Gwiazdka we dworze w Podstolicach

Kiedy kupowali stary opuszczony dwór, znajdował się w opłakanym stanie. Przez dziury w dachu można było oglądać gwiazdy, nie istniały schody prowadzące na piętro, a park przypominał busz. Mimo wszystko uznali, że poradzą sobie z remontem.
Anna Kareńska od wielu lat prowadzi w Poznaniu galerię. Ponieważ zawsze ma głowę pełną pomysłów i inicjatyw, w lokalu przy ulicy Kramarskiej zaczęło brakować miejsca na wszystkie wymyślone i zaplanowane przez nią działania czysto artystyczne i artystyczno-towarzyskie. Poza wystawami i wernisażami w galerii odbywały się również liczne spotkania, koncerty i przedstawienia z udziałem tak wybitnych artystów jak Krystyna Janda, Daniel Olbrychski, Gustaw Holoubek czy nieżyjący już: Kalina Jędrusik, Tadeusz Łomnicki i Roman Wilhelmi. Do grona zaprzyjaźnionych z naszymi gospodarzami stopniowo dołączali: Michał Bajor, Alicja Majewska i Włodzimierz Korcz, Jacek Wójcicki czy Krzysztof Kolberger. Wyjątkowa atmosfera galeryjnych spotkań przyciągała liczną publiczność, a sama galeria przeistoczyła się powoli w salon towarzyski. Zdarzało się często, że goście po występie artysty niechętnie opuszczali galerię, mając potrzebę rozmowy, wymiany wrażeń, czy po prostu bycia jeszcze razem.

Aby było gdzie się spotykać

Państwo Anna i Andrzej Kareńscy postanowili poszukać większej przestrzeni na takie spotkania. Miejsca, które sprzyjałoby dyskusji, kontemplacji sztuki i wypoczynkowi. I najlepiej - było blisko Poznania. Przez przypadek odkryli Podstolice i tamtejszy piękny, choć zniszczony dwór zbudowany w 1890 roku przez hrabiego Hedogrona Kierskiego. Nie zastanawiali się długo, szybko doszli do wniosku, że nie ma lepszego miejsca na kontynuowanie działalności poznańskiej galerii w nowej rozszerzonej formie. W swej wyobraźni widzieli w odnowionym dworze salę balową przebudowaną na salę koncertową, scenę, wyjście na taras, gdzie po spektaklu można by pozostać wieczorem przy lampce wina...

Kareńscy kupili zrujnowany dwór w Podstolicach w 1992 roku.

Zmienne losy dworu

Wprawdzie druga wojna światowa nie przyniosła dworowi zniszczeń, ale zaraz po niej przyszły lata komunizmu, które - jak wiadomo - przyczyniły się do upadku wielu dworów i pałaców w Polsce. Nowi właściciele Podstolic zastali dwór pozbawiony okien, drzwi i podłóg, oraz zaniedbany park, który przypominał busz. Zachowała się tylko aleja grabowa, a u jej końca - wiejska figurka Matki Boskiej.

Decydując się na zakup dawnej siedziby rodziny Kierskich, nasi gospodarze mieli świadomość, że dwór trzeba będzie właściwie postawić od nowa, a remont potrwa wiele lat. Wierzyli jednak, że udźwigną ciężar inwestycji i że budynek będzie z roku na rok piękniał, co wynagrodzi im trud, koszty remontu i wszelkie związane z nim kłopoty. Tak też się stało.

W zrujnowanym dworze nie było kanalizacji ani ogrzewania. Budynek był podzielony na liczne małe pomieszczenia. Prowizorycznie ogrzewane, służyły za mieszkania kilkunastu miejscowym rodzinom. Trzeba było uporządkować te przypadkowe podziały, zburzyć dobudowane na doraźne potrzeby ściany, niektóre pomieszczenia połączyć, a wszystko to robić tak, by przywrócić dworowi dawny klimat. Następnym etapem było skanalizowanie budynku, osuszenie piwnic oraz zamontowanie nowoczesnej instalacji grzewczej.

Z szacunkiem dla przeszłości

Od początku majątek znajdował się pod opieką konserwatora zabytków, pani Marii Strzałko. Realizując remont państwo Kareńscy zachowali dawne podziały wewnętrzne i z wielką starannością przywrócili zewnętrzny wygląd budynku. Dokonali zaledwie kilku zmian, które zostały zaakceptowane przez konserwatora. Najistotniejszą zmianą stało się dobudowanie frontowego ganku, z klasycystycznym wejściem z czterema nowymi kolumnami przy zachowaniu starych kamiennych schodów.

- To pomysł męża - podkreśla z dumą pani Anna. Udany pomysł, bo trudno dziś sobie wyobrazić Podstolice bez tego charakterystycznego wejścia. Ważnym przedsięwzięciem była też budowa nowych schodów, które zastąpiły drabinę - w ostatnich latach jedyną drogę prowadzącą z korytarza na pierwsze piętro. W pierwotnej koncepcji budynku schody te znajdowały się tuż przy sali balowej, ponieważ jednak wyższą kondygnację budynku przeznaczono na pomieszczenia gościnne, zdecydowano się odsunąć je od części ogólnodostępnej i usytuowano je nieco z boku, na końcu korytarza, chroniąc w ten sposób spokój mieszkańców i nocujących we dworze gości.

Tak jak za czasów świetności tego dworu, przy sali balowej jest tylko niewielka część kuchenna. Zasadnicza kuchnia mieści się jak dawniej - w piwnicy. Właściciele żałują, że nie zachowała się stara winda służąca dostarczaniu posiłków do sali balowej, która dziś pełni funkcje sali koncertowej i wystawienniczej. Kiedy właściciele organizują przyjęcia albo wernisaże i trzeba poczęstować kieliszkiem wina równocześnie 200-300 osób, taka winda bardzo by się przydała.

Z nadzieją na skarb

W okresie powojennym dwór jednoczył społeczność wsi. W sali balowej znajdował się klub książki i prasy, tutaj też odbywały się wszystkie wesela oraz chrzciny. Kiedy rozpoczęła się odbudowa, wyglądało na to, że mieszkańcy zostali pozbawieni miejsca, w którym może ogniskować się ich życie. Dlatego początkowo niezbyt cieszyli się z przybycia nowych gospodarzy. Jednak z czasem stosunki pomiędzy miejscowymi i nowymi gospodarzami dworu ułożyły się dobrze, a mieszkańcy są nawet dumni, że ich okolicę tak chętnie odwiedza wiele znamienitych osób.

Tak czy owak - zmiany, jakie zapowiadał zakrojony na dużą skalę remont, wzbudziły zrozumiałe zainteresowanie lokalnej społeczności. Wielu ciekawskich szczególnie uważnie przyglądało się pracom ziemnym. Wkrótce wyszło na jaw, że czekają, aż Kareńscy... wykopią skarb. Nie mieli bowiem wątpliwości, że takowy jest na terenie majątku. Starsi pamiętali jeszcze ostatnią właścicielkę zakopującą go nocą w parku. Jej powojenne wizyty w Podstolicach każdorazowo wywoływały podniecenie w okolicy. Działania państwa Kareńskich obudziły nowe nadzieje. Niestety, im również skarbu nie udało się odnaleźć.

- A szkoda - mówią ze śmiechem. - Cenne znalezisko mogłoby nam pomóc w sfinansowaniu remontu.

Zamiast skarbu - dobry duch

Podstolice najchętniej są odwiedzane latem - stary park i staw to wyjątkowo romantyczne miejsce. Można tu spotkać krzykliwe pawie, parę białych danieli i niezwykłe barany świętego Jakuba z dwiema parami krzywych rogów - wszystkie te zwierzęta zostały sprowadzone przez nowych gospodarzy. Na stawie zadomowiły się kaczki i łabędzie. Są też piękne rośliny wodne, a nawet mały mostek.

Właściciele twierdzą jednak, że najbardziej bajkowo jest tu zimą. Każdy, kto dotrze do dworu wśród zimowej zawieruchy, czas spędza chętnie przy stale płonącym kominku. Świąteczne dekoracje we dworze, zapach pierników i grzanego wina przyciągają amatorów corocznych zimowych spotkań. Wspólne śpiewanie kolęd w czasie bożonarodzeniowych koncertów stało się już tradycją dworu.

Od pewnego czasu w Podstolicach mieszka na stałe przyjaciółka pani Anny - Maria, i ją właśnie gospodarze nazywają dobrym duchem dworu. Jej zawdzięczamy domowy klimat tego miejsca. Maria sama piecze ciasto według tradycyjnych receptur, pilnuje ognia w kominku, dba o zwierzęta i park.

Dla pani Ani Kareńskiej nadal najważniejsze są koncerty, które przeniesiono tu z poznańskiej galerii. Jej mężowi Podstolice stworzyły możliwość organizowania wystaw i pokazów markowej porcelany. Gości przyciąga muzyka grana na pięknym fortepianie. Latem często słychać ją już w parku,

bo nawet w dni, kiedy nie odbywa się tu żaden zorganizowany koncert, do instrumentu zasiada często ktoś z gości.

Więcej o: