Dom z listu

Tekst i zdjęcie: Liliana Jampolska
01.01.2006 09:00
A A A
Projekt na zamówienie powinien być połączeniem marzeń domowników z fachową wiedzą architekta

Projekt na zamówienie powinien być połączeniem marzeń domowników z fachową wiedzą architekta (Fot. LILIANA JAMPOLSKA)

Planując budowę domu, napisałam do architekta list z jasno sprecyzowanymi oczekiwaniami. To bardzo ułatwiło połączenie wiedzy fachowca i naszych marzeń. I chyba nie miał większego znaczenia fakt, iż architektem tym był mój ojciec.
Zanim zbudowaliśmy dom z Tomkiem, moim mężem, mieszkaliśmy na warszawskim Ursynowie w 45-metrowym mieszkaniu. Miało ono wiele zalet, ale i wady. Mieliśmy wprawdzie blisko do pracy, jednak przeszkadzały nam gęsta zabudowa i hałas. To ostatnie stawało się szczególnie dotkliwie zauważalne po każdym pobycie w cichym i spokojnym domu mojej siostry. To właśnie ona najskuteczniej przekonała nas do życia na wsi.

Droga do domu

Kiedy kupiliśmy dużego psa i na dodatek zaczęliśmy poważnie myśleć o powiększeniu rodziny, nie mieliśmy wątpliwości, że musimy wybudować dom. Ważny argument przemawiający za budową stanowiły ceny warszawskich mieszkań. Były też inne, może odrobinę mniej poważne, a wśród nich na przykład nasze wspólne marzenie o posiadaniu stołu bilardowego czy o spoglądaniu z łóżka na gwiazdy przez okno dachowe.

Działki o powierzchni minimum 1500 m2 szukaliśmy w granicach 30 km od Warszawy. Miała mieć odpowiedni układ wobec stron świata oraz cenę w granicach rozsądku. Wychodząc szczęściu naprzeciw, z rozmysłem omijaliśmy modne i drogie miejscowości. Ta metoda znakomicie zadziałała!

Pomysły na oszczędności

Nie chcieliśmy mieć domu na małej działce, bo widok płotów i mikroskopijnych trawników ze wszystkich stron to nie nasza bajka. Jednak żeby od razu nie wykładać zbyt dużej kwoty na ziemię, działkę kupiliśmy w dwóch rzutach - najpierw 2/3 obecnego terenu, a po roku kolejną część.

Nie zamierzaliśmy też wyprowadzać się z miasta do miasta. Wielu znajomych zaskoczyliśmy tym, że zamiast domu w gęstej zabudowie osiedlowej, popularnej obecnie pod większymi miastami, wybraliśmy uroki małej wsi. Kupiliśmy działkę na tyłach zwykłego gospodarstwa rolnego (takiego z krowami i kurami) z widokiem na lasek i łąki. Zdecydowaliśmy się na miejscowość nie do końca rozwiniętą, ale rozwojową, mającą już komplet mediów - elektryczność, gaz, wodociąg i budującą się właśnie kanalizację.

Spore pieniądze udało się zaoszczędzić dzięki pomocy mojego taty, którego poprosiliśmy o zaprojektowanie domu. Nasze oczekiwania przelałam na papier i wysłałam ojcu w liście, który jest teraz fajną pamiątką z budowy. Zatytułowałam go nawet "List do architekta". Tak jak chcieliśmy, dom ma nowoczesną formę, a kuchnię, jadalnię, a nawet aneks do pracy ojciec połączył z salonem, abyśmy z mężem mogli być blisko siebie. To taka mała rekompensata za to, że w tygodniu zbyt długo przebywamy oddzielnie. Przesuwana ścianka w razie potrzeby ma dać pracującemu intymność i spokój. Ojciec spełnił też nasze marzenie, projektując w sypialni okno dachowe, a przy salonie miejsce na stół bilardowy. Mamy też duże okna (65 m2) od strony ogrodu. Mimo że pociągnęły za sobą wyższe koszty, nie żałujemy tej decyzji. Aby zapewnić im dobrą izolację cieplną, zastosowaliśmy drewniane okna z szybami o U = 1,0 oraz rolety zewnętrzne.

Pieniądze nie takie straszne

Za radą życzliwej urzędniczki, podczas starań o przyłączenie posesji do sieci gazowej zaczekaliśmy z inwestycją do zmiany przepisów. Koszt przyłącza gazu do granic posesji, wyliczony pierwotnie na kwotę 9700 zł, po zmianie przepisów spadł do... 740 zł! Koszt całkowity przyłączenia gazu do budynku wyniósł zaledwie 2 tys. zł.

Zaoszczędzone 10 tys. zł, zainwestowaliśmy w dobrej jakości kocioł kondensacyjny z automatycznym sterowaniem. Jesteśmy bardzo zadowoleni i z niego, i z mieszanego ogrzewania gazowego, a szczególnie z ogrzewania podłogowego na całym parterze i w łazienkach na piętrze. Tym bardziej, że w zimie za ogrzewanie budynku płacimy zaledwie 300 zł miesięcznie.

W przyszłości zbudujemy w salonie kominek z otwartym paleniskiem. Tak dla przyjemności, aby móc patrzeć na buzujący ogień. Pracujemy zbyt długo, aby w ten sposób ogrzewać dom. Często przydaje się nam natomiast żeliwna koza, którą zamontowaliśmy w sypialni na piętrze.

Wysokie rachunki za elektryczność są wynikiem trwających cały czas prac wykończeniowych. Szacujemy, że spadną o połowę, kiedy te prace wreszcie zakończymy.

Przed budową rozważyliśmy priorytety - na czym możemy oszczędzić, a na czym nie powinniśmy. Dla nas ważne były projekt, materiały i instalacje - wszystko, co zapewniało solidność i trwałość budynku oraz odsuwało w czasie ewentualne remonty. Już w trakcie budowy przygotowaliśmy wszelkie ponadstandardowe instalacje - alarmowe, internetowe, kina domowego, a nawet do generatora na wypadek wyłączeń prądu, starannie je dokumentując. To był dobry krok.

Ufając wiedzy architektonicznej taty, nie ingerowaliśmy w układ wnętrz i bryłę domu, co okazało się słuszne. Ojciec przewidział wiele praktycznych szczegółów, o których my, laicy, nie mieliśmy pojęcia. Naszym zdaniem nie warto oszczędzać na projekcie, ani zanadto wtrącać się w koncepcję fachowca. Polecamy jednak twórcze dyskusje.



Zobacz także

ZOBACZ TEŻ WIDEO

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX