Wnętrza: szyk ze szczyptą dekadencji

Agnieszka Rezler, stylizacja Anna Tyślerowicz

Nadpalone fotele i poczerniały, jakby osmalony płomieniami parkiet. Wśród tej wytrawnie wyreżyserowanej pożogi - lekkie fantomy transparentnych krzeseł, tafle luster i migotliwy blask mozaiki. Czerń i biel. Szyk ze szczyptą dekadencji.

Granitowy blat stołu robotnicy wnieśli na XIII piętro - nawet podzielony na segmenty nie mieścił się w windzie. Nad nim lampa 'Dear Ingo' (Moooi, Space Design), zaprojektowana przez Rona Gilada jako hołd dla designera Ingo Maurera. - Początkowo nie byłam do niej przekonana, ale ujęła mnie jej funkcjonalność - przyznaje Anika.
Granitowy blat stołu robotnicy wnieśli na XIII piętro - nawet podzielony na segmenty nie mieścił się w windzie. Nad nim lampa 'Dear Ingo' (Moooi, Space Design), zaprojektowana przez Rona Gilada jako hołd dla designera Ingo Maurera. - Początkowo nie byłam do niej przekonana, ale ujęła mnie jej funkcjonalność - przyznaje Anika.
fot. Rafał Lipski

Żeby było trudniej - i ciekawiej - tę niebanalną, trochę teatralną aranżację wpisano we wnętrza nowoczesnego apartamentowca, w ramy pozbawionej ozdobników przestrzeni, wytyczonej przez surową geometrię ścian i wielkoformatowych przeszkleń. Stylowa czarno-biała treść wypełniła ją po brzegi, zasiewając ziarno wątpliwości: czy aby nie jesteśmy we wnętrzach paryskiej kamienicy?

Rygorystyczną dyscyplinę dwóch skrajnych barw tłumaczy różnorodność kształtów: znajdziemy tu i finezję baroku, i liniową symetrię klasycyzmu, a nawet pierwiastek drapieżnego konstruktywizmu. Aby przy takim bogactwie motywów uniknąć wrażenia zgiełku, trzeba było okiełznać kolory. Zredukowana do minimum paleta łączy odległe wątki stylistyczne, splatając je w unikalną kompozycję surowości i elegancji.

- To mama tak mnie urządziła - odpowiada ze śmiechem Anika, młoda, studiująca prawo właścicielka apartamentu, zapytana o autorstwo projektu wnętrz. - Zaufałam jej w stu procentach, wiedziałam, że będę się tu doskonale czuła - dodaje.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że mamy Aniki nie łączą z designem żadne więzi zawodowe; jest notariuszem, tworzy koncepcje aranżacyjne z pasji, niejako od niechcenia, pomiędzy jednym paragrafem a drugim.

- Nie lubię stagnacji, monotonii. Moim żywiołem jest zmiana, kocham remonty - przyznaje. Przeprowadziła ich już wiele; jej własny dom kilkukrotnie przechodził gruntowną metamorfozę. Dlatego kiedy wspólnie z Aniką znalazły to mieszkanie - zlokalizowane w świetnym punkcie, w ścisłym centrum Warszawy, ze wspaniałą panoramą z wysokości XIII piętra - nie było wątpliwości kto zaprojektuje wnętrza.

Od chwili zakupu do momentu, w którym można już było usiąść na starannie zaaranżowanym, osłoniętym od wiatru tarasie i objąć wzrokiem dachy stolicy, minęły ponad dwa lata. W tym czasie mieszkanie przebudowano: z trzech sypialni z jedną łazienką - układu wygodnego dla rodziny z dwójką dzieci - powstały dwa pokoje z dwiema łazienkami, lepiej odpowiadające wymogom trybu życia gospodyni. Anika, która mieszka tu ze swoim chłopakiem, często gości przyjaciół.

- W sercu miasta, dwa kroki od metra i tramwaju, trudno uskarżać się na samotność. Znajomym jest do mnie zawsze po drodze - przyznaje.

