Dom sporo za duży

Tekst i zdjęcie: Liliana Jampolska

Choć dom jest dla nas za duży i chcielibyśmy go zamienić na mniejszy, to i tak nie żałujemy decyzji o wyprowadzce z wielkiego osiedla, gdzie ludzie stanowią wielką i zupełnie anonimową masę.

Kiedy nasza sytuacja finansowa ustabilizowała się na tyle, że mogliśmy myśleć o opuszczeniu wielkiego, męczącego skupiska anonimowych osób (czyli dużego osiedla mieszkaniowego), zdecydowaliśmy się z moim mężem Tomaszem na budowę domu jednorodzinnego. Bardzo chcieliśmy zamieszkać we własnym domu.

Droga do domu

Razem z przyjaciółmi, których zresztą poznaliśmy na nielubianym osiedlu, umówiliśmy się, że kupimy sąsiadujące ze sobą działki i wybudujemy na nich domy. Postanowiliśmy, że będziemy sobie nawzajem pomagać przy poszukiwaniach działki, a potem podczas załatwiania formalności i w trakcie budowy.

Chcieliśmy znaleźć działki w cichym miejscu oraz niedaleko naszej firmy, aby nie mieć kłopotu z dojazdami. I... udało się! Nie słychać u nas hałasu przejeżdżających aut, mamy ciszę i intymność. Działkę kupiliśmy, choć była nieuzbrojona i nieco większa, niż planowaliśmy. Oferowała nam za to upragniony spokój oraz łatwy dojazd do miejsc pracy.

Pomysły na oszczędności

Choć chcieliśmy jak najwięcej spraw załatwiać wspólnie z przyjaciółmi, wybierając projekty, kierowaliśmy się odmiennymi potrzebami. Zdecydowaliśmy więc, że każda rodzina wybuduje taki dom, jaki jej odpowiada. Dlatego choć od początku do końca ściśle ze sobą współpracowaliśmy, wznieśliśmy zupełnie inne budynki. My początkowo chcieliśmy zamówić projekt indywidualny, przestraszyły nas jednak koszty. Niepotrzebnie. Dziś trochę żałujemy odstąpienia od tego pomysłu. W rezultacie kupiliśmy bowiem projekt gotowy i zamówiliśmy zmiany dostosowujące go do naszych potrzeb. Niestety, po podliczeniu wydatków okazało się, że zapłaciliśmy niewiele mniej niż za indywidualne opracowanie, wykonane specjalnie dla nas.

Na szczęście inne nasze pomysły okazały się szczęśliwsze.

Przede wszystkim sprawdziła się idea równoległej budowy dwóch domów (a co za tym idzie - zatrudnienie wspólnego kierownika i inspektora budowy), wymienianie się ekipami budowlanymi i wspólne zamówienia materiałów budowlanych (uzyskiwaliśmy większe rabaty) - nie mówiąc już o podziale kosztów przyłączania mediów. To był naprawdę strzał w dziesiątkę.

Dobrze, że nie oszczędzaliśmy na jakości materiałów budowlanych i wykończeniowych - budynek jest solidny i porządnie ocieplony, a dzięki temu, mimo swojej wielkości, nie nazbyt drogi w utrzymaniu.

Jesteśmy zadowoleni z wodnego ogrzewania podłogowego. Znakomicie sprawdza się też gazowy, kondensacyjny kocioł centralnego ogrzewania. Zrezygnowaliśmy natomiast, zgodnie z radami różnych osób, z montowania rur rozprowadzających ciepło z kominka do sypialni dzieci na użytkowym poddaszu. Ponieważ część dzienna domu jest otwarta i sięga połaci dachu, kiedy tylko rozpalamy ogień w salonie na parterze, ciepło i tak szybko ucieka na górną kondygnację.

Pieniądze nie takie straszne

Choć musieliśmy rozebrać częściowo więźbę dachową i postawić ją od nowa, nie żałujemy poniesionych kosztów. Jesteśmy wdzięczni kierownikowi budowy, że zatrzymał prace i czekał, aż oboje z mężem wrócimy z wyjazdu, ponieważ uznał, że ścianki kolankowe są jednak zbyt niskie. Kiedy weszliśmy na poddasze, przyznaliśmy mu rację. Wnętrza byłyby niefunkcjonalne, tym bardziej że planowaliśmy ocieplić dach grubszą niż zalecana w projekcie warstwą wełny mineralnej (25 cm), co jeszcze dodatkowo obniżyłoby wysokość poddasza. Podwyższenie ścianek o dwa pustaki zmieniło sytuację na lepszą.

Szczęśliwie, mimo oddalenia od sieci mediów, ostateczne koszty przyłączenia do nich naszego domu nie były tak wielkie, jak się spodziewaliśmy, ponieważ podzieliliśmy je między siebie z przyjaciółmi, a także z kolejnym sąsiadem. Przyłączenie do sieci gazowej kosztowało każdą rodzinę 6 tys. zł, do wodociągowej - 5 tys., a do elektrycznej - 2 tys.

Zastanawialiśmy się, czy nie zamontować pompy ciepła i kolektorów słonecznych, jednak pomysły te umarły śmiercią naturalną. Pompa ciepła amortyzuje się zbyt długo, natomiast kolektory zeszpeciłyby dach. Nie chcieliśmy również instalować kolektorów w ogrodzie (mimo że jest nasłoneczniony), żeby nie zabierać naszemu synkowi Kubie miejsca do zabawy.

Latem podlewamy ogród dwa razy dziennie wodą z wodociągu, ale roczne rachunki nie przekraczają 800 zł. Aby jednak uniezależnić się od wahającego się ciśnienia wody w wodociągu, planujemy w przyszłości wybudowanie na spółkę z przyjaciółmi studni głębinowej.

Niestety, płacimy spore rachunki za wywóz szamba, bo musimy to czynić co trzy tygodnie - jednorazowo za 170 zł. Dlatego nie możemy się doczekać na sieć kanalizacyjną, której budowa jest już w planach naszej gminy.

Nie tęsknimy za dużym, dwukondygnacyjnym mieszkaniem w bloku, jakie opuściliśmy przed rokiem, ani w ogóle za powrotem do miasta. Dom daje o wiele większą swobodę, ciszę i prywatność, dlatego za jakiś czas po prostu zbudujemy kolejny, tyle że trochę mniejszy.





    Więcej o:

Skomentuj:

Dom sporo za duży