Duża kuchnia i jazz

Tekst: Liliana Jampolska

Nasi gospodarze, odchowawszy dzieci, postanowili stworzyć dla siebie, przyjaciół i bliskich nowoczesny, parterowy dom z klimatem. Dom, w którym dobrze poczują się pasjonat jazzu i jego żona - wielbicielka przyrody i dobrej kuchni.

Choć dziś jazz odszedł nieco na dalszy plan życia naszego gospodarza (zawodowo zajął się czymś innym), muzyka nadal często rozbrzmiewa w tych wnętrzach. Pani Elżbieta i pan Andrzej pokreślają, że dom cieszy ich nieustannie i napawa dumą, choć ciągle jeszcze jest w nim sporo do zrobienia. Zapału dodają im zainteresowanie i pochlebne komentarze padające na temat architektury budynku nie tylko z ust bliskich, ale również obcych ludzi, którzy zwabieni niecodzienną formą domu, nierzadko dzwonią do drzwi, aby zasięgnąć informacji.

Muzyka nie wszystkim miła

Elżbieta i Andrzej przez wiele lat mieszkali we Wrocławiu, nieopodal centrum, w wygodnym, dość dużym mieszkaniu. Jego lokalizacja była świetna ze względu na pracę zawodową gospodarzy i na szkoły synów. Kiedy jednak dzieci rozpoczęły dorosłe życie, rodzice zatęsknili za spokojniejszym miejscem i za własnym ogrodem.

Był jednak jeszcze inny ważny powód budowy domu i opuszczenia miasta. Pan Andrzej jest z wykształcenia pianistą i przez wiele lat grał jazz. Niestety, wprawki grywane w mieszkaniu w bloku przeszkadzały innym lokatorom. Nasz gospodarz zawsze marzył o większej swobodzie w grze na instrumencie, a taką daje jedynie własny dom. Dlatego już dziesięć lat temu Ela i Andrzej kupili w okolicach Wrocławia działkę budowlaną.

Przez cztery lata właściciele gromadzili środki na budowę. Wtedy jeszcze nie mieli konkretnego pomysłu, czy będzie to budynek o tradycyjnej czy nowoczesnej bryle. Ważne było, by ich przyszłe rodzinne gniazdo miało ducha i to coś, co sprawia, że chce się w nim spędzić kolejny etap życia. Pani Ela marzyła o uprawianiu dużego ogrodu, a pan Andrzej o miejscu, w którym będzie mógł swobodniej rozwijać swoją muzyczną pasję.

- Od kiedy staliśmy się właścicielami działki, kupowałam niezliczone ilości czasopism budowlanych i wnętrzarskich, szukając w nich inspiracji. I w końcu trafiłam na nasz dom - wyjaśnia pani Ela. - Zachwycił mnie skromną, ale intrygującą formą. Jego rozłożysta a jednocześnie lekka bryła zapadła mi w pamięć i już w niej pozostała. W końcu skontaktowałam się z pracownią architektoniczną, która stworzyła ten projekt, zamówiliśmy projekt indywidualny i tak się wszystko zaczęło.

Kursując między Wrocławiem a Szczecinem

Nasi inwestorzy nie wahali się dwukrotnie przejechać wzdłuż całą Polskę, aby osobiście porozmawiać z głównym architektem budynku, Sławomirem Wunschem, a potem (również telefonicznie i przez internet) konsultować zaproponowane rozwiązania. Ich zdaniem warto było trochę się pomęczyć, by dopracować szczegóły.

Uważali, że jako laicy powinni obdarzyć doświadczonego fachowca zaufaniem, oczywiście precyzyjnie określając wcześniej wszystkie swoje potrzeby. Panu Andrzejowi zależało przede wszystkim na uwzględnieniu w planie domu oddzielnego pokoju muzycznego, natomiast dla pani Eli ważna była duża kuchnia, połączona z jadalnią. Chciała, by mieścił się w niej stół, przy którym, po jego rozłożeniu, mogłaby zasiąść cała rodzina, w tym dwaj synowie, jej brat z pięciorgiem dzieci i dalsi członkowie rodziny. Nasi inwestorzy potrzebowali również wygodnej sypialni z oddzielną łazienką i garderobą, niedużego pokoju gościnnego i miejsca do rekreacji.

Jasne, wysokie wnętrza z "oddechem", z rozległymi widokami na ogród były ich kolejnym priorytetem. Po opuszczeniu mieszkania w bloku pragnęli żyć jak najbliżej natury i widzieć ją przez cały dzień. Panu Andrzejowi i synom marzył się też odkryty basen, który chcieli ładnie połączyć z bryłą domu i ogrodem.

