Potop w domu z drewna

Liliana Jampolska

Nowi właściciele starego drewnianego domu przystosowali go do całorocznego użytkowania. Nie zdążyli się jednak nim nacieszyć, bo pod ich nieobecność dom odwiedzili złodzieje.

Nieznani sprawcy, zapewne rozczarowani, że udało się im znaleźć tylko drobne przedmioty, próbowali ukraść z łazienki na poddaszu elektryczny podgrzewacz wody. Wprawdzie urządzenia nie udało się im wymontować, ale zdążyli odłączyć je od rury doprowadzającej wodę.

Gdy rankiem następnego dnia Jerzy zajechał przed dom, usłyszał szum wody. Na początku nie zorientował się, że to wodospad wewnątrz domu. Chwilę kręcił się jeszcze wokół budynku i dopiero przez okno zobaczył, że z sufitu kapie woda.

- Wbiegłem do środka i już na progu zobaczyłem kałuże - opowiada Jurek. - Pierwsza myśl: woda może być pod prądem. Natychmiast odłączyłem elektryczność w skrzynce z bezpiecznikami przy drzwiach wejściowych.

Po odłączeniu prądu hydrofor przestał pompować wodę, więc szum ustał. Jurek wszedł na górę i dopiero wtedy odkrył przyczynę awarii.

Pół domu pod wodą

  • Na poddaszu. Zalana była jedna strona poddasza - łazienka i otwarty na klatkę schodową pokój rodzinny. Suche pozostały dwie sypialnie w przeciwległym skrzydle budynku.

    Wypływająca z instalacji woda znalazła ujście w łazience przy rurze kanalizacyjnej, na klatce schodowej oraz w szparach na styku podłóg drewnianych i ścian. Na początku Jerzy miał nadzieję, że woda nie dostała się do wnętrza stropu drewnianego, ponieważ deski podłogowe, choć jeszcze niewykończone, były bardzo ściśle ułożone. Niestety, pod podłogę spłynęło mnóstwo wody, deski też całkowicie nią nasiąkły.

  • Na parterze. Najwięcej wody zgromadziło się w korytarzu, łazience i kuchni; długimi jęzorami wpłynęła też do pokoju dziennego. Drewniane podłogi były tu już wykończone woskiem, a w korytarzu i łazience - terakotą. Na szczęście woda nie stała tam długo - spływała na piasek wypełniający przestrzeń między fundamentami. Znalazła ujście w dwóch miejscach - tam, gdzie miał stanąć kominek z żeliwnym wkładem i pod schodami, gdzie był umieszczony hydrofor.

    Niestety, są duże straty

    Jurek kilkanaście godzin zbierał wodę - najpierw szuflą do śniegu, potem ścierkami - i próbował ocenić straty. Złodzieje ukradli tylko drobiazgi, za to woda poczyniła w budynku poważne szkody. Ucierpiała też kolekcja starych mebli, które Jurek z żoną kupowali od znajomych i na targach staroci - naturalne kleje, jakimi dawniej sklejano szafy czy komody, nie wytrzymały kontaktu z wodą. Nie pozostało nic innego, jak oddać je w ręce specjalisty, który by je starannie posklejał. Na szczęście zalanie ominęło nową instalację elektryczną i nigdzie nie było zwarcia.

    Najgroźniejsze wydawało się zalanie wygłuszenia stropu nad parterem.

    - Na początku wbrew logice miałem nadzieję, że woda nie dostała się do stropu - przyznaje Jurek. - Niestety, kiedy między deski podsufitki wbiłem gwóźdź, chlusnęła woda. Widocznie przebiłem folię, na której między belkami ułożona była wełna mineralna. Nie chciałem już nawet myśleć o podłodze na parterze i o płytach gipsowo-kartonowych na ścianach. Na razie zastanawiałem się, którędy dotrzeć do wody zamkniętej w stropie - od góry czy od dołu.

    Na ratunek domowi

    Jurek w pierwszym odruchu pomyślał, że zwróci się po radę do cieśli, który składał jego dom. Pan Wiesław Androsiuk zareagował fantastycznie - przyjechał z Janowa Podlaskiego już następnego dnia i wspólnie z właścicielami zabrał się do ratowania domu.

    Najpierw strop. Pan Wiesław zdecydował, że dla wygody domowników strop trzeba odkryć od dołu, dzięki czemu na poddaszu pozostanie nienaruszona podłoga i będzie można ją użytkować. Usuwanie drewnianej podsufitki rozpoczął od skrajnej deski przy ścianie w kuchni. Zniszczył tylko tę jedną deskę, gdyż pozostałe, montowane na wpust i pióro, dały się wyjąć bez trudu. Niestety, niektóre z nich trzeba było od razu wyrzucić. Te, które nadawały się do ponownego użycia, ułożono w stodole, by wyschły.

    W wysuszonych deskach trzeba było potem uzupełniać ubytki i ponownie je ostrugać. W tym celu cieśla postanowił zabrać je do Janowa Podlaskiego.

    W miejscu, gdzie usunięto pierwsze deski, nad głowami ratowników ukazała się wybrzuszona folia. Pech, że właśnie folię ułożono tu jako zabezpieczenie przed pyleniem wełny, bo uniemożliwiła odpływ wody, przez co wełna kompletnie nią nasiąkła. Zamiast folii wystarczyło ułożyć papier, który ochroniłby pomieszczenie na parterze przed pyłem mineralnym, ale nie zatrzymałby wody.

    Folię przecięto, wodę wylano do stojącego na podłodze dziecięcego nadmuchiwanego basenu, a następnie wyjęto mokrą wełnę. Po usunięciu podsufitki, wełny mineralnej i folii odsłonięto drewniane belki stropu oraz deski podłogowe na poddaszu. Aby umożliwić ich wysychanie, w domu przez całe lato otwierano okna i drzwi.

    Ściany działowe na parterze. W pokoju dziennym były w dobrym stanie, ale w kuchni i korytarzu woda spowodowała napuchnięcie drewnianej konstrukcji, do której były przymocowane płyty gipsowo-kartonowe. Miejsca łączenia płyt popękały, a ich wierzchołki rozmiękły.

    Za radą fachowca właściciele postanowili nie zdejmować płyt, lecz je dokładnie wysuszyć, a następnie zaszpachlować ubytki i nierówności, po czym ściany ponownie pomalować.

  • Strop parteru (nad przestrzenią wentylowaną) odkrywano od góry, przecinając deski podłogowe wzdłuż legarów, aby większość można było ponownie przymocować. Deski zdejmowano tylko w tych miejscach, gdzie zgromadziło się najwięcej wody, a które w przyszłości będą zasłonięte, na przykład szafkami kuchennymi. Dlatego otwory wykonano w trzech narożnikach w kuchni, na styku korytarza i łazienki oraz przy trzonie kominowym od strony pokoju dziennego. Na szczęście nigdzie tam woda nie dostała się do ocieplenia dzięki temu, że na wełnie ułożona była izolacja przeciwwilgociowa.

    Podwaliny budynku i dolne partie ścian - przez wycięte otwory sprawdzono również te elementy budynku. Podwaliny były suche, ale dolne partie płyt gipsowo-kartonowych zamokły.

    Stan stropu między górną i dolną łazienką sprawdzono od góry, bo łazienka na dole była całkowicie wykończona (miała sufit z płyt gipsowo-kartonowych). W tym celu, podobnie jak na parterze, w podłodze wycięto prostokątny otwór, przez który można było usunąć mokrą wełnę, a konstrukcję stropu odkryć do wyschnięcia.

    Odetchnąć z ulgą... za wcześnie

    Jurek, zadowolony, że podłoga na parterze i jej ocieplenie są w dobrym stanie, otworzył wszystkie kratki wentylacyjne pod podłogą i przez kilka miesięcy nie zabudowywał otworów wyciętych w podłodze.

    Wydawało się, że wystarczy już tylko czekać, aż dom wyschnie, by móc zabrać się do jego remontowania. Niestety, po trzech tygodniach Jurek odkrył kolejne zniszczenia będące skutkami zalania. Okazało się, że popękała terakota ułożona w łazience na parterze, a zamontowane tam elektryczne ogrzewanie podłogowe jest uszkodzone.

    Ponieważ woda spływała z góry po ścianach łazienki, uszkodziła również okładzinę z płytek przyklejonych do wodoodpornych płyt gipsowo-kartonowych. W kilku miejscach płytki poodpadały, co sygnalizowało większe zniszczenia. Łazienka na dole wymagała więc kapitalnego remontu.

    Uwaga: Wodoodporne płyty gipsowo-kartonowe służą do pokrywania ścian i sufitów w pomieszczeniach o podwyższonej wilgotności. Wodoodporność nie oznacza odporności na zawilgocenie lub bezpośredni kontakt z wodą, powodujący spadek wytrzymałości i paczenie się płyt.





      Więcej o:

    Skomentuj:

    Potop w domu z drewna