Dom ukończony w rok

Tekst i zdjęcia: Liliana Jampolska
05.09.2010 12:00
A A A
Dom murowany, parterowy z użytkowym poddaszem i garażem

Dom murowany, parterowy z użytkowym poddaszem i garażem (Fot.: Liliana Jampolska)

Gdyby nie doświadczeni w budowie znajomi, mielibyśmy dziś bardzo kosztowny dom. Teraz już wiemy, że nie warto upierać się przy niektórych pomysłach. Zwłaszcza jeśli wcześniej nie miało się budowlanej praktyki.
Kilka razy zmienialiśmy mieszkania. Od malutkich po coraz większe. Choć ostatnie miało już 79 m2 i było dostatecznie wygodne, po trzech latach od jego zakupu bez żalu sprzedaliśmy je, by częściowo sfinansować budowę domu pod miastem. Na pozostałą część zaciągnęliśmy kredyt hipoteczny.

Droga do domu

Wystawiony na sprzedaż pas terenu kupiliśmy do spółki z kilkoma znajomymi. Jako nabywcy "hurtowi" mieliśmy większą swobodę negocjowania cen kupna ziemi, a w przyszłości - szansę podzielenia pomiędzy kilka rodzin kosztów uzbrojenia terenu. Wspólna inwestycja była również sposobem na zapewnienie sobie dobrego sąsiedztwa.

Wielkość naszej części (1234 m2) całkowicie nas satysfakcjonowała. Ziemi było dość, by zapewnić sobie poczucie prywatności, a równocześnie dostatecznie mało, by jej uprawa nie była dla nas - zapracowanych ludzi - nadmiernie męcząca.

Od razu ruszyliśmy z budową. Ze względu na brak czasu zdecydowaliśmy się zatrudnić generalnego wykonawcę. Uznaliśmy, że lepiej wydać trochę większą kwotę na przeprowadzenie budowy, niż zaniedbywać pracę zawodową i tracić nerwy.

Zatrudniliśmy sprawdzoną i poleconą ekipę wykonawczą, jak również doświadczonego inspektora nadzoru budowlanego, aby chronił nasze interesy. Bardzo szczegółowo zabezpieczyliśmy budowę pod względem prawnym. I nie żałujemy pieniędzy wydanych na te wszystkie zabiegi, bo w znaczący sposób przyczyniły się do ukończenia inwestycji po upływie zaledwie jednego roku.

Pomysły na oszczędności

Chcąc zaoszczędzić, zdecydowaliśmy się na projekt gotowy. To był rozsądny krok, ale o mało nie popełniliśmy błędu przy wyborze projektu. Interesowały nas bowiem domy z bardzo wyszukaną architekturą. Dopiero konsultacje ze znajomymi, którzy mieli budowę już za sobą, uświadomiły nam, że domy, które się nam podobały, nie będą ani tanie w budowie, ani w późniejszej eksploatacji. Co więcej, ostrzeżono nas, że złożoność formy zwykle nie przekłada się na funkcjonalność budynku. Poszliśmy więc po rozum do głowy i zaczęliśmy szukać prostszych projektów. Postanowiliśmy nie przekroczyć powierzchni 180-250 m2, choć dziś, kiedy mamy troje dzieci, cieszymy się, że ostatecznie zdecydowaliśmy się na dom mieszczący się w górnym pułapie wyznaczonego przedziału.

W ramach rozsądnego obniżania kosztów zrezygnowaliśmy z łazienki przy małżeńskiej sypialni (mamy po jednej na każdej kondygnacji), a zamiast sauny (była w projekcie) woleliśmy mieć większą pralnię, z garderobą i aneksami gospodarczymi.

Oszczędności oszczędnościami, ale gdy przyszedł czas na wybór technologii i materiałów budowlanych, postawiliśmy na solidność, a nie na "taniość". Zastosowaliśmy ceramiczne materiały (pustaki i dachówkę), nie bacząc na ich wysoką cenę. Nie żałowaliśmy również środków na staranne ocieplenie budynku. Fundamenty, podłogi i jednowarstwowe mury ociepliliśmy styropianem (wszędzie warstwą 10 cm), natomiast dach wełną mineralną (25 cm). Kupiliśmy również wysokiej klasy okna, by dobrze izolowały dom stojący w pełnym słońcu i na otwartej przestrzeni.

Co nam się udało, a co nie

Zaciągnięcie kredytu hipotecznego pozwoliło nieprzeciągać prac wykończeniowych. Z perspektywy czasu wiemy jednak, że popełniliśmy mały błąd, nie doszacowując wysokości kredytu (baliśmy się nadmiernego zadłużenia). W rezultacie, kiedy pieniądze z kredytu się skończyły, musieliśmy korzystać z wysokooprocentowanych kart kredytowych.

Odetchnęliśmy z ulgą, kiedy rok temu nasz dom przyłączono nareszcie do sieci gazu ziemnego - choć przyłącze było kosztowne (15 tys. zł). Wcześniej ogrzewaliśmy wodę i wnętrza olejem opałowym, co niosło za sobą olbrzymie koszty - aż 12 500 zł rocznie, mimo dogrzewania wnętrz kominkiem (w proporcji 4:1). Ponieważ traktujemy dom jako docelowy, opłacało się nam zainwestować w najwygodniejszy i w miarę tani nośnik ciepła, jakim jest gaz. Niedawno zmodernizowaliśmy także istniejący kominek z żeliwnym wkładem.

Zamontowaliśmy rury rozprowadzające ciepło (rozłożone na strychu) do pomieszczeń na poddaszu. Wcześniej bardzo nam tego brakowało, szczególnie w pokojach dzieci. Teraz zamierzamy częściej palić w kominku, tym bardziej że drewno otrzymujemy za darmo, od rodziny z dużym sadem.

Z niecierpliwością czekamy na przyłączenie sieci kanalizacyjnej (będzie wkrótce budowana), ponieważ wywożenie ścieków z szamba jest prawdziwą zmorą. Liczymy na to, że koszty utrzymania domu spadną wówczas o kolejne 2-3 tysiące - bo teraz ścieki wywozimy aż dwa razy w miesiącu. Na dodatek spore oddalenie budynku od głównej drogi oraz brak szerokiej utwardzonej drogi wewnętrznej powodują, że zimą ciężarówki (z olejem lub szambiarki) mają kłopoty z dojazdem na posesję, co naraża nas na dodatkowe koszty.

Nie czekamy natomiast na sieć wodociągową. Istniejąca studnia daje nam niezależność i w pełni zaspokaja nasze potrzeby.

Koszty utrzymania domu chcemy dodatkowo obniżyć poprzez zamontowanie kolektorów słonecznych. Zużywamy dużo ciepłej wody, więc instalacja solarna na pewno będzie opłacalna

Zobacz także

ZOBACZ TEŻ WIDEO

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX