Budowa pewnego domu: ucieczka przed stresem

Tekst i zdjęcie: Liliana Jampolska

W mieszkaniu w bloku czułam się jak w zawieszonej wysoko nad ziemią klatce. Postanowiłam uciec stamtąd najszybciej, jak się da.

Przez długie lata żyło się nam wygodnie w czteropokojowym mieszkaniu (70 m2) w mieście. Gdy jednak przeszłam na emeryturę i zostawałam w nim sama na długie godziny, poczułam psychiczny dyskomfort. Świadomość, że mogę spędzić tutaj resztę życia, zaczęła mnie trochę przerażać. Przypominałam sobie dzieciństwo spędzone w domu rodziców i zatęskniłam za tamtymi warunkami. Od dawna wiedziałam, że Edmund, mój mąż, też wolałby mieć dom zamiast mieszkania.

Droga do domu

- Dopóki jeszcze mamy siły, trzeba realizować marzenia - pomyślałam i... w ciągu zaledwie trzech dni podjęliśmy z mężem decyzję o budowie domu! Był to trochę szalony pomysł, bo za oszczędności, jakie udało się nam zgromadzić, mogliśmy kupić tylko niedużą działkę. Wyszło więc na to, że budowę musimy pokryć ze sprzedaży mieszkania.

Zaczęliśmy szukać działki w okolicy, w której kiedyś mieszkali moi rodzice. Znałam ją i kierowałam się sentymentem, ale nie tylko - miejscowość leżąca 30 km od miasta miała niezbędną infrastrukturę i wygodną komunikację. Wybrana działka była dla nas trochę za duża i za droga, ale w tej okolicy nie można było kupić parceli mniejszej niż 1500-1800 m2. Na szczęście znaleźliśmy na to sposób. Umówiliśmy się ze znajomymi, że kupimy działkę wspólnie, a potem notarialnie podzielimy ją na pół i zbudujemy bliźniak.

Pomysły na oszczędności

Dom z założenia miał być parterowy i nieduży. Siódme piętro w bloku skutecznie wyleczyło nas z myśli o posiadaniu w domu schodów. Nie potrzebowaliśmy też dużo większej przestrzeni życiowej niż w mieszkaniu.

Sama rozrysowałam układ wnętrz. Rysunki przekazałam architektowi, który zamknął je w niskiej i prostej bryle budynku, dającej nadzieję na rozsądne koszty budowy i eksploatacji. Bliźniak usytuowaliśmy na granicy obu działek w taki sposób, aby części mieszkalne były od siebie oddalone, a stykały się tylko garaże.

Może to niektórym wyda się nieco śmieszne, ale wielkość oraz układ domu dopasowywaliśmy do już posiadanych mebli. Przyzwyczailiśmy się do nich i nie chcieliśmy kupować nowych. Trochę z sentymentu, a trochę ze względu na konieczność oszczędzania. Dlatego pokoje i łazienka są tylko niewiele większe niż w starym mieszkaniu, pojawiły się natomiast spiżarnia, garderoba i garaż z przylegającym do niego pomieszczeniem gospodarczym. Za domem zaplanowaliśmy duży taras.

Aby nie powiększać kosztów, staraliśmy się zbudować dom szybko, bez przeciągania prac. Zajęło nam to niespełna pięć miesięcy, ale wcześniej przez kilka miesięcy załatwialiśmy wszystkie pozwolenia i wykonywaliśmy przyłącza mediów.

Edmund przywiązywał wielką wagę do solidnej izolacji cieplnej budynku. Wolał wydać więcej pieniędzy na ocieplenie niż potem na rachunki za ogrzewanie. Jednowarstwowe ściany z ceramicznych bloczków poryzowanych ociepliliśmy wełną mineralną (12 cm). Na ławach fundamentowych zastosowaliśmy styropian (w pionie, 8 cm), podobnie pod podłogami (dwie 5-centymetrowe warstwy). Na stropie nad parterem ułożyliśmy natomiast 22 cm wełny mineralnej. Izolacji budynku dopełniają ciepłe szyby w oknach (U = 1,1). Dach pokryliśmy blachodachówką, ponieważ była tańsza od dachówki ceramicznej.

Zdecydowaliśmy się ogrzewać dom gazem. Sieć przebiegała tak blisko działki, że nie było sensu rozważać alternatywy. Zastosowaliśmy najprostsze rozwiązanie z grzejnikami naściennymi, starając się nie powiększać kosztów drogiej instalacji. Kupiliśmy jednak wysokiej jakości kocioł kondensacyjny z automatycznym sterowaniem, który gwarantuje oszczędność gazu i dobry serwis.

Pieniądze nie takie straszne

Budowę domu udało nam się prawie całkowicie sfinansować ze sprzedaży mieszkania. Niewielki kredyt i pożyczkę u znajomego zaciągnęliśmy tylko na wykończenie.

Zamawiając indywidualny projekt, liczyliśmy się z większymi kosztami, ale chcieliśmy uzyskać jak najbliższe naszym marzeniom rodzinne gniazdo. Ponieważ wznosiliśmy dom-bliźniak, udało się nam koszt projektu (7 tys. zł) podzielić na pół. Podobnie stało się z zakupem działki i z kosztami przyłączenia mediów - elektryczności, wodociągu. Tylko za przyłącze gazu płaciliśmy osobno (4 tys. zł).

Przed rozpoczęciem budowy solidnie zdrenowaliśmy podmokłe, gliniaste podłoże. Wykopaliśmy na posesji jedenaście głębokich dołów, które wypełniliśmy tłuczniem i połączyliśmy siecią drenów, zakopanych kilkanaście centymetrów pod powierzchnią gruntu. Taki rodzaj osuszenia terenu znakomicie się sprawdził, a kosztował 5 tys. zł.

Nie oszczędzaliśmy na solidnym zabezpieczeniu fundamentów przed wilgocią (powłokami przeciwwilgociowymi). Na samo wypełnienie przestrzeni między ławami fundamentowymi wydaliśmy 10 tys. zł - najpierw wybraliśmy macierzyste podłoże na głębokość 1 m, a potem wsypaliśmy tam 40 wywrotek piasku. Dzięki tym zabezpieczeniom budynek jest suchy i ciepły, więc nie żałujemy poniesionych kosztów.

Obliczyliśmy, że na utrzymanie domu wydajemy mniej niż płacilibyśmy za nasze dawne, dwa razy mniejsze mieszkanie.

Uważamy, że wzniesienie domu i wyprowadzka z bloku były doskonałym krokiem. Mimo ogromnego tempa budowy, wysiłku oraz zmęczenia po wszystkim, dziś nie balibyśmy się powtórzyć tego przedsięwzięcia.

Zapisz się na NEWSLETTER. Co tydzień najnowsze wiadomości o budowie, remoncie i wykańczaniu wnętrz w Twojej poczcie e-mail: Zobacz przykład



Skomentuj:

Budowa pewnego domu: ucieczka przed stresem