Udało się zrealizować wszystkie te marzenia.

Jasno, jak najjaśniej

Niepodpiwniczony, parterowy dom zbudowano w murowanej trójwarstwowej technologii, z pustaków ceramicznych i cegły klinkierowej oraz wewnętrznym ociepleniem z wełny mineralnej (o grubości 10 cm).

Budynek o bryle składającej się z kilku nakładających się prostopadłościanów ma płaskie dachy (wykończone gontem bitumicznym z ociepleniem wełną mineralną o grubości 25 cm) i zróżnicowaną wysokość. W najwyższej części, o wysokości 4,5 m, umieszczono strefę dzienną, czyli salon z kominkiem. Wysokość 3 m mają kuchnia z jadalnią oraz pomieszczenia prywatne, natomiast najniższą (2,7 m) - pomieszczenia techniczne i gospodarcze (z garażem), mieszczące się za kuchnią.

Elewację ogrodową niemal w całości tworzą szklane tafle, a dzięki wielkim rozsuwającym się drzwiom można wychodzić na drewniany taras i dalej na ogród. Oprócz pokoju muzycznego wszystkie pomieszczenia dzienne i prywatne mają szeroki widok i komunikację z ogrodem. Właściciele są bardzo zadowoleni z takiego rozwiązania. Spełniło się bowiem ich marzenie o jasnych wnętrzach i kontakcie z naturą.

Mniej przeszkleń jest od strony frontu domu, a najmniej - na bocznych elewacjach. W ten sposób architekt zapewnił mieszkańcom poczucie prywatności. Aby zgodnie z ich życzeniem wszystkie pomieszczenia w domu były jasne i przestrzenne, na zwieńczeniu ścian zewnętrznych zaplanowano dodatkowy poziomy pas okien, które wprowadzają naturalne światło bez odsłaniania wnętrz.

Dodatkowo, wewnętrzny hol w prywatnej części budynku, w ogóle pozbawiony okien, doświetlono świetlikami rurowymi o średnicy 35 cm.

Efekt przestrzenności i jasności wnętrz podkreśla usytuowanie głównego przeszklonego wyjścia na taras dokładnie na wprost wejścia do domu. Choć na początku pani domu nie była przekonana do tego rozwiązania, przede wszystkim w obawie przed przeciągami, dziś bardzo je chwali. Piękna i daleka perspektywa ukazująca się wchodzącym od progu domu warta była ryzyka. Zresztą ewentualnym przeciągom zapobiegają przesuwane drzwi umieszczone między przedsionkiem a salonem.

Duże połacie szkła na elewacjach to dla gospodarzy największa wartość tego domu. Otwierają widoki na ogród, dogrzewają wnętrza w zimie, przez cały rok wpada przez nie dużo światła. Mają jednak wady, o których pani Ela mówi zupełnie otwarcie.

- Musimy często myć szyby, a latem wnętrza bardzo się nagrzewają. Szczególnych trudności dostarcza umycie górnego pasa nieotwieranych okien, bo bez wysokiej drabiny nie ma do nich dostępu od strony wnętrz, a na zewnątrz myje je tylko deszcz - przyznaje. Właściciele domu żałują, że nie było ich stać na droższe antyrefleksyjne i samoczyszczące się szyby.

Problem nadmiernego nagrzewania się wnętrz już częściowo rozwiązali. Pas górnych okien wyposażyli w rolety wewnętrzne (zamówili je w kolorze ścian, aby były mniej widoczne), natomiast przy niżej położonych przeszkleniach zamontują w przyszłości drewniane uchylne żaluzje zewnętrzne. Ich koszt jest bardzo wysoki, więc tę inwestycję na razie odsunęli w czasie.

Trakty komunikacyjne wokół domu utwardzono betonową kostką i płytami piaskowca. Zadbano jednak o to, by nie konkurowały z materiałami wykończeniowymi i kolorystyką domu.

Dobrze, że parterowy

- Jesteśmy z mężem już w takim wieku, że zamieszkanie w parterowym budynku stanowi dla nas idealne rozwiązanie - mówi pani Ela. - Dom na jednej kondygnacji jest bardzo funkcjonalny w użytkowaniu dla dwóch osób przed sześćdziesiątką. Teraz nie wyobrażamy sobie żadnego innego, choć był taki moment, że marzyło się nam przytulne poddasze ze stryszkiem.











Skomentuj:

Duża kuchnia i jazz