesnymi standardami.
W końcu udało się przekonać przedstawicieli urzędu do pomysłów Sama.
Życie na budowie
Sam i Angie, aby uzyskać potrzebne środki finansowe, musieli sprzedać swoje dotychczasowe mieszkanie i zdecydowali się skorzystać z gościny rodziców, który zaoferowali im "darmowy najem" jednej z posiadanych nieruchomości.
Dla młodych inwestorów była to znacząca pomoc. I tak mieli na głowie sporo kłopotów z załatwianiem formalności, projektowaniem całej inwestycji i kontynuowaniem pracy zawodowej, z której bali się zrezygnować, nie mając dostatecznego zabezpieczenia finansowego. Na początku skupili się na remoncie domów przeznaczonych na sprzedaż, prace nad własnym domem odkładając na później.
Sam był na miejscu, kiedy tylko mógł. Mimo wielu trudności i stresów związanych z inwestycją, nieustannie zachwycał się okolicą i urodą starych konstrukcji. Jeden z budynków - dawna stodoła ulokowana w narożniku pomiędzy dwoma innymi zabudowaniami - miał nieco kłopotliwą lokalizację. Dlatego Sam początkowo zaplanował, że urządzi w nim dodatkowe miejsca garażowe dla mieszkańców osiedla. Z czasem jednak poczuł, że to właśnie tu - powinien powstać ich dom. Wraz z Angie zdecydowali się przebudować obiekt, podobnie jak pozostałe na osiedlu, na wygodną rodzinną siedzibę.
Następne decyzje szły lawinowo: postanowili bowiem jak najszybciej adaptować budynek na cele mieszkalne i przenieść się do niego, by stąd nadzorować przebieg prac. Wszystko działo się bardzo szybko i wkrótce inwestorzy zamieszkali niemal na placu budowy. Z jednej strony ułatwiło to życie Samowi, z drugiej - jak sami przyznają - zmusiło do zamieszkania w zupełnie spartańskich warunkach.
1
2
następne »
Zobacz także »
PRZED DECYZJĄ
BUDOWA i REMONT
INSTALACJE
KONTAKT Z REDAKCJĄ
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- ladnydom@agora.pl



więcej zdjęć











