Konsekwencje kształtu dachu

Dach - chroni dom przed opadami, wiatrem, zimnem i słońcem. W bardzo dużym stopniu decyduje też o jego architekturze.
Stromy czy płaski, dominujący w bryle budynku czy będący raczej tłem? Rozrzeźbiony, a może najprostszy dwuspadowy? Z lukarnami, "wolimi oczkami" albo modnymi oknami kolankowymi? Kryty strzechą, dachówką, gontem czy blachą? Z zielenią czy tarasem? Tylko pozornie mamy przed sobą aż tyle możliwości wyboru. W rzeczywistości forma dachu i sposób jego wykończenia są zdeterminowane przez tak wiele warunków, że swoboda inwestora staje się bardzo ograniczona. Najważniejszym czynnikiem wpływającym na wybór kształtu dachu są otoczenie i uregulowania prawne - czasem miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego lub decyzja o warunkach zabudowy określają precyzyjnie kąt nachylenia dachu. Nie mamy wtedy zbyt dużego pola do zmian. Warto więc nawet przed kupnem działki sprawdzić, czy w zaleceniach dla upatrzonej lokalizacji nie znajdują się takie obostrzenia. Jeśli opowiadamy się kategorycznie za konkretnym stylem architektonicznym, lokalne prawo może być przykrą niespodzianką.

Góralszczyzna nad morzem, czyli o czym zapominają Polacy

Zdarza się, że podpatrzony gdzieś detal, rozwiązanie, cała bryła budynku tak nam zapadają w pamięć i serce, że postanawiamy zastosować je we własnym domu. W ten sposób kształty połaci dachowych, formy szczytów czy zdobienia drewnianych elementów konstrukcji wynikające z wieloletnich tradycji regionu przenoszone są bez zastanowienia setki kilometrów w zupełnie nowe miejsce, gdzie nijak nie pasują do lokalnych warunków. Skutek jest taki, że dziś na każdym kroku jesteśmy epatowani na przykład bardzo stromymi góralskimi dachami, które pozbawione swojego tradycyjnego środowiska wyglądają bardziej groteskowo niż ładnie.

W pogoni za indywidualnością nie należy zapominać o związku architektury z otoczeniem, i o tym, że ważniejszy od zachwytu nad konkretną formą powinien być szacunek do regionalnych zwyczajów. Przypomnijmy sobie, ileż uroku mają choćby dawne mazurskie wsie! A co je charakteryzuje? Przede wszystkim jednolity wygląd: wszystkie budynki zbudowane są z tego samego materiału, mają taki sam kształt dachu, pokrywa je dachówka tego samego koloru, a kominy i szczyty są podobnie wykończone.

Dzisiaj, niestety, raczej nikt nie zmusi indywidualnego inwestora, żeby zbudował dom z identycznym dachem co sąsiad, ale można zadbać chociaż o nawiązanie do stylu, jaki panuje w regionie.

Szukamy własnych korzeni, odnajdujemy przodków, zbieramy rodzinne historie - dlaczego nie mielibyśmy w podobny sposób potraktować ziemi, na której stanie nasz dom? Rozważając czysto teoretycznie kwestie dachu własnego domu, warto wziąć pod uwagę historyczne "podpowiedzi". Jednak nawet tam, gdzie śladów regionalnej tradycji brakuje, nie czujmy się zwolnieni z obowiązku pozostawania wrażliwym na kształt architektoniczny naszego otoczenia. To jego uroda może bowiem za kilka lat zadecydować o wartości naszego domu i o cenie ziemi w okolicy. Zanim podejmiemy decyzje o wyborze konkretnego projektu, popatrzmy na otaczającą zabudowę i postarajmy się uwzględnić jej charakterystyczne cechy w bryle naszego przyszłego domu.

Kwestia stylu - istotna, ale nie najważniejsza

Przyjęło się uważać, że dachy spadziste - zwłaszcza te kryte dachówką i przypominającymi ją materiałami - nadają budynkom charakter tradycyjny, natomiast dachy płaskie, podkreślające geometryczny, prosty kształt bryły domu, sygnalizują zamiłowanie właścicieli do nowoczesności. I rzeczywiście, często to przekonanie się sprawdza. Jednak oprócz czysto stylistycznych preferencji, przy wyborze typu dachu kierować należy się względami funkcjonalnymi.

