Na zmiany nigdy nie jest za późno

Tekst i zdjęcie: Liliana Jampolska

Z perspektywy roku oboje z Maciejem oceniamy, że budowa była strzałem w dziesiątkę. Nie musimy już płacić za utrzymanie dwóch ?mieszkań? i żałujemy tylko, że nie zrzuciliśmy z siebie tego balastu dziesięć lat temu.

Tak mieszkaliśmy

W młodości mieszkałam w jednorodzinnym domu na Jelonkach, ale kiedy ojciec został wywłaszczony, zmuszeni byliśmy przenieść się do bloku. Nigdy jednak nie zapomniałam uroków życia pod własnym dachem. Działka rekreacyjna nad Narwią, na której postawiliśmy z mężem drewniany dom letni, trochę rekompensowała mi tęsknotę za rodzinnym gniazdem, ale to nie było do końca to samo.

Kiedy jeszcze pracowaliśmy zawodowo, z letniska korzystaliśmy tylko w czasie wakacji i podczas ciepłych weekendów, ale po przejściu na emeryturę bywaliśmy w nim trochę częściej, dzieląc wolny czas między wieś a mieszkanie w bloku na Bemowie. Utrzymanie 62-metrowego mieszkania w mieście i działki rekreacyjnej oddalonej aż o 60 km od stolicy z roku na rok stawało się dla nas coraz bardziej kosztowne i uciążliwe. Na wsi coraz trudniejsze było dla nas koszenie wielkiego trawnika na bardzo stromej skarpie nad rzeką, bo wymagało dużej siły i zajmowało coraz więcej czasu, w mieście zaś doskwierał nam hałas i brak świeżego powietrza. Po kilku włamaniach do naszego letniaka, będąc na Bemowie obawialiśmy się o bezpieczeństwo domu, i odwrotnie - kiedy byliśmy na wsi, niepokoiliśmy się o losy mieszkania.

Decyzję, co z tym wszystkim począć, ułatwiła wyprowadzka syna z Warszawy. Kiedy zamieszkał ze swoją rodziną 30 km pod Warszawą, dokładnie po przeciwnej i nieporęcznej dla nas stronie miasta, uznaliśmy, że nie ma sensu tak dalej żyć. Postanowiliśmy przenieść się gdzieś niedaleko syna.

Pieniądze nie takie straszne

Żeby móc myśleć o zakupie nowej działki, najpierw musieliśmy sprzedać starą. Niestety, moda na kupowanie działek rekreacyjnych już dawno minęła, więc zanim znaleźliśmy kupca na swoją, minął rok. W tym czasie podczas przejażdżki rowerowej po swojej okolicy syn z żoną i dwoma synami znaleźli działkę idealną dla nas. Nie była bardzo droga, a miała dobry dojazd oraz dostęp do sieci elektrycznej, wodociągowej i gazowej. Dodatkową zachętą była informacja, że w sąsiedztwie zamieszkają nasi rówieśnicy (z którymi się potem zaprzyjaźniliśmy).

Działkę kupiliśmy zaraz po otrzymaniu pieniędzy za dom nad Narwią i od razu udaliśmy się do firmy budowlanej Top-bud. A ponieważ budowę mogliśmy sfinansować tylko ze sprzedaży działki i mieszkania, wybraliśmy szybką technologię szkieletową.

Postanowiliśmy zadbać o to, by nasz nowy dom był ciepły i dobrze zabezpieczony przed wilgocią. Dlatego Maciej, mój mąż, zwracał szczególną uwagę na ocieplenie budynku i izolacje fundamentów.

Ze względu na wysoką wodę gruntową wykonawcy wybudowali wyższe ławy fundamentowe (wystają 60 cm ponad teren), a potem solidnie je zaizolowali pionowo (lepikiem) i poziomo (papą izolacyjną). Płytę fundamentową starannie zaizolowali przed wilgocią i ocieplili. Drewniany szkielet domu wypełnili wełną mineralną i zabezpieczyli foliami: od zewnątrz i od strony wnętrz. Ściany budynku obite od zewnątrz płytami OSB ocieplili warstwą styropianu (10 cm) i pokryli tynkiem akrylowym, a od strony wnętrz wykończyli płytami gipsowymi.

Ponieważ nie planujemy korzystania z poddasza (ewentualnie powstanie tam kiedyś składzik), uniknęliśmy ocieplania drewnianej więźby dachowej - ociepliliśmy tylko strop nad parterem (20 cm wełny mineralnej). Przewidzianą w projekcie dachówkę bitumiczną w porozumieniu z projektantem zastąpiliśmy dobrej jakości blachodachówką.

Chociaż w strefie dziennej mamy ogrzewanie podłogowe, a w prywatnej - grzejniki konwektorowe, cały budynek ogrzewamy przede wszystkim kominkiem z zamontowanym w nim wkładem kominkowym i wyposażonym w rury rozprowadzające ciepło do wszystkich pomieszczeń. Zamontowaliśmy także rekuperator.

Zdecydowaliśmy się na dobrej jakości okna plastikowe i drzwi drewniane.

Droga do domu

Nasz przyszły dom z założenia miał być parterowy, bez piwnic i użytkowego poddasza. Zależało nam jednak na dużej i otwartej strefie dziennej.

Tak jak to sobie wymarzyliśmy, kuchnia i jadalnia, połączone z pokojem dziennym i wewnętrznym holem, ułatwiają nam organizowanie rodzinnych spotkań i zapewniają miejsce do zabaw dla wnuków, a zamknięte pomieszczenia prywatne zostały zlokalizowane w spokojniejszej strefie domu.

Dobrym rozwiązaniem okazała się spora zamykana sień, która nie stanowi "wąskiego gardła" i swobodnie mieści kilka osób. Naszym świadomym wyborem było także wybudowanie drugiej łazienki (którą od czasu do czasu dzielimy z naszymi gośćmi) oraz zaprojektowanie trochę wyższych wnętrz niż w typowych mieszkaniach w blokach. Dzięki temu wreszcie nie mam poczucia, że sufity walą się nam na głowę, co mi stale dokuczało, odkąd zamieszkałam w bloku. Pokoje w naszym domu mają 3 m wysokości.

Teraz nareszcie czuję się jak kiedyś w moim rodzinnym domu.

    Więcej o:

Skomentuj:

Na zmiany nigdy nie jest za późno