Realizacje domów: pierwszy dom młodego małżeństwa

Jolanta Zdanowska

Jest takie powiedzenie, że pierwszy dom buduje się dla wroga, drugi dla przyjaciela, a dopiero trzeci dla siebie... Czy pasuje ono do domu Ani i Michała? Twierdzą, że raczej nie, choć przyznają, że parę decyzji podjęli zbyt szybko i z punktu widzenia bardzo młodych ludzi, jakimi byli, kiedy ruszyła budowa domu.

elewacja ogrodowa
Właściele najpierw znaleźli projekt tego domu, a dopiero później zaczęli poszukiwania działki, a na ogół ludzie chyba robią odwrotnie...
Fot. Marek Szymański
Metryczka budynku:

Mieszkańcy: dwie osoby dorosłe i dwoje dzieci

Powierzchnia działki: 1000 m2

Rok budowy: 2007

Projekt ogrodu: Kamila Tomasiewicz, pracownia Jardin

- To nie jest tak, że dom buduje się raz na zawsze - mówią właściciele. - Ostatnie po budowie pucowanie podłogi nie powinno oznaczać końca prac nad wystrojem. W domu trzeba żyć i go zmieniać. Kiedy coś wyrzucamy, coś w to miejsce dokładamy.

Poszukiwania działki idealnej

Ania i Michał byli młodym małżeństwem (obydwoje jeszcze przed trzydziestką) z jednym dzieckiem i drugim "w drodze", kiedy pojawiła się myśl o budowie domu. Mieszkali wtedy w 40-metrowym mieszkaniu w Piasecznie i było dla nich jasne, że 4-osobowa rodzina się w nim nie pomieści. Szukając działki, brali pod uwagę wiele czynników i mieli spore wymagania. Chcieli mieszkać blisko natury, w cichym, spokojnym i bezpiecznym miejscu, ale z drugiej strony niezbyt oddalonym od centrum miasta, ze względu na konieczność dojazdów do pracy. Zwracali uwagę na drogę do szkoły i odległość do przystanku autobusowego, z myślą o dzieciach. Nie bez znaczenia była też cena działki, z uwagi na niezbyt duży budżet młodego małżeństwa.

Wybór padł na podwarszawską Białołękę, która ich zdaniem mniej więcej spełniała te wszystkie kryteria. W 2005 roku, kiedy ciągle jeszcze trwał boom budowlany, wcale nie było łatwo znaleźć tu dobry grunt pod budowę. Dziś może trudno w to uwierzyć, ale wtedy ładne działki w tej okolicy rozchodziły się jak świeże bułeczki. Poszukiwania trwały dość długo, ale Ania i Michał uważają, że warto było grymasić, wybierać i przebierać, by wreszcie znaleźć dokładnie to, czego się szukało. Ich działkę otaczają kolorowe łąki i ściana starych drzew rosnących wzdłuż Kanału Żerańskiego. Jest wiejsko i sielsko, choć to przecież dzielnica prawobrzeżnej Warszawy, z pełną infrastrukturą. - Wracam z pracy do domu i od razu czuję się jak na urlopie! - mówi Michał z nieukrywanym entuzjazmem.

Start budowy z projektem gotowym

Zanim jeszcze znaleźli wymarzoną działkę, już wypatrzyli w jednym z katalogów dom, który wydał im się idealny dla ich rodziny pod względem rozkładu i metrażu. Ani spodobał się też styl bryły budynku, który wydawał jej się trochę japoński, ze względu na drewniane elementy elewacji oraz wielkie okna pięknie łączące wnętrze salonu z ogrodem. Jak w starych japońskich domach, oglądanych na zdjęciach...- Na ogół ludzie chyba robią odwrotnie... - śmieje się Ania. - My najpierw wybraliśmy projekt, a dopiero potem znaleźliśmy działkę.Nim urodziła się druga córka, ruszyła budowa. Stan surowy stawiała grupa górali i wszystko szło błyskawicznie. Ale potem zaczęły się "schody"...