Dach spadzisty to dobre rozwiązanie wówczas, gdy powierzchnia działki nie pozwala na swobodne kształtowanie bryły, i aby zmieścić wszystkie zaplanowane pomieszczenia, nie sposób uniknąć kolejnej kondygnacji. Dach spadzisty pozwala na częściowe jej ukrycie i optyczne obniżenie budynku.

Skośne połacie ułatwiają szybsze, naturalne odprowadzenie wody opadowej i śniegu - zmniejsza się też ryzyko przecieku.

Dwuspadowy dach o nachyleniu połaci 35-45° to optymalny model ze względu na relacje pomiędzy łatwością budowy, kosztami wykonania oraz uzyskaną powierzchnią użytkową na poddaszu.

Dach płaski (o nachyleniu połaci nie przekraczającym 5°) jest chętnie stosowany, gdy trzeba nadać domowi nowoczesne kształty i formy. Ogromne, rozległe, parterowe rezydencje przykryte płaskimi powierzchniami, ze szklanymi ścianami, zwykle ładniej wtapiają się w naturalny krajobraz niż pseudotradycyjne budynki o dużej kubaturze przekryte wielkimi spadzistymi płaszczyznami. Czasem warto taki dach zastosować również na małej działce miejskiej z gęstą zabudową. Zaletą płaskiego dachu stanie się wtedy pełna wysokość pomieszczeń na ostatniej kondygnacji, a często też niższe koszty budowy.

Płaski dach przydaje się, gdy planujemy urządzenie na nim tarasu lub dodatkowego ogrodu. Na niedużej działce dachy porośnięte roślinnością mogą też pomóc rozwiązać problem zachowania wymaganej powierzchni biologicznie czynnej (połowę powierzchni zielonego tarasu na dachu można wliczyć do niezabudowanej powierzchni ogrodu; zdarza się, że ta dodatkowa połać trawnika może zdecydować o możliwości zabudowy!).

W miastach zielone dachy przejmują część funkcji terenów zielonych, pochłaniając dwutlenek węgla i wydzielając tlen. Zatrzymują kurz, magazynują wodę opadową oraz nawilżają powietrze. Mają też znakomite własności termoizolacyjne, które wpływają na mikroklimat wewnątrz budynku; latem przeciwdziałają przegrzaniu, a zimą chronią przed utratą ciepła (różnice temperatur na dachach zielonych dochodzą do ok. 30°C w skali roku, a na dachach konwencjonalnych - nawet do 100°C).

Zielone dachy mają też i swoje wady: ich ciężar dochodzi niekiedy do 500 kg/m2, ich izolacje mogą zostać przebite przez korzenie roślin, są też niestety dość drogie.

Nie poleca się stosowania płaskich dachów w tych regionach kraju, gdzie opady śniegu są długie i obfite, a pokrywa śnieżna utrzymuje się długo.

Dobre proporcje, czyli jak powalczyć o sukces

Często się zdarza, że przypatrując się konkretnemu budynkowi, nie potrafimy powiedzieć, co sprawia, że nam się podoba. Tymczasem najczęściej tajemnica tkwi we właściwych proporcjach pomiędzy wszystkimi tworzącymi go elementami. Ściany, cokoły, otwory, detale i do tego dach zgrane ze sobą ze z góry narzuconym porządkiem mają szansę stworzyć sensowną, atrakcyjną całość.

By dach "siedział" na domu jak dobrze dobrana do głowy czapka, trzeba tylko (i aż!) przestrzegać kilku podstawowych zasad kompozycji.

Relacje pomiędzy dachem a ścianą. W przypadku najpopularniejszego w Polsce dachu spadzistego ważne jest staranne wyważenie wielkości głównych płaszczyzn tworzących bryłę domu. Niekorzystnie będzie wyglądała zarówno wielka jasna ściana nakryta paseczkiem ciemnego dachu, jak i wąski jej skrawek przytłoczony ciężkim, rozbudowanym zadaszeniem, często kryjącym po kilka kondygnacji mieszkalnych.

Kwestia kolorystyki. Przemyślane zestawienia kolorów poszczególnych elementów budynku (ścian, cokołów, ogrodzenia, podjazdów, balustrad, bram i dachów właśnie) mogą optycznie poprawić nienajlepsze proporcje domu - mimo że wielkości płaszczyzn pozostaną niezmienione, to ich odbiór będzie korzystniejszy. Pamiętajmy więc, że: barwy jasne optycznie powiększają płaszczyzny, jaskrawym kolorem podkreślamy coś atrakcyjnego w bryle, ciemny cokół "przyciąga" budynek do ziemi, ciemny dach wydaje się większy i "cięższy" niż jest, brzydki element można ukryć, nadając mu kolor tła, a otoczenie też ma swój kolor, co należy uwzględnić, dobierając barwy materiałów wykończeniowych.

Wielkość i zasięg okapów. Dach tradycyjnego polskiego domu z reguły wystawał znacznie poza obrys ścian (miał duże okapy), ale towarzyszył mu spory pas ścian nad oknami. Taka zasada powinna obowiązywać i dzisiaj. W przeciwnym razie zbyt duże okapy, w założeniu mające optycznie obniżać budynek, przesłaniają okna na parterze i dają efekt, który złośliwi projektanci nazywają niezbyt elegancko efektem "domku bez czółka".

Równie karykaturalnie - niczym wciśnięty na siłę za mały kapelusik - wyglądają zbyt wysokie ścianki kolankowe, przesadnie odsłaniające przestrzeń nad oknami parteru.

Kominy, czyli uwaga na sterczące dodatki. Im bardziej skomplikowana bryła dachu, tym trudniej coś na nim zamontować, przebić i prawidłowo wykończyć otwory. Elementami, które przysparzają nie lada kłopotów, są kominy. Ich liczba, wielkość i rozmieszczenie mają ogromne znaczenie dla wyglądu budynku (są istotną dominantą i elementem charakterystycznym). Kominy mogą i powinny stać się ozdobą. W tym celu, na etapie projektowania należy zastanowić się, gdzie i ile będzie potrzeba przewodów kominowych, a następnie spróbować uczynić z nich interesujący detal związany z dachem. Można na przykład usytuować blok kominowy (kilka przewodów zgrupowanych razem) przy ścianie zewnętrznej i przez wykończenie go innym materiałem nadać mu cechy rzeźby i głównego detalu dekoracyjnego.

Największym niebezpieczeństwem dla dachu jest las pojedynczych, wąskich i wysokich "pałeczek". Oszpecą one i ośmieszą nawet najpiękniejszą bryłę.

Okna, czyli widok na niebo. Stromy dach najczęściej skrywa użytkowe poddasze, które koniecznie trzeba doświetlić.

Okna w dachu powinny bezwzględnie stanowić spójną kompozycję. Przypadkowo rozmieszczone różnej wielkości otwory to niestety częsty widok w polskim krajobrazie.

Oczywiście oprócz estetyki należy zadbać o względy praktyczne, czyli prawidłowe osadzenie i uszczelnienie otworów. Wykonanie obróbek wokół okien oddzielanych zbyt wąskimi pasami pokrycia dachowego jest szalenie trudne. Na dodatek z dołu zamiast dachu widać same "momenty przejściowe".

Tymczasem mamy do wyboru wiele możliwości doświetlenia przestrzeni pod dachem, warto je dobrać pod kątem urody budynku.

Przeszklenia w szczycie domu. W dachu dwuspadowym naturalną metodą doświetlenia poddasza jest umieszczenie okien po prostu w pionowej ścianie szczytu. Nie mają one wtedy żadnego wpływu na konstrukcję i wygląd dachu, a wpuszczają dużo światła dziennego. Czasem jednak nie wystarczają do prawidłowego oświetlenia całej przestrzeni poddasza.

Lukarny. To drewniane nadbudówki wystające z połaci dachu, z pionową ścianką czołową, w której umieszczone jest okno, pionowymi ściankami bocznymi, przykryte daszkiem jedno- lub dwuspadowym. Ich konstrukcja wspiera się na więźbie dachowej. Lukarny dość dobrze doświetlają pomieszczenia na poddaszu, pod warunkiem że ich szerokość jest większa od połowy szerokości pomieszczenia. Znacząco też powiększają przestrzeń poddasza. Często stają się ozdobą budynku, a ich dobrze dobrana wielkość urozmaica połać dachową.

Wole oczka. To lukarny, które mają półokrągły kształt i sprawiają wrażenie jakby "wypływały" falą z głównej połaci dachu. Są bardzo dekoracyjne, ale trudne do wykonania: mają skomplikowaną konstrukcję w całości opartą na więźbie dachowej - najłatwiej pokryć je elementami małoformatowymi (dachówką karpiówką, gontem, strzechą). Trudno wykończyć je od wewnątrz - nietypowy kształt wymaga precyzyjnie dopasowanych okładzin. To również podnosi koszty wykonania.

Okna połaciowe. Umieszczane w płaszczyźnie połaci dachowej, nie wymagają dodatkowej konstrukcji, są montowane w otworach między krokwiami dachu. Proste w wykonaniu, nadają się do większości dachów o skośnych połaciach. Jeśli chodzi o wygląd dachu - nie mają praktycznie żadnych walorów dekoracyjnych, ale nie pozostają bez wpływu na jego urodę. Niestarannie, przypadkowo rozmieszczone mogą zaburzyć proporcje połaci dachowej.

Okno połaciowe spełnia często funkcje wyłazu dachowego - otwiera się je wtedy na bok, zapewniając bezpieczne i wygodne wyjście na dach.

Okna kolankowe. Stanowią połączenie okna połaciowego z oknem w ścianie (montowane są w ścianie kolankowej i połaci) - dobrze doświetlają pomieszczenia i ładnie otwierają widok na zewnątrz. Jeśli ich umiejscowienie jest dobrze przemyślane, mogą również urozmaicić i ozdobić dach oraz całą bryłę domu, nadając mu nowoczesny charakter.

Rozbudowany dach - zwykle niepraktyczny

Potrzeba doświetlenia poddasza, a także rozrzeźbiony rzut budynku sprawiają, że dachy naszych domów, zamiast stanowić zgrabne proste konstrukcje, rozbudowują się w ciężkie i skomplikowane formy. Niestety, nie zwiastuje to niczego dobrego ani dla architektury budynku, ani dla kieszeni inwestora. Zatem uważajmy: wraz z urozmaiceniem bryły rosną koszty budowy, kłopoty wykonawcze i niebezpieczeństwo dużych strat ciepła na etapie eksploatacji; znacznie ogranicza się też wybór pokrycia. Decydując się na dom o rozbudowanych formach zadaszenia, pamiętajmy, że im bardziej skomplikujemy dach, tym więcej trzeba będzie zakupić elementów wykończeniowych i montażowych. Wraz z dachem powiększy się system rynien i rur spustowych. Na dodatek wszelkie lukarny, wykusze i inne krzywizny sprawią, że wykonanie niektórych pokryć stanie się nieopłacalne, bo przy układaniu elementów wielkoformatowych (blachy płaskie, faliste czy bitumiczne płyty faliste) na licznych, niewielkich i "połamanych" konstrukcjach dachowych powstaje dużo odpadów. Częste przycinanie może zaś obniżyć trwałość pokrycia. Na takim dachu lepiej stosować pokrycia z elementów małoformatowych, na przykład dachówek.

Pamiętajmy też, że w miejscu zetknięcia się nachylonych pod różnymi kątami połaci tworzą się bardzo nielubiane przez wykonawców i potem przez właścicieli "kosze", w których gromadzą się liście, śnieg i wszelkie inne zanieczyszczenia. To tam mogą się pojawić potencjalne nieszczelności i późniejsze przecieki. Dlatego w trakcie realizacji należy zwrócić szczególną uwagę na jakość ich wykonania.

Pokrycia dachowe, czyli nasze uzależnienia

Decyzja, czym ma być pokryty dach, zapada na etapie projektowania domu. I nie powinno się jej później zmieniać, bo może to pociągnąć za sobą poważne konsekwencje, włącznie z koniecznością ponownego zaprojektowania całej konstrukcji dachu.

To, jakie pokrycie wykończy dany dach, prócz kwestii estetycznych, jest zdeterminowane przez:

- kąt pochylenia dachu (im bardziej płaski dach, tym bardziej szczelne musi być pokrycie);

- stopień komplikacji bryły (duże płaszczyzny można kryć elementami wielkoformatowymi - np. arkuszami blachy, na małe płaszczyzny lepsze będą elementy małoformatowe, np. dachówka);

- oczekiwaną trwałość pokrycia (wiąże się to oczywiście z ceną, ale im trwalsze pokrycie, tym rzadziej się je konserwuje i wymienia);

- lokalne warunki klimatyczne (siłę wiatru, częstotliwość i natężenie opadów);

- obowiązujące zapisy w miejscowym planie;

- konstrukcję dachu i rodzaj pomieszczenia planowanego na ostatniej kondygnacji;

- sposoby i możliwości odprowadzenia wody z dachu;

- wymagania ochrony przeciwpożarowej;

- realne możliwości wykonawcze i finansowe inwestorów.

Od tego, jakie pokrycie wybierzemy, zależeć będzie:

- konstrukcja dachu i rozstaw jej elementów;

- elementy wstępnego krycia (pełne deskowanie i papa czy wysokoparoprzepuszczalna folia dachowa);

- system odwodnienia dachu, rodzaje obróbek;

- możliwości wykonania indywidualnych detali achitektonicznych.

Do wyboru mamy obecnie bardzo różnorodne pokrycia. Do tych najczęściej stosowanych należą:

- papa asfaltowa,

- gonty bitumiczne,

- blacha stalowa i aluminiowa,

- dachówki ceramiczne i cementowe,

- gonty drewniane,

- strzechy.

Warto wiedzieć, że producenci pokryć dachowych oferują dziś nie tylko pojedyncze elementy pokrycia, lecz całe systemy dachowe. I tak na przykład obok dachówek podstawowych dostępne są kształtowe - gąsiory, dachówki wentylacyjne, szczytowe, kalenicowe, antenowe, pod ławę kominiarską itp. oraz elementy uzupełniające: obróbki, taśmy, uszczelki wentylacyjne i grzebienie okapu. Takie systemowe rozwiązania ułatwiają i przyspieszają prace na budowie, można zaoszczędzić na robociźnie (nie trzeba np. ręcznie wykonywać obróbek blacharskich). Wszystkie elementy dodatkowe są jednak dość drogie i w rezultacie mogą podnieść koszt pokrycia.

Drobiazgi, które decydują o całości

Oprócz komina i okien, połać dachowa może być wyposażona w wiele różnych elementów, z których istnienia nie zawsze zdajemy sobie sprawę, a które są zwykle bardzo widoczne i mogą oszpecić pieczołowicie kształtowaną bryłę budynku. I tak: przy dachach stromych pojawiają się ławy kominiarskie oraz ażurowe stopnie pozwalające dostać się z drabiny przystawionej do ściany na szczyt dachu. Tam też umieszcza się wszelkiego typu anteny i nadajniki, czasem także przyłącza elektryczne. Nie dodają one, niestety, urody naszym dachom. Wręcz odwrotnie - dodatkowo je szpecą, jednak w niektórych regionach kraju wszelkiego rodzaju anteny są niezbędne do zachowania komunikacji ze światem. Jeśli jest taka możliwość - starajmy się je ukryć, montując w mniej widocznych miejscach.

Coraz więcej zwolenników znajdują też kolektory słoneczne, przypominające nieco wyglądem okna połaciowe. Warto wiedzieć, że są już na rynku gotowe systemy umożliwiające bezkolizyjne włączenie kolektorów w bryłę dachu. Jeśli więc przewidzimy ich montaż odpowiednio wcześnie, architekt może pokusić się o uczynienie z nich ciekawego detalu. Najczęściej jednak kolektory stanowią bardzo wątpliwą ozdobę połaci dachowych.

Szczęśliwie jest jeden "dachowy detal", który - choć nieprojektowany wcześniej - gdy się pojawi, witany będzie z radością. To bocianie gniazdo, ulubiona od wieków ozdoba polskiego domostwa, symbol powodzenia i rodzinnego szczęścia. Oby był jedynym nadprogramowym detalem dachu.

Zapisz się na NEWSLETTER. Co tydzień najnowsze wiadomości o budowie, remoncie i wykańczaniu wnętrz w Twojej poczcie e-mail: Zobacz przykład



Więcej o: