Lepiej płacić za swoje

Tekst i zdjęcia: Liliana Jampolska

Do rozpoczęcia budowy zmobilizował nas czynsz, jaki płaciliśmy za wynajem mieszkania. To były spore pieniądze, które zamiast pracować na nas, zasilały cudze konto.



Oboje z Jarkiem pochodzimy z miejscowości otoczonych lasem (ja spod Tomaszowa Mazowieckiego, mąż z Kozienic) i poznaliśmy się w szkole średniej. Potem oboje studiowaliśmy w Warszawie.

Droga do domu

Podczas studiów wynajmowaliśmy różne mieszkania, ale po ślubie nie planowaliśmy zostać w mieście, tylko zbudować własny dom. Oboje nie czuliśmy się dobrze w wielkiej aglomeracji i chcieliśmy jak najszybciej osiąść gdzieś na wsi (chociaż z oczywistych względów nie wykluczaliśmy pracy w stolicy).

Działki zaczęliśmy szukać pod koniec moich studiów, krótko przed ślubem. Obliczyliśmy z Jarkiem, który podjął już wtedy pracę zawodową, że korzystniej będzie wziąć kredyt hipoteczny i spłacać raty podobnej wysokości co czynsz.

Kwota, którą wyznaczyliśmy sobie na kupno działki, wystarczyła na 1200 m2 nieuzbrojonego pola położonego 30 km od Warszawy i w dużym oddaleniu od mediów. Nie żałujemy jednak decyzji o kupnie, bo okolica jest piękna, dojazd do miasta wygodny, a w sąsiednich wsiach mamy pełny dostęp do nowoczesnej infrastruktury - szkół, przedszkoli, poczty, opieki zdrowotnej itd. Zakładaliśmy, że większość mediów uda nam się przyłączyć na spółkę z kilkoma sąsiadami i że poradzimy sobie ze wszystkimi ewentualnymi trudnościami. I nie myliliśmy się.

Budowa domu miała się zmieścić w przedziale 200-250 tys. zł, bo tyle wynosiła nasza zdolność kredytowa. Interesował nas dom z otwartą przestrzenią dzienną i pokojem gościnnym na parterze oraz garażem na dwa samochody. Poddasze chcieliśmy tradycyjnie przeznaczyć na potrzeby prywatne dla nas i dwojga dzieci, które planowaliśmy mieć w przyszłości.

Pomysły na oszczędności

Starając się obniżyć koszty budowy, ile się tylko da, nie oszczędzaliśmy na rzeczach ważnych dla trwałości i solidności budynku oraz rzutujących na koszty jego użytkowania w przyszłości.

Starannie zabezpieczyliśmy dom przed stratami ciepła, zastosowaliśmy dobrej jakości materiały budowlane oraz ekonomiczne urządzenia - pompę ciepła i wentylację mechaniczną. Te drogie inwestycje spowodowały, że nie starczyło nam pieniędzy na wykończenie poddasza, otynkowanie elewacji itd. Te prace odłożyliśmy na później.

Z powodu oddalenia od sieci gazowej aż o 160 m i wysokiego kosztu przyłącza szacowanego na około 25 tys. zł od razu zrezygnowaliśmy z ogrzewania domu gazem ziemnym. Obliczyliśmy, że za tego rodzaju ogrzewanie z przyłączem, kotłem i instalacją centralnego ogrzewania zapłacimy zaledwie o około 12 tys. zł mniej niż przy zastosowaniu pompy ciepła. Uznaliśmy, że niskie koszty eksploatacji pompy ciepła już w ciągu kilku lat zamortyzują tę różnicę cen. Ponadto zyskiwaliśmy na czasie, unikając zdobywania pozwoleń na przyłącze gazowe. Za radą fachowców położyliśmy na obu kondygnacjach domu wodne ogrzewanie podłogowe.

Zamontowaliśmy również instalację potrzebną do wentylacji mechanicznej z odzyskiem ciepła (za 5 tys. zł) oraz instalację do centralnego odkurzacza, ale zakup urządzeń (rekuperatora oraz odkurzacza) odłożyliśmy na później. Uniknęliśmy w ten sposób dodatkowych wydatków w newralgicznym dla nas momencie budowy.

Pieniądze nie takie straszne

Choć z powodu zastosowania pompy ciepła musieliśmy zaciągnąć trochę wyższy kredyt, nie żałujemy inwestycji. O jej słuszności upewniają nas niskie rachunki za energię. Dodatkowo zamierzamy zamontować w salonie kominek z wkładem żeliwnym, ale już tylko dla przyjemności.

W kuchni korzystamy z kuchenki na gaz propan-butan z butli. Rocznie wydajemy na to zaledwie 160 zł, bo jedna butla starcza nam na trzy miesiące. I możemy gotować nawet wtedy, gdy elektrownia wyłączy prąd w okolicy, co niestety często się zdarza.

Koszty przyłączy niektórych mediów ponosiliśmy wspólnie z sąsiadami. Choć mieszkamy najdalej od drogi ze wszystkich, koszt przyłączenia do sieci wodociągowej wyniósł 6 tys. zł, zamiast szacowanych ponad 20 tys., a do sieci elektrycznej zaledwie 2 tys. zł.

Budując szambo za 4 tys. zł, zamontowaliśmy zbiornik, który łatwo będzie można przerobić na własną oczyszczalnię ścieków. Myślimy bowiem o obniżeniu kosztów wywozu ścieków (ciągle rosną). Jeśli nie doczekamy się kanalizacji, zbudujemy ekologiczną oczyszczalnię.

Wykonaliśmy samodzielnie (i z pomocą rodziny) wiele prac - między innymi ocieplenie fundamentów i ścian oraz instalacje hydrauliczną i centralnego odkurzacza, co dało nam nie tylko określone oszczędności, ale i sporą satysfakcję. Teraz zamierzamy zbudować studnię do podlewania ogrodu.



Skomentuj:

Lepiej płacić za swoje