Nie było łatwo

Tekst i zdjęcie: Liliana Jampolska

Budowa mojego domu nie szła jak z płatka. Miałam kłopoty z przyłączeniem mediów i z zainstalowaniem pompy ciepła. Nie poddałam się jednak i pokonałam wszystkie przeciwieństwa. W końcu to tylko budowa!

Pochodzę z Wielkopolski, ale ze względu na studia i pracę przeprowadzałam się do Bydgoszczy, Kalisza oraz Krakowa. W końcu los rzucił mnie do Warszawy, w której postanowiłam pozostać, bo okazało się, że tu zawsze łatwo znajdowałam zatrudnienie.

Droga do domu

Początkowo wynajmowałam mieszkanie, ale gdy tylko otrzymałam stałą, nieźle płatną pracę, postanowiłam zbudować własny dom. Wszystko przemawiało na jego korzyść: i cena, i wygoda, i możliwość kontaktu z naturą.

Aby zrealizować pomysł, zaciągnęłam kredyt hipoteczny. Wolałam płacić comiesięczną ratę w wysokości 1800 zł niż 1300 zł za wynajem mieszkania.

Zanim jednak doszło do budowy, musiałam kupić działkę. Ponieważ nie znałam dobrze Warszawy ani jej okolic i nie chciałam tracić czasu na samodzielne poszukiwania, skorzystałam z pomocy agencji nieruchomości.

W kwietniu 2004 roku trafiłam na miejsce, dla którego straciłam głowę i rozsądek.

Działka spodobała mi się ze względu na położenie (piękny widok na sady i pola, a jednocześnie bliskość miejscowości z niezbędnymi do życia instytucjami), a także dlatego, że w okolicy swoje domy budowali sympatyczni młodzi ludzie. Choć była pozbawiona mediów i położona aż 140 m od głównej drogi, w pobliżu której przebiegają sieci gazowa, wodociągowa i elektryczna, zdecydowałam się na jej kupno. Energiczni sąsiedzi założyli już wcześniej społeczne komitety do spraw przyłączenia tych mediów i od razu zaproponowali mi włączenie się w ich działania. Wtedy jeszcze nic nie zapowiadało przyszłych kłopotów z mediami. Dopiero po podpisaniu aktu notarialnego i dokonaniu transakcji okazało się, że elektrownia może mi przyłączyć prąd za trzy lata, a przyłącze wody i gazu muszę poprowadzić i sfinansować oddzielnie, bez udziału w komitetach społecznych. Stało się tak dlatego, że moja działka leży najdalej od szosy i nie została przewidziana we wcześniej sporządzonych projektach i pozwoleniach. Spóźniłam się o kilka miesięcy!

Pomysły na oszczędności

Trochę załamana niekorzystnym obrotem spraw, od razu zaczęłam myśleć, jak rozwiązać problemy. Konsultowałam się zarówno z fachowcami, jak i z innymi właścicielami domów. Stałam się aktywnym uczestnikiem forów internetowych i zaczęłam pisać pamiętnik z budowy domu, co skutecznie dawało upust stresowi.

W trudnych momentach skupiałam myśli na tym, co mi się do tej pory udało. Przede wszystkim więc cieszyłam się ze znalezienia dobrego projektu gotowego, który dawał szansę na zbudowanie fajnego domu o prostej bryle, funkcjonalnych wnętrzach i niezbyt dużej powierzchni.

Do projektu wprowadziłam tylko kosmetyczne poprawki (zrezygnowałam z garderoby na korzyść powiększenia sypialni i łazienki, dwukrotnie powiększyłam powierzchnię tarasu).

W porozumieniu z fachowcami starałam się zapewnić budynkowi bardzo solidną izolację cieplną. Ławy fundamentowe zostały ocieplone w pionie warstwą styroduru (10 cm) i taką samą warstwą styropianu w poziomej płycie fundamentowej. Ściany z pustaków ceramicznych obłożono od zewnątrz 15 cm styropianu. Między krokwiami na dachu położono 18 cm wełny mineralnej, a pod nimi jeszcze warstwę o grubości 5 cm. Dodatkowo na stropie nad poddaszem została rozłożona wełna o grubości 15 cm. Dopilnowałam także, by ciepło nie uciekało przez okna, dlatego wszystkie przeszklenia mają "ciepłe szyby", o niskim współczynniku przenikania ciepła.

Pieniądze nie takie straszne

Przyłączenie mojego domu do sieci wodociągowej miało kosztować 20 tys. zł. Uznałam, że to za dużo, i postanowiłam zrezygnować z tej inwestycji. W zamian - za połowę tej ceny - zbudowałam własną studnię z dobrej jakości pompą i stacją uzdatniania wody. Do celów spożywczych kupuję wodę w butlach (za 50 zł miesięcznie).

Przestraszona rosnącymi cenami gazu i oleju opałowego zdecydowałam się na wykorzystanie do ogrzewania domu pompy ciepła. Niestety, nie była to udana inwestycja, przede wszystkim ze względu na błędy wykonawców. Trzy poziome kolektory powstały bowiem - jak się wkrótce okazało - zbyt blisko siebie, co przyczyniło się do tego, że podczas surowej zimy (2005/06) stały się niewydolne. Miałam w domu 8°C, a za prąd i tak zapłaciłam 5 tys. zł!

Fachowcy doradzili mi dodanie dwóch kolejnych kolektorów, tym razem pionowych (na poziome zabrakło na działce miejsca), za które zapłaciłam 5 tys. zł.

Po zmodernizowaniu instalacji i zamontowaniu innej pompy ciepła (na szczęście udało mi się odzyskać pieniądze za poprzednią pompę) sytuacja znacznie się poprawiła. Dziś już nie narzekam na zimno, a ogrzewanie domu kosztuje mnie naprawdę niewiele. Jednak wciąż trudno mi zapomnieć o straconych nerwach i wydanych pieniądzach.









    Więcej o:

Skomentuj:

Nie było łatwo