Polski dom z japońską precyzją
15.07.2011
, aktualizacja: 12.08.2011 10:33
Planowali budowę nowego domu - poprzestali na kupnie gotowego. Nie mieli zaufania do architektów wnętrz, ale zaufali jednemu, a właściwie jednej, i to w dodatku rodem z Japonii. Są zapracowani, jednak na korzystanie z uroków domu zawsze znajdą czas.

Fot. Marzena Hmielewicz
Taras tak usytuowano (od wschodu), że nawet letnie słońce nie jest tu uciążliwe. Zadaszenie nad miejscami do wypoczynku nikomu nie przeszkadza

Fot. Marzena Hmielewicz
Budynek od ogrodu. Działkę ze wszystkich stron otaczają sosny i dęby

Fot. Marzena Hmielewicz
Budynek od ogrodu. Działkę ze wszystkich stron otaczają sosny i dęby
Nasi gospodarze mieli już własny dom. Jednak w miarę, gdy rosły dzieci i gdy zmieniały się potrzeby, coraz częściej myśleli o zmianach.
- Nasz pierwszy dom był dopasowany nie tyle do naszych potrzeb, ile do naszych ówczesnych możliwości finansowych. Nieduży, ze spadzistym dachem, usytuowany na niewielkiej działce sprawdzał się przez pierwsze lata, ale z czasem coraz bardziej odstawał od naszych pragnień.
Trudne początki
Ostateczna decyzja o budowie nowego domu zapadła niefortunnie w czasie największego budowlanego boomu. Popyt na działki wokół Warszawy był wówczas tak duży, że właściwie nie sposób było kupić niczego atrakcyjnego w rozsądnej cenie. Nawet doświadczony agent nieruchomości wynajęty przez właścicieli okazał się bezradny. W końcu - mimo że nasi gospodarze byli zdecydowani na budowę nowego domu od podstaw - namówił ich do obejrzenia kilku domów już zbudowanych i wystawionych na sprzedaż. Niestety, zgodnie z najnowszą "tradycją" wszystkie mniej lub bardziej udanie przypominały dworki. A nasi gospodarze nie chcieli zamieszkać w pseudodworku! I to nie tylko ze względu na nieciekawy ich zdaniem wygląd, ale także dlatego, że po doświadczeniach z poprzednim domem mieli dość życia w pomieszczeniach na poddaszu i marzyli o budynku z pełnowartościową drugą kondygnacją.
I oto, gdy sytuacja wydawała się beznadziejna, agent namówił ich na obejrzenie jeszcze jednej posesji, położonej niedaleko. Pojechali bez przekonania... i znaleźli nowy dom!
Jakby na nich czekał
To było to! Nasi gospodarze zachwycili się formą budynku, jego wielkością, usytuowaniem i otoczeniem. Jak opowiadają - w sobotę wszystko dokładnie obejrzeli, a w niedzielę zapadła decyzja o kupnie.
Budynek otacza atrakcyjna przestrzeń. Do Puszczy Kampinoskiej jest tylko 300 m, a na samej granicy działki rośnie ściana wspaniałych dębów - choć stoją już poza posesją, tworzą piękny kontrapunkt dla niezadrzewionego terenu wokół domu. W najbliższym sąsiedztwie znajduje się tylko jeden budynek, ale i on jest znacznie odsunięty od granic działki gospodarzy i nie narusza ich intymności. Wszystkie parcele w okolicy są duże, bo tak nakazują miejscowe przepisy. Dzięki temu warunki do mieszkania są naprawdę komfortowe. Właściciele, jak mówią, czują się niczym na leśnej polanie.
Zalety lokalizacji widzą tym lepiej, że przez lata mieszkali w domu wzniesionym w mocno zabudowanej okolicy, gdzie dom stał obok domu. Jak wspominają - nie zawsze było to przyjemne.
Cyzelowanie wnętrz
Dom, który kupili, był niemal gotowy do zamieszkania. Miał już nawet balustrady i oświetlenie. Właściwie wystarczyło pomalować ściany i można było się wprowadzać. Układ wnętrza z grubsza odpowiadał nowym nabywcom, jednak dla pełnej satysfakcji zapragnęli zmienić w nim kilka elementów. Między innymi zależało im na połączeniu przestrzeni kuchni z salonem i na tym, by wszystkim sypialniom towarzyszyły osobne garderoby.
Mając doświadczenia z poprzedniego domu, z jednej strony dobrze wiedzieli, czego potrzebują, z drugiej - mieli już również świadomość jak bardzo delikatnym i wrażliwym elementem jest struktura wewnętrzna budynku. Zdawali sobie sprawę, że nawet drobne z pozoru szczegóły (jak to, w którą stronę otwierają się drzwi, czy niewielkie różnice w proporcjach pomieszczeń) mogą zakłócić funkcjonowanie przestrzeni i utrudnić życie mieszkańcom.
Dlatego, choć nie kryli swojego sceptycyzmu co do działań architektów wnętrz, czuli, że powinni ze swoim domem zwrócić się do fachowca.
Szczęśliwy zbieg okoliczności polegał na tym, że mieli znajomą architekt Chie Piskorską. To właśnie ją gospodarz poprosił o pomoc w urządzeniu i wykończeniu domu. I to dzięki niej radykalnie zmienił swój stosunek do działalności architektów wnętrz.
- Zawsze miałem wobec nich raczej mieszane uczucia - mówi dziś. - Widziałem w nich ludzi, którzy na siłę narzucają przyszłym mieszkańcom własną wizję, uszczęśliwiając tak naprawdę siebie, a nie przyszłych domowników. Pani architekt Chie Piskorska zmieniła radykalnie moją opinię. Patrzyła na nasz dom jak na maszynę, która przede wszystkim musi dobrze funkcjonować. Wszystkie zaproponowane przez nią rozwiązania uwzględniały nasze potrzeby, nasz tryb życia i zastaną formę budynku. To dzięki niej wszystko w naszym domu jest logiczne, harmonijne i racjonalne. A dzięki temu - ładne.
"Odzianie" takiej dobrze przemyślanej koncepcji w konkretne materiały, urządzenia i meble było już tylko konsekwentnym dopełnieniem. Architekt, podobnie jak funkcji, dopilnowała również każdego detalu wykończenia. Jeździła po sklepach, wybierała poszczególne materiały, a potem pilnowała jakości prac. Właścicielom pozostawała tylko radość z kolejnych wykańczanych pomieszczeń.
- Na taką formę współpracy zdecydowaliśmy się zaraz na początku i dziś widzimy, że było warto - przyznają. - Mamy taki dom, jaki chcieliśmy. Oszczędziliśmy sobie błędnych decyzji i stresów. Na dodatek jesteśmy przekonani, że całkowity koszt wykończenia wcale nie byłby niższy, gdybyśmy prowadzili prace samodzielnie, a zamiast sprzętów na zamówienie kupowali meble w sklepach.
- Nasz pierwszy dom był dopasowany nie tyle do naszych potrzeb, ile do naszych ówczesnych możliwości finansowych. Nieduży, ze spadzistym dachem, usytuowany na niewielkiej działce sprawdzał się przez pierwsze lata, ale z czasem coraz bardziej odstawał od naszych pragnień.
Zobacz obszerną galerię zdjęć domu z japońską precyzją
Trudne początki
Ostateczna decyzja o budowie nowego domu zapadła niefortunnie w czasie największego budowlanego boomu. Popyt na działki wokół Warszawy był wówczas tak duży, że właściwie nie sposób było kupić niczego atrakcyjnego w rozsądnej cenie. Nawet doświadczony agent nieruchomości wynajęty przez właścicieli okazał się bezradny. W końcu - mimo że nasi gospodarze byli zdecydowani na budowę nowego domu od podstaw - namówił ich do obejrzenia kilku domów już zbudowanych i wystawionych na sprzedaż. Niestety, zgodnie z najnowszą "tradycją" wszystkie mniej lub bardziej udanie przypominały dworki. A nasi gospodarze nie chcieli zamieszkać w pseudodworku! I to nie tylko ze względu na nieciekawy ich zdaniem wygląd, ale także dlatego, że po doświadczeniach z poprzednim domem mieli dość życia w pomieszczeniach na poddaszu i marzyli o budynku z pełnowartościową drugą kondygnacją.
I oto, gdy sytuacja wydawała się beznadziejna, agent namówił ich na obejrzenie jeszcze jednej posesji, położonej niedaleko. Pojechali bez przekonania... i znaleźli nowy dom!
Jakby na nich czekał
To było to! Nasi gospodarze zachwycili się formą budynku, jego wielkością, usytuowaniem i otoczeniem. Jak opowiadają - w sobotę wszystko dokładnie obejrzeli, a w niedzielę zapadła decyzja o kupnie.
Budynek otacza atrakcyjna przestrzeń. Do Puszczy Kampinoskiej jest tylko 300 m, a na samej granicy działki rośnie ściana wspaniałych dębów - choć stoją już poza posesją, tworzą piękny kontrapunkt dla niezadrzewionego terenu wokół domu. W najbliższym sąsiedztwie znajduje się tylko jeden budynek, ale i on jest znacznie odsunięty od granic działki gospodarzy i nie narusza ich intymności. Wszystkie parcele w okolicy są duże, bo tak nakazują miejscowe przepisy. Dzięki temu warunki do mieszkania są naprawdę komfortowe. Właściciele, jak mówią, czują się niczym na leśnej polanie.
Zalety lokalizacji widzą tym lepiej, że przez lata mieszkali w domu wzniesionym w mocno zabudowanej okolicy, gdzie dom stał obok domu. Jak wspominają - nie zawsze było to przyjemne.
Doswiadczenia właścicieli domu z japońską precyzją
Cyzelowanie wnętrz
Dom, który kupili, był niemal gotowy do zamieszkania. Miał już nawet balustrady i oświetlenie. Właściwie wystarczyło pomalować ściany i można było się wprowadzać. Układ wnętrza z grubsza odpowiadał nowym nabywcom, jednak dla pełnej satysfakcji zapragnęli zmienić w nim kilka elementów. Między innymi zależało im na połączeniu przestrzeni kuchni z salonem i na tym, by wszystkim sypialniom towarzyszyły osobne garderoby.
Mając doświadczenia z poprzedniego domu, z jednej strony dobrze wiedzieli, czego potrzebują, z drugiej - mieli już również świadomość jak bardzo delikatnym i wrażliwym elementem jest struktura wewnętrzna budynku. Zdawali sobie sprawę, że nawet drobne z pozoru szczegóły (jak to, w którą stronę otwierają się drzwi, czy niewielkie różnice w proporcjach pomieszczeń) mogą zakłócić funkcjonowanie przestrzeni i utrudnić życie mieszkańcom.
Dlatego, choć nie kryli swojego sceptycyzmu co do działań architektów wnętrz, czuli, że powinni ze swoim domem zwrócić się do fachowca.
Szczęśliwy zbieg okoliczności polegał na tym, że mieli znajomą architekt Chie Piskorską. To właśnie ją gospodarz poprosił o pomoc w urządzeniu i wykończeniu domu. I to dzięki niej radykalnie zmienił swój stosunek do działalności architektów wnętrz.
- Zawsze miałem wobec nich raczej mieszane uczucia - mówi dziś. - Widziałem w nich ludzi, którzy na siłę narzucają przyszłym mieszkańcom własną wizję, uszczęśliwiając tak naprawdę siebie, a nie przyszłych domowników. Pani architekt Chie Piskorska zmieniła radykalnie moją opinię. Patrzyła na nasz dom jak na maszynę, która przede wszystkim musi dobrze funkcjonować. Wszystkie zaproponowane przez nią rozwiązania uwzględniały nasze potrzeby, nasz tryb życia i zastaną formę budynku. To dzięki niej wszystko w naszym domu jest logiczne, harmonijne i racjonalne. A dzięki temu - ładne.
"Odzianie" takiej dobrze przemyślanej koncepcji w konkretne materiały, urządzenia i meble było już tylko konsekwentnym dopełnieniem. Architekt, podobnie jak funkcji, dopilnowała również każdego detalu wykończenia. Jeździła po sklepach, wybierała poszczególne materiały, a potem pilnowała jakości prac. Właścicielom pozostawała tylko radość z kolejnych wykańczanych pomieszczeń.
- Na taką formę współpracy zdecydowaliśmy się zaraz na początku i dziś widzimy, że było warto - przyznają. - Mamy taki dom, jaki chcieliśmy. Oszczędziliśmy sobie błędnych decyzji i stresów. Na dodatek jesteśmy przekonani, że całkowity koszt wykończenia wcale nie byłby niższy, gdybyśmy prowadzili prace samodzielnie, a zamiast sprzętów na zamówienie kupowali meble w sklepach.
1
2
następne »
-
Polski dom z japońską precyzją
pio851
28.11.09, 08:30
....i tak moja Żona projektuje najładniejsze wnętrza.»
-
Polski dom z japońską precyzją
kosumai
28.11.09, 09:35
Piękne wnętrza pomyślane. Okolica pewnie z płaskimi dachami stąd nachylenie dachu w opisywanym budynku. Podoba mi się.»
-
ogromny brak talentu
wybitniemadry
28.11.09, 09:52
a wystarczylo schody skierowac w druga strone, nie byloby "zakretu" na gorze, na ktorym mozna sie normalnie wyjeb..., i schody lekkie z przeswitami, szerokie drzwi wejsciowe, wyrzucic »
Zobacz także »
PRZED DECYZJĄ
BUDOWA i REMONT
INSTALACJE
KONTAKT Z REDAKCJĄ
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- ladnydom@agora.pl



więcej zdjęć











