Zaufanie do dobrej architektury
05.05.2011
, aktualizacja: 02.03.2012 12:27
Budynek wykończono trzema rodzajami kamienia - piaskowcem, trawertynem i basaltiną - oraz drewnem. Charakterystycznym elementem elewacji jest kamienna "ściana-rama" nadająca sylwetce monumentalny charakter
Zainteresowanie inwestorów współczesną architekturą i ich zaufanie do projektantów zaowocowały udaną realizacją. Właściciele, choć początkowo mieli trochę wątpliwości do projektu, dziś są zadowoleni ze swojego domu. I bardzo z niego dumni.

Fot. Hanna Długosz
Jałowiec zdobiący powierzchnię tarasu posadzono bezpośrednio w gruncie

Fot. Hanna Długosz
Spojrzenie z antresoli na część wypoczynkową. Na pierwszym planie komin wolno stojącego kominka

Fot. Hanna Długosz
Wyjście na taras; w głębi schody na drugą kondygnację i kuchnia. Przestrzeń komunikacyjna płynnie łączy się z innymi pomieszczeniami parteru

Fot. Hanna Długosz
Warto mieć świadomość, że naturalne elementy wykończenia zastosowane w budynku, takie jak drewno i kamienie - potrzebują ciągłej pielęgnacji

Fot. Hanna Długosz
Nad garażem powstały dwa duże pomieszczenia mieszkalne z oknami o imponującej wielkości
ZOBACZ TAKŻE
- Dom z miejscem na biznes (05-07-10, 12:00)
- Co to za dom (05-01-05, 12:00)
- Doświadczenia właścicieli (01-01-05, 12:00)
To nie był typowy projekt. Wymagał wielu nowatorskich rozwiązań technicznych, a także szczególnie starannego wykonawstwa, co znacznie wydłużyło proces inwestycyjny.
- Gdyby tak bardzo mi się nie spodobał, nie zdecydowałbym się na realizowanie go z mozołem i na czteroletnie oczekiwanie na finał - opowiada gospodarz. - O tym, jak wielką wagę przywiązywaliśmy do każdego szczegółu, świadczy fakt, że nie korzystaliśmy z pośredników oferujących materiały wykończeniowe. W towarzystwie projektantów jeździliśmy do Włoch i na miejscu, u włoskich producentów, osobiście wybieraliśmy materiały potrzebne do wykończenia domu.
Wzorem najlepszych
Właściciel wspomina, jak będąc kiedyś w Barcelonie, kupił album poświęcony jednemu z najwybitniejszych architektów dwudziestego wieku Frankowi Lloydowi Wrightowi i zachwycił się jego koncepcjami. Kiedy więc zdecydował się na budowę domu i doszło do pierwszego spotkania z architektami, nasz gospodarz - jak opowiada - przywołał nazwisko Wrighta i jego architekturę, uznając, że właśnie wrightowskie zapatrywania na dom i formę są zbieżne z jego osobistymi wyobrażeniami na temat rodzinnej siedziby.
- Wkrótce potem, kiedy architekci przedstawili mi projekt mojego domu, zdziwiłem się. W moim odczuciu był on kompletnie odmienny od tego, co widziałem w albumie z Barcelony. Na moje pytanie: A gdzie w tym Wright?, architekci odpowiedzieli z przekonaniem, że w duchu tego projektu, w sposobie podejścia do architektury... Postanowiłem im zaufać - opowiada właściciel. W ten sposób projekt autorstwa Joanny Lengiewicz-Charkiewicz i Roberta Charkiewicza zyskał aprobatę przyszłych domowników.
- Jestem wielkim zwolennikiem współczesnej architektury, dlatego doceniłem bryłę budynku łączącego piękno z funkcjonalnością - dodaje gospodarz.
Wygoda i swoboda dla siedmiorga osób
Inwestorzy wespół z projektantami domu bardzo starannie określili funkcje poszczególnych stref i pomieszczeń domu. Było to ważne szczególnie ze względu na wielkość rodziny, dla której dom powstawał. Składa się ona obecnie z siedmiu osób, w tym dwóch dojrzałych młodzieńców, ośmioletniej córki i jej jednorocznych bliźniaczych siostrzyczek.
Chodziło z jednej strony o wykreowanie rozległej przestrzeni sprzyjającej rodzinnej integracji, zaś z drugiej o stworzenie mieszkańcom możliwości znalezienia obszarów indywidualnego azylu.
Dlatego dom podzielono na dwie części. Na parterze mieszczą się salon, jadalnia, dwie kuchnie, jacuzzi, obszerne patio, a także apartament państwa domu z łazienką i garderobą oraz garaż. Na piętrze zaprojektowano pięć sypialni z dużą łazienką.
Pomieszczenia jadalni, salonu i jacuzzi stanowią wspólną przestrzeń o rozległej perspektywie, powiększoną o obszerne patio. Dochodzi do tego podręczna, utrzymana w minimalistycznej stylistyce kuchnia, łącząca się przez oszklone drzwi z kuchnią główną. Na tym poziomie znajdują się też gabinet i sypialnia państwa domu z łazienką i garderobą oraz garaże. Budynek jest niepodpiwniczony.
Otwarty na naturę
Forma domu zwraca uwagę oryginalnością. Zgeometryzowane struktury jego fragmentów - o zróżnicowanej wysokości, kryjące poszczególne pomieszczenia - łączy przecinająca środek budynku, wyraźnie zaznaczona w jego sylwetce konstrukcyjna ściana. Tak bogate rozrzeźbienie i związany z tym efekt światłocienia nadaje tej z założenia surowej postmodernistycznej architekturze wiele malowniczości. Wrażenie wzmacnia jeszcze okładzina ścian budynku, na którą składają się różne gatunki kamienia i egzotyczne drewno.
Dzięki portfenetrowym otworom okiennym i przeszklonym ścianom cały dom jest otwarty na otaczający go ogród.
- Pytają nas niekiedy ludzie, czy nie jest dla nas krępujące takie eksponowanie życia codziennego, wystawianie go na widok publiczny - przyznają właściciele. - Kto by jednak miał nas podglądać i po co? W Holandii od setek lat parterowe okna mieszczańskich kamienic są pozbawione zasłon, bowiem mieszkańcy tym samym podkreślają, że nie mają nic do ukrycia. Podobnie jest z nami. Poza tym dom jest tak zaprojektowany, że od strony ulicy zajrzeć do wnętrz wcale nie jest łatwo.
Budynek otacza ogród, skomponowany wspólnymi siłami przez biegłego w tej sztuce współpracownika twórców domu, a także przez samych architektów. Podobnie jak rodzinna siedziba utrzymany jest w zdyscyplinowanej formie. Nie ma tu tradycyjnych szpalerów tui albo cisów, posadzonych zwykle wzdłuż ogrodzenia, jest za to pole specjalnie w tym miejscu wysianej, wspaniale pachnącej i kolorowej lawendy. Miejsca zacienione wypełnia barwinek, niewymagający żadnych szczególnych zabiegów pielęgnacyjnych. Całości dopełnia stary dąb rosnący w otoczeniu posadzonych przez inwestorów młodych drzew.
Według relacji właścicieli mieszka się tutaj wspaniale. W domu pełno jest powietrza i światła. Sprawdziły się wszystkie budowlane i konstrukcyjne pomysły architektów. I co ciekawe - niektóre z nich domownicy, jak sami przyznają, zauważyli i docenili dopiero w trakcie eksploatacji budynku.
- Ten dom nas nieustannie zachwyca i ciągle odkrywamy w nim jakieś jego nowe walory - podkreślają z prawdziwą dumą właściciele. - Teraz podoba się nam nawet znacznie bardziej niż wtedy, kiedy oglądaliśmy go jako projekt, i gdy potem, po latach oczekiwań, wchodziliśmy w jego progi.
- Gdyby tak bardzo mi się nie spodobał, nie zdecydowałbym się na realizowanie go z mozołem i na czteroletnie oczekiwanie na finał - opowiada gospodarz. - O tym, jak wielką wagę przywiązywaliśmy do każdego szczegółu, świadczy fakt, że nie korzystaliśmy z pośredników oferujących materiały wykończeniowe. W towarzystwie projektantów jeździliśmy do Włoch i na miejscu, u włoskich producentów, osobiście wybieraliśmy materiały potrzebne do wykończenia domu.
Wzorem najlepszych
Właściciel wspomina, jak będąc kiedyś w Barcelonie, kupił album poświęcony jednemu z najwybitniejszych architektów dwudziestego wieku Frankowi Lloydowi Wrightowi i zachwycił się jego koncepcjami. Kiedy więc zdecydował się na budowę domu i doszło do pierwszego spotkania z architektami, nasz gospodarz - jak opowiada - przywołał nazwisko Wrighta i jego architekturę, uznając, że właśnie wrightowskie zapatrywania na dom i formę są zbieżne z jego osobistymi wyobrażeniami na temat rodzinnej siedziby.
- Wkrótce potem, kiedy architekci przedstawili mi projekt mojego domu, zdziwiłem się. W moim odczuciu był on kompletnie odmienny od tego, co widziałem w albumie z Barcelony. Na moje pytanie: A gdzie w tym Wright?, architekci odpowiedzieli z przekonaniem, że w duchu tego projektu, w sposobie podejścia do architektury... Postanowiłem im zaufać - opowiada właściciel. W ten sposób projekt autorstwa Joanny Lengiewicz-Charkiewicz i Roberta Charkiewicza zyskał aprobatę przyszłych domowników.
- Jestem wielkim zwolennikiem współczesnej architektury, dlatego doceniłem bryłę budynku łączącego piękno z funkcjonalnością - dodaje gospodarz.
Wygoda i swoboda dla siedmiorga osób
Inwestorzy wespół z projektantami domu bardzo starannie określili funkcje poszczególnych stref i pomieszczeń domu. Było to ważne szczególnie ze względu na wielkość rodziny, dla której dom powstawał. Składa się ona obecnie z siedmiu osób, w tym dwóch dojrzałych młodzieńców, ośmioletniej córki i jej jednorocznych bliźniaczych siostrzyczek.
Chodziło z jednej strony o wykreowanie rozległej przestrzeni sprzyjającej rodzinnej integracji, zaś z drugiej o stworzenie mieszkańcom możliwości znalezienia obszarów indywidualnego azylu.
Dlatego dom podzielono na dwie części. Na parterze mieszczą się salon, jadalnia, dwie kuchnie, jacuzzi, obszerne patio, a także apartament państwa domu z łazienką i garderobą oraz garaż. Na piętrze zaprojektowano pięć sypialni z dużą łazienką.
Pomieszczenia jadalni, salonu i jacuzzi stanowią wspólną przestrzeń o rozległej perspektywie, powiększoną o obszerne patio. Dochodzi do tego podręczna, utrzymana w minimalistycznej stylistyce kuchnia, łącząca się przez oszklone drzwi z kuchnią główną. Na tym poziomie znajdują się też gabinet i sypialnia państwa domu z łazienką i garderobą oraz garaże. Budynek jest niepodpiwniczony.
Otwarty na naturę
Forma domu zwraca uwagę oryginalnością. Zgeometryzowane struktury jego fragmentów - o zróżnicowanej wysokości, kryjące poszczególne pomieszczenia - łączy przecinająca środek budynku, wyraźnie zaznaczona w jego sylwetce konstrukcyjna ściana. Tak bogate rozrzeźbienie i związany z tym efekt światłocienia nadaje tej z założenia surowej postmodernistycznej architekturze wiele malowniczości. Wrażenie wzmacnia jeszcze okładzina ścian budynku, na którą składają się różne gatunki kamienia i egzotyczne drewno.
Dzięki portfenetrowym otworom okiennym i przeszklonym ścianom cały dom jest otwarty na otaczający go ogród.
- Pytają nas niekiedy ludzie, czy nie jest dla nas krępujące takie eksponowanie życia codziennego, wystawianie go na widok publiczny - przyznają właściciele. - Kto by jednak miał nas podglądać i po co? W Holandii od setek lat parterowe okna mieszczańskich kamienic są pozbawione zasłon, bowiem mieszkańcy tym samym podkreślają, że nie mają nic do ukrycia. Podobnie jest z nami. Poza tym dom jest tak zaprojektowany, że od strony ulicy zajrzeć do wnętrz wcale nie jest łatwo.
Budynek otacza ogród, skomponowany wspólnymi siłami przez biegłego w tej sztuce współpracownika twórców domu, a także przez samych architektów. Podobnie jak rodzinna siedziba utrzymany jest w zdyscyplinowanej formie. Nie ma tu tradycyjnych szpalerów tui albo cisów, posadzonych zwykle wzdłuż ogrodzenia, jest za to pole specjalnie w tym miejscu wysianej, wspaniale pachnącej i kolorowej lawendy. Miejsca zacienione wypełnia barwinek, niewymagający żadnych szczególnych zabiegów pielęgnacyjnych. Całości dopełnia stary dąb rosnący w otoczeniu posadzonych przez inwestorów młodych drzew.
Według relacji właścicieli mieszka się tutaj wspaniale. W domu pełno jest powietrza i światła. Sprawdziły się wszystkie budowlane i konstrukcyjne pomysły architektów. I co ciekawe - niektóre z nich domownicy, jak sami przyznają, zauważyli i docenili dopiero w trakcie eksploatacji budynku.
- Ten dom nas nieustannie zachwyca i ciągle odkrywamy w nim jakieś jego nowe walory - podkreślają z prawdziwą dumą właściciele. - Teraz podoba się nam nawet znacznie bardziej niż wtedy, kiedy oglądaliśmy go jako projekt, i gdy potem, po latach oczekiwań, wchodziliśmy w jego progi.
Zapisz się na NEWSLETTER. Co tydzień najnowsze wiadomości o budowie, remoncie i wykańczaniu wnętrz w Twojej poczcie e-mail: Zobacz przykład
>Zobacz także »
PRZED DECYZJĄ
BUDOWA i REMONT
INSTALACJE
KONTAKT Z REDAKCJĄ
- ul. Czerska 8/10
- 00-732 Warszawa
- ladnydom@agora.pl


więcej zdjęć











