Dom już na nas czeka

Tekst i zdjęcie: Liliana Jampolska

Choć działkę i dom kupiliśmy w styczniu 2005 roku, planujemy przeprowadzić się do niego na stałe dopiero za trzy-cztery lata. A na razie spędzamy w nim wszystkie weekendy i każdą wolną chwilę.

Tak mieszkamy

Naszym domem wciąż jest blok na warszawskim Ursynowie. Ale już niedługo!

Plany przeniesienia się za miasto snuliśmy niemal od zawsze. "W wianie" od mojej mamy dostałam działkę nieopodal Wiązownej, o powierzchni 850 m2. Posesja, choć była dla nas nieco mała, miała niezbędne media, dobre sąsiedztwo i była pięknie położona pod lasem. Nie spieszyliśmy się jednak bardzo z rozpoczęciem budowy domu, bo oboje z mężem postanowiliśmy, że dopóki nasze dzieci nie ukończą szkoły średniej, nie wyprowadzimy się z miasta.

Niespodziewanie dla nas niemal wszystkie wcześniejsze plany zmieniła jedna wizyta u przyjaciela Maćka. Kiedy odwiedziliśmy go jesienią 2004 roku, zakochaliśmy się w okolicy, w jakiej właśnie kupił nowy dom. Małe kameralne osiedle domów jednorodzinnych na obrzeżu lasu, z widokiem na pola, cicha i przepiękna okolica z czystym powietrzem, słowem to, co kochamy. Przyjaciel męża oprowadził nas po swoim osiedlu, w którym kończono budować kilka domów. Obejrzeliśmy je z zainteresowaniem, popytaliśmy o ceny. A kiedy wróciliśmy do naszego mieszkania w Warszawie, Maciek niespodziewanie oznajmił: - Jeśli dostanę w banku kredyt, kupujemy tam dom.

Następnego dnia jeszcze raz pojechaliśmy obejrzeć budynki wystawione na sprzedaż, a potem do banków, i... mogliśmy już myśleć o kupnie domu!

Pieniądze nie takie straszne

Do kupna domu zachęciły nas trzy rzeczy: atrakcyjna cena, przepiękna okolica, a także - co zaskakujące na takim odludziu - łatwy dostęp do sieci wodociągowej i gazowej. Osiedle położone jest zaledwie dwa kilometry od szosy krakowskiej i ma dobre połączenie z centrum handlowym w Jankach, gdzie można nie tylko zrobić wszystkie zakupy, ale także pójść do kina, co było dodatkową zachętą. Bardzo wygodne dla nas było także to, że kupując dom wykończony pod klucz od dewelopera, unikaliśmy problemów, jakie musielibyśmy pokonać, budując dom samodzielnie na działce pod Wiązowną.

Spodobało się nam, że nasi deweloperzy mieszkają na stałe niedaleko tego osiedla, a więc nie rozpłyną się zaraz po ukończeniu jego budowy.

Co więcej, oferowali wszelką pomoc. Ich otwartość i uczciwość potwierdzał także przyjaciel Maćka.

Nie było się co dłużej zastanawiać. Wybraliśmy nasłoneczniony dom na skraju osiedla, na działce otoczonej od tyłu laskiem sosnowym, a od przodu - rozległym polem.

Budynek jest dokładnie taki, jakiego potrzebujemy. Ma dużą otwartą przestrzeń dzienną z kuchnią, jadalnią i salonem, trzy prywatne pokoje, łazienkę, pomieszczenie gospodarcze, a nawet spiżarnię, a do tego garaż.

Ani ja, ani mąż nie znamy się na budownictwie. Dlatego, by mieć pewność, że dom jest solidny, jeszcze przed ostateczną decyzją o jego zakupie zwróciliśmy się z prośbą o ekspertyzę do mojego kuzyna budowlańca. Gdy ten po oględzinach powiedział: "Kupujcie bez obaw", byliśmy spokojni.

Droga do domu

Zastosowane w naszym domu materiały nie pochodzą z najwyższej półki, ale są przyzwoitej jakości i mają odpowiednie parametry. Na razie przymykamy oko na zwykłe plastikowe okna i niezbyt piękne drzwi wejściowe, bo w przyszłości wymienimy je na lepsze. Dom zbudowano z bloczków z betonu komórkowego, które na zewnątrz ocieplono styropianem (10 cm) i pokryto tynkiem akrylowym, a wewnątrz obłożono płytami gipsowo-kartonowymi. Drewniana więźba dachowa pokryta gontem bitumicznym także wygląda przyzwoicie i pasuje do charakteru domu. Kiedy ją montowano, przekonaliśmy się, że jest starannie ocieplona wełną mineralną.

Korzystając z budynku już od stycznia 2005 roku, mieliśmy możliwość sprawdzenia, że jest ciepły. Na razie dom ogrzewamy piecem gazowym c.o. (JUNKERS), ale już w najbliższej przyszłości wybudujemy także kominek z żeliwnym wkładem i systemem rur rozprowadzających ciepło po całym parterze. Przyniesie to nam na pewno duże oszczędności - tym bardziej że w naszej okolicy drewno nie jest drogie.

Choć na razie pozostajemy jeszcze na etapie wyposażania wnętrz, z niecierpliwością czekamy na każdy wolny dzień, kiedy możemy tutaj przyjechać. Nasze dzieci - Kasia, Przemek i Krzyś - bardzo chętnie nam towarzyszą. Wspaniale się tu relaksujemy i już teraz cieszymy na myśl o bliskich przenosinach na stałe.

    Więcej o:

Skomentuj:

Dom już na nas czeka