W pracowni: Magda Kazimierska

Arletta Liro, stylizacja Basia Dereń-Marzec

Nosi T-shirty i dżinsy. Bezpretensjonalna, skromna, naturalna. Z wdziękiem przeskakuje od średniowiecznej muzyki sakralnej przez analizę ?Czarnego Kwadratu? Malewicza do zapachu ulubionych perfum. Utalentowana artystka i autorka najlepszych naleśników w mieście. Magda Kazimierska.

KIM ONA JEST? Dyplom z malarstwa zrobiła na warszawskiej ASP, gdzie studiowała pod kierunkiem prof. J. Tarasina. Skończyła też scenografię, lecz poprzestała na oprawie plastycznej kilku spektakli, gdyż atmosfera teatru nie sprzyjała jej skupionemu i osobistemu malarstwu. Nie śledzi trendów. Nie ulega modom. Paradoksalnie jednak jej aktualne fascynacje niebawem okazują się trendami sezonu. Ma za sobą kilkanaście wystaw. Ale największe sukcesy jeszcze przed sobą. Galeria jej obrazów do obejrzenia na www.kazimierska.com
KIM ONA JEST? Dyplom z malarstwa zrobiła na warszawskiej ASP, gdzie studiowała pod kierunkiem prof. J. Tarasina. Skończyła też scenografię, lecz poprzestała na oprawie plastycznej kilku spektakli, gdyż atmosfera teatru nie sprzyjała jej skupionemu i osobistemu malarstwu. Nie śledzi trendów. Nie ulega modom. Paradoksalnie jednak jej aktualne fascynacje niebawem okazują się trendami sezonu. Ma za sobą kilkanaście wystaw. Ale największe sukcesy jeszcze przed sobą. Galeria jej obrazów do obejrzenia na www.kazimierska.com
fot. Jakub Pajewski

Czym ta pracownia różni się od poprzednich?

Wszystkim! Jest moją Pierwszą Prawdziwą Pracownią (śmiech). Wcześniej malowałam w domu. Sztalugi i obrazy wypełniały jeden pokój. W drugim mieszkałam ja. Pracownię urządziłam w apartamencie, który kolega udostępnił mi w stanie surowym. Nie ingerowałam w przestrzeń, gdyż mieszkanie jest do sprzedania i prędzej czy później będę musiała opuścić miłe miejsce, w którym pracuję od dwóch lat. Wprowadziłam się ze sztalugami, obrazami i kilkoma meblami

Całkiem przypadkowymi?

O nie! Jest ze mną ulubiony stół. Antyk z lat 30., czyli z okresu, który lubię najbardziej. Fornir na blacie układa się w uproszczony kwiat. Do niedawna bohaterami moich obrazów były wyłącznie kwiaty. W domu maluję je nadal. Tutaj mierzę się z dużymi formatami i portretami kolegów w ramach cyklu, który nazwałam „Charyzmatyczni mężczyźni”. Wszyscy oni są osobowościami. Pisarzami, filozofami, malarzami, biznesmenami, aktorami, reżyserami, fotografami To portret pokolenia. Mężczyzn, którzy sprawdzili się w taki czy inny sposób w rzeczywistości. Są ludźmi zrealizowanymi. W każdym razie ja ich tak odbieram.

Twoje artystyczne credo?

Nie interesuje mnie komentowanie sytuacji społeczno-politycznej czy wyrzucanie z siebie frustracji. Pod warstwą tego, co aktualne szukam motywów uniwersalnych. W obrazach staram się zawrzeć harmonię i jakiś rodzaj nadziei, czystego piękna.

Obraz doskonały?

„Czarny kwadrat na białym tle” Kazimierza Malewicza. Czarny kwadrat - świat materii - zanurzony w bieli kosmicznej pustki. I „Biały kwadrat na białym tle” - nirwana, rozpuszczenie w pustce. Myślenie mistyczne zawsze było mi bliskie (śmiech). Kwadrat (prostokąt, prostopadłościan, czasem koło) jest  leitmotivem cyklu „kwiatowego”. Z jednej strony to zakodowana przestrzeń: stolik, szafka etc., a z drugiej nawiązanie do Malewicza.

Jakie kwiaty malujesz najchętniej?

Lubię storczyki. Rosną u mnie w mieszkaniu na parapecie, co jakiś czas kwitną i wtedy załapują się na kolejny portret. Podobają mi się też amarylisy i irysy. Ale najbardziej lubię dostać kwiatek. Jakikolwiek. Jest niespodzianką w sensie wizualnym. W ten sposób unikam malarskiej rutyny.

Gdzie najczęściej bywasz?

Lubię Qchnię Artystyczną w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie, bo podobnie jak moja pracownia jest miejscem z widokiem na przestrzeń. Bywam też w Karmie i Charlocie. Ale nie ze snobizmu. Raczej dlatego, że są to miejsca tętniące życiem.

Dom to...

Ciepło, kominek, biblioteka, fotel, druga osoba

Jakie jest twoje mieszkanie?

Ma podłogę z desek, która nadaje mu charakter poza miejscem i czasem. Znajomi mówią, że czują się u mnie jak w Paryżu, co mnie dziwi, bo wyposażyłam je w szafę z targu staroci za 500 zł i krzesła vintage. Nie ma w nim plastiku, a obecność drewna daje zakorzenienie w naturze. To mój monochromatyczny, harmonijny świat. Jasny i świetlisty. Bardzo je lubię, mimo że ma niecałe pięćdziesiąt metrów.

Są w nim jakieś obrazy, poza twoimi?

Reprodukcje obrazów van Eycka, który jest w moim życiu na pierwszym miejscu (na dowód pokazuje tapetę w telefonie: „Madonna Kanclerza Rolin”). Mam też obrazek przypominający płaskorzeźbę: renesansowa para wytłaczana w papierze mâché. W Stawisku, w domu Jarosława Iwaszkiewicza na jego biurku stoi dokładnie taki sam!

U ciebie też stoi na biurku?

Wisi na ścianie, bo nie mam biurka. Tylko mały, okrągły stolik zawsze zawalony gazetami. W większości nieprzeczytanymi...

Ulubione drobiazgi?

Ceramika. Biała porcelana z dziecięcymi obrazkami i w geometryczne wzory. Kolekcjonuję pojedyncze, kupione okazyjnie egzemplarze. Uwielbiam też torebki. Mam ich ze sto! Małe dzieła sztuki designerskiej. Wykonane z rzadkich materiałów, jak skóra aligatora czy węża. Większość to vintage z drugiej ręki. Ciuchy są moją pasją, ale trochę mimochodem - często bywam stylistką przyjaciół.

A u kogo ubrałabyś siebie?

Myślę, że u Jill Sander, którą cenię za prostotę, elegancję i jakość tworzywa. Lubię też ubrania i dodatki Hermesa, bo reprezentują najwyższy poziom designerskiego myślenia.

Co kupiłabyś do domu, gdyby cena nie grała roli?

Chyba jednak antyki. Art déco. Gdybym była posiadaczką zamku, byłyby tam różne rzeczy, także nowoczesne. Ale gdybym miała współczesny apartament, wyposażyłabym go w antyki, które wprowadzają do wnętrza ciepło.

Co cię porusza w architekturze?

Najbardziej porażający jest dla mnie Frank Lloyd Wright. Niebywała harmonia tej architektury. Poza tym jednak najbardziej lubię klasykę. Architekturę starożytnej Grecji i Rzymu, wille Palladia, zamki nad Loarą i wiktoriańskie domy z niskimi parapetami we wnękach okiennych... No i dom Jana Długosza w Sandomierzu. Dom, który chciałabym mieć.

Pozamalarskie fascynacje?

Jestem kinomanką. Uwielbiam oglądać filmy w miłym towarzystwie. Kino jest jak sen, który mogę nie tylko przeżyć wspólnie z kimś, ale potem jeszcze o tym porozmawiać!

Film numer jeden ostatniego półrocza?

„Camille Claudel 1915” Bruno Dumonta. Fenomenalny, z Juliette Binoche! Ale najważniejszy film w ogóle to „Andriej Rublov” Tarkovsky'ego. Pamiętam, a było to dawno temu, jak siedząc w kinie poczułam, że ściany „rozpadają się” i wszystko staje się wielką przypowieścią, metaforą, objawieniem.

Jaka muzyka ci towarzyszy?

Przede wszystkim dawna. Gdy mieszkałam w Krakowie regularnie uczestniczyłam w Festiwalach Muzyki Barokowej. Tam pierwszy raz usłyszałam Philippe'a Jaroussky'ego, głos Farinellego. Później kolega przyniósł mi płytę z muzyką średniowieczną, Hildegardy z Bingen. Była to miłość od pierwszego usłyszenia!

Książki twojego życia?

Pierwszym wielkim olśnieniem był Marcel Proust. Pokazał mi, jak doznawać rzeczywistości. Uwielbiam Lema A także węgierskiego pisarza Sandora Marai - moje odkrycie ostatnich lat. Niedawno przeczytałam Wasilija Grossmana „Życie i los”. Te 900 stron towarzyszyło mi przez dwa miesiące. Świat wprawdzie trudny w odbiorze, ale jednocześnie niebywale sycący głębią refleksji. Teraz czytam „Księgę niepokoju” Fernando Pessoa. Podziwiam jego język, gęsty i poetycki Metajęzyk odnajduję także w prozie Stasiuka. Opisuje on rzeczy proste, tu i teraz, jednocześnie zanurzając się do dna jestestwa.

Malujesz, czytasz, rozmyślasz - czy jest w twoim życiu miejsce na zabawę?

Nie lubię się ruszać bez sensu. Za to uwielbiam tańczyć! Najchętniej przy muzyce pulsującej. Archetypowej. Takiej jak flamenco albo muzyka afrykańska.

Twoje kobiece słabostki?

Kocham antyczne pierścionki. Moim skarbem jest Nostradamus - kamea w błękitnym kamieniu. Czasem myślę: gdy umrę, co będzie z moim błękitnym pierścionkiem?! Zaskakujące, że los obrazów martwi mnie mniej (śmiech).

Ostatnio otula cię zapach

Armani „Privé”, „Cuir Noir” w pięknym, czarnym flakoniku, który dostałam w prezencie. Genialny!

Twoje kulinarne obsesje

Surowa marchewka, jabłka, pęczak. Albo smażone ziemniaki z twarożkiem i śmietaną. Prostota. Lubię kuchnię włoską i francuską. Natomiast azjatycka jest dla mnie zbyt intensywna.

Gotujesz dla przyjaciół?

Bardzo rzadko. Ale jestem mistrzynią w robieniu naleśników! Są najcieńsze i najbardziej elastyczne. Przez parę lat budziłam się z radością, którą napędzała myśl, że czekają na mnie naleśniki z malinami, bitą śmietaną i do tego kawa. Gdy tak zaczniesz dzień, ruszasz w świat z myślą, że wszystko, co się wydarzy, będzie fajne!

Lubisz swoje miasto?

Każdą przestrzeń można uczynić harmonijną żyjąc w zgodzie z sobą. Jeżdżę komunikacją miejską i robię zakupy w najbliższym sklepie, bo uważam, że należy wspierać lokalną społeczność. Uwielbiam szewców i krawców. Gdy widzę gdzieś sklep gorseciarski, pasmanterię, kaletnika, odczuwam wzruszenie - jak dobrze, że jeszcze są! Zachwyca mnie skromność ludzi, którzy lubią to, co robią. Tajemnica szczęścia to być zadowolonym z tego, co się ma.

Twoje plany?

Mam w horoskopie sukces (śmiech). To moje zadanie na ten rok. Coraz więcej osób chce ze mną współpracować, robić mi wystawy To bardzo miłe i satysfakcjonujące.

Skomentuj:

W pracowni: Magda Kazimierska