Salon połączony z jadalnią i kuchnią, jedna sypialnia i jeden pokój gościnny z dużym łóżkiem (łóżko, zamiast rozkładanej kanapy, było zarzewiem jedynego sporu pomiędzy matką a córką, przesądzonego w rezultacie na korzyść tej drugiej) plus dwie czarujące łazienki i zabudowana loggia „z widokiem” - to substancja architektoniczna, która składa się na 116-metrowy apartament. W tę przestrzeń wkroczyli wykonawcy. Wśród piętrzących się problemów ostoją dwóch kobiet okazał się pan Leszek, autor sztukaterii. Podobnie jak inne elementy, potraktowano je bez kompromisów: wszystkie dekoracje zostały wykonane ręcznie, łącznie z misterną plejadą gipsowych róż wyrzeźbionych na suficie gościnnej łazienki, nad marmurową umywalką. Po nich przyszła kolej na dębowe podłogi w kolorze gorzkiej czekolady. - Są postarzane, więc niestraszne im damskie szpilki czy pazury naszych psów, które mieszkają z rodzicami, ale od czasu do czasu mnie odwiedzają - mówi Anika.

Kontrastowa scenografia wnętrz tak naprawdę nie jest kategorycznie czarno-biała; biel zastąpiono ciepłą szarością, jaśniejszą krewniaczką wytrawnego taupe, ukochanego odcienia Francuzów. Anika z mamą przetestowały kilkadziesiąt próbek, zanim zdecydowały się pomalować... prawie wszystko. Popielate są ściany, okienne shuttersy z lekkiego lipowego drewna, ścienne kasetony, szafy i zabudowa kuchni. Jedynym akcentem koloru w mieszkaniu jest mozaika Bouquet firmy Bisazza - kwiatowy fresk, utworzony z tysięcy drobnych szklanych kostek. Rozwibrowany, iskrzący się delikatnie obraz wypełnia ścianę nad blokiem kuchennej zabudowy, a spektakularny efekt podkreślają flankujące jego boki lustra. Na monochroma- tycznym tle mozaika przypomina motyw z obrazu Rembrandta; wygląda to trochę tak, jakby jej urodzie podporządkowała się aranżacja całego apartamentu. I nie jest to wrażenie dalekie od prawdy.

- Kiedy ją zobaczyłam, pomyślałam: muszę ją mieć. Idealnie pasowała do mojej koncepcji mieszkania córki. I dopiero gdy ją sprowadziłam, zaczęłam szukać dla niej miejsca - wspomina mama Aniki.

Początkowo plateau szerokości 130 cm i wysokości blisko trzech metrów miało stać oparte o ścianę, ale po pewnym wahaniu pomysł wydał się jednak zbyt ryzykowny. I wtedy stwierdzono, że plateau doskonale pasuje do aneksu kuchennego. Odnalazło się tu w podwójnej roli: dekoruje, a przy tym całkowicie zaciera praktyczny charakter wnętrza - wśród szklanych tafli i szlachetnych materiałów naprawdę niełatwo wpaść na kulinarny trop.

- Tę cechę odziedziczyłam po mamie: żadnych przypadkowych przedmiotów, wszystko musi być starannie ukryte - przyznaje właścicielka.

Dlatego telewizor, konsola, sprzęt audio, czyli to, co mogłoby zaburzyć wizualną harmonię, schowane jest w pięknej stylizowanej szafie, zaprojektowanej przez panią prawnik. Wszystkie meble i przedmioty powstały według jej koncepcji lub zostały kupione specjalnie do tego mieszkania. - Po mamie mam tylko sukienki w szafie - śmieje się Anika. Ale teraz przyszła jej kolej, czas na wypełnienie wnętrz własną indywidualnością.

ZOBACZ ZDJĘCIA>>

Skomentuj:

Wnętrza: szyk ze szczyptą dekadencji