To był akurat taki czas, że prawie wszyscy dobrzy fachowcy powyjeżdżali do pracy za granicą, a ci, którzy zostali w kraju, mieli najczęściej co najmniej półroczne terminy. Na rynku było też mnóstwo partaczy bez kwalifikacji. - Byliśmy nawet ofiarą takiego pseudofachowca - opowiada Michał. - Tak nam zamontował podwieszany sufit, że ten runął z wielkim hukiem na podłogę po kilku tygodniach. Na szczęście, wydarzyło się to w nocy i nikomu nic się nie stało...

Wykończenie domu rozłożone na kilka lat

Prace wykończeniowe, poszukiwanie fachowców i koordynacja robót to była istna droga przez mękę i gdyby wtedy nie przyszedł z pomocą tata Ani, to młodzi inwestorzy pewnie by się załamali. Wszak Michał pracował wtedy na korporacyjnym etacie, a Ania, zajmując się pierwszym dzieckiem i będąc w ciąży z drugim, kończyła studia prawnicze. Tata włączył się do poszukiwań wykonawców i nadzorowania robót, dzięki czemu wszystko nabrało tempa. Ale i tak poślizg był gigantyczny! Wprowadzili się do domu prawie rok później, niż planowali. Ten rok - już po sprzedaniu własnego mieszkania, co było koniecznością - spędzili we czwórkę (z kilkuletnią Polą i maleńką Niną) w 18-metrowym pokoiku w mieszkaniu rodziców Ani. Stopniowo, przez kilka lat wykańczali dom. Nie udało im się zrobić wszystkiego od razu, ponieważ brakowało pieniędzy, a i czasu nie mieli zbyt wiele, by się zająć urządzaniem. Zresztą, na początek zupełnie im wystarczał parter budynku, gdzie oprócz salonu i kuchni jest jeszcze ich sypialnia z łazienką i mały pokoik, który zajmowały dziewczynki. Dopiero kiedy starsza córka miała iść do szkoły, zaczęli myśleć o wykończeniu piętra. Pola musiała mieć przecież swój własny kąt do nauki. Większość wnętrz w domu Ania zaprojektowała i urządziła sama. To jej hobby i pasja. Najczęściej zaczyna od wybrania do wnętrza ciekawej tapety, a dopiero potem dopasowuje do niej meble i dodatki. Bardzo dużo uwagi poświęca dobieraniu lamp i oświetlenia. Kompletowanie wyposażenia zajmuje jej zawsze bardzo dużo czasu, ponieważ nigdy nic nie kupuje przypadkowo. Szuka do skutku rzeczy, które sobie wymyśliła. Przeczesuje sklepy i internet. Lubi być zadowolona z końcowego efektu.

Ogród z architektem krajobrazu

Ogromnym atutem domu Ani i Michała jest ogród. Wprowadzając się do własnego domu, nie mieli zielonego pojęcia o roślinach i ogrodnictwie, więc urządzając ogród zdecydowali się na współpracę z architektem krajobrazu. Spośród kilku osób wybrali projektantkę, która poświęciła najwięcej czasu na pierwszą rozmowę z nimi, by dobrze poznać ich oczekiwania i gusty, a także styl życia i sposób spędzania wolnego czasu. A to wszystko jest przecież bardzo ważne przy urządzaniu ogrodu dla rodziny. Ogród Ani i Michała nie wymaga zbyt wiele pielęgnacji, jest bezpiecznym miejscem dziecięcych zabaw oraz miejscem, gdzie dorośli mogą urządzić wspaniałe garden party nawet dla kilkunastu osób. Przy okazji, pięknie się prezentuje z tarasu i wnętrza domu, i to o każdej porze roku. Jego wielką ozdobą jest zastosowanie dużej ilości niezwykle dekoracyjnych traw ozdobnych. Z kompletnego ogrodniczego dyletanta Michał stał się miłośnikiem własnego ogrodu. Nie tylko kosi trawę, ale również dosadza i przesadza rośliny. Testuje różne odmiany i gatunki, które najlepiej rosną na ich działce. Dzięki Michałowi, który roślinom poświęca więcej czasu niż Ania, ogród nabrał nieco "męskiego" charakteru, ponieważ prawie wcale nie ma tu kwiatów. Są za to rośliny, które zwracają uwagę swoim kształtem, ciekawymi liśćmi, odcieniami zieleni. Michał żałuje tylko, że nie posłuchał projektantki i nie założył siatki na krety pod trawnikiem. Niesforne gryzonie co jakiś czas demolują piękną zieloną murawę i są prawdziwym utrapieniem gospodarzy.

Altana - sposób na przedłużenie domu

Gospodarze należą do ludzi bardzo towarzyskich, więc zbudowanie w ogrodzie dużej altany było dla nich sprawą kluczową. - Bardzo lubimy gości i potrzebowaliśmy w ogrodzie miejsca, gdzie z grupą przyjaciół można by usiąść i pobiesiadować do późna - mówi Michał. - Miała ona zmieścić duży stół, a także kominek z grillem.

Altana jest pokryta strzechą i opiera się na drewnianych pniach. Te pnie były selekcjonowane w jednym z tartaków przez dłuższy czas, ponieważ Michałowi bardzo zależało, aby każdy pień był oryginalnie wygięty lub rozgałęziony. Właściciel tartaku zachodził w głowę, dlaczego klient nie chce prostych pni, tylko jakieś "wygibasy"...

Altana pokryta strzechą stwarza nie tylko niesamowity klimat w ogrodzie i robi duże wrażenie na gościach, ale również ma wiele zalet. Taki dach jest bardzo trwały. Latem, nawet w najbardziej upalne dni, w altanie nie jest za gorąco, a w chłodniejsze dni, nawet jeszcze w październiku, jest w niej ciepło. Jesienne gardenparty nie są u Ani i Michała rzadkością, ponieważ przy rozpalonym kominku można siedzieć w altanie nawet do późnego wieczora. Strzecha tłumi też hałasy, dzięki czemu życie towarzyskie w altanie nie zakłóca spokoju sąsiadom.

Nie ma mowy o przenikaniu wody podczas deszczu. Warstwa trzciny ma ok. 30-35 cm i przy odpowiednim nachyleniu dachu woda jest w stanie przeniknąć najwyżej na kilka centymetrów jego grubości. Po deszczu dach bardzo szybko wysycha.

Strzecha na pozór wydaje się łatwopalna, ale gatunek trzciny, z której wykonuje się profesjonalne dachy, zawiera bardzo duże ilości niepalnej krzemionki. Poza tym trzcina jest bardzo mocno ubita, co nie pozwala na wniknięcie ognia w głąb poszycia. Do wiązania trzciny używa się też specjalnego niepalnego drutu, co przy pożarze nie pozwala na rozluźnienie trzciny, a tym samym utrudnia dostęp tlenu. Dla zwiększenia odporności ogniowej strzechę można jeszcze pokryć specjalnymi impregnatami ognioodpornymi.

Drugi dom bez błędów?

Gdyby budowali dom jeszcze raz?... Ania i Michał nie kryją, że popełnili kilka błędów, budując swój pierwszy dom. Po pierwsze, jest on trochę za mały na potrzeby 4-osobowej rodziny, choć na początku wydawał im się ogromny. Z pewnością przydałby się jeszcze jeden pokój, który gospodarze przeznaczyliby na swój gabinet do pracy. Teraz, kiedy każda z córek zajmuje osobny pokój, takiego właśnie pomieszczenia brakuje im w domu. Po drugie, za mało miejsca przeznaczyli na garderobę, która już pęka w szwach... A co będzie jak dziewczynki podrosną? Garaż też jest trochę za mały, choć przeznaczony jest na dwa auta. Kiedy jednak gospodarze kupili duży rodzinny samochód, w garażu zrobiło się strasznie ciasno. Ania wolałaby też zrezygnować z otwartej na salon kuchni. Szczególnie podczas większych przyjęć w domu przeszkadza jej, że całe kuchenne zaplecze jest na widoku, co nie wygląda elegancko. Ale czy można zbudować dom bez wad? Zwłaszcza pierwszy....

Zobacz też pierwszą część poradnika Recepta: Tanie Budowanie



Zapisz się na NEWSLETTER. Co tydzień najnowsze wiadomości o budowie, remoncie i wykańczaniu wnętrz w Twojej poczcie e-mail: Zobacz przykład



Skomentuj:

Realizacje domów: pierwszy dom młodego małżeństwa