Trendy: akcja ogrodyzacja

Przyznamy się od razu: nie ma takiego słowa jak ?ogrodyzacja?. Stworzyliśmy je na potrzeby tego artykułu jako przeciwieństwo urbanizacji. Bo miasta na naszych oczach zaczynają zyskiwać nowe, zielone oblicze.

Przez wiele lat żyliśmy ideami pionierów modernizmu. Według ich wyobrażeń współczesne miasto miało przypominać sprawny mechanizm. Świetnie zorganizowane, dynamicznie się rozwijające, podzielone na strefy pracy, wypoczynku, nauki. Między nimi człowiek miał się szybko przemieszczać. W różnych miejscach udało się to zrealizować z lepszym lub gorszym skutkiem. A jednak zawsze coś zgrzytało, skoro wszędzie zaczęli się pojawiać oni, miejscy ogrodnicy.

Skala ich działania jest różna, od sadzenia pojedynczych kwiatków (np. Akcja Reaktywacja pracowni Kwiatkibratki), przez tworzenie zieleńców (Żolibuh - Warszawa w kwiatach, akcja kolektywu Kwiatuchi) po gigantyczny miejski ogród, a raczej przedsiębiorstwo ogrodnicze, czyli Prinzessinnengarten w Berlinie. Wszędzie jednak chodzi o to samo. By zanurzyć na chwilę ręce w ziemi i być świadkiem cudu. Cudu wzrastania i rozkwitania. Czasami ten cud owocuje (w sensie dosłownym) i wtedy radość jest ogromna. Działania miejskich ogrodników przypominają czasem akcje partyzanckie. Ktoś zauważy zapuszczony kwietnik, stare betonowe donice, z których sterczą suche badyle, więc podwija rękawy sadzi  i podlewa. Często przy okazji zawiązuje się grupa, która planuje, projektuje, działa. To już fenomen socjalny, że wokół skrawka ziemi, może ogniskować się działalność wielu osób. Po angielsku nazywa się to Urban gardening, czyli miejskie ogrodnictwo. My to zjawisko nazwaliśmy „ogrodyzacją”. Trochę na przekór urbanizacji, która zatacza coraz szersze kręgi.

Szacuje się, że już w 2050 roku 80 proc. ludzkości będzie mieszkało w metropoliach. Dlatego tak ważne jest, byśmy już teraz zadbali o to, jakie te miasta będą. Czy staną się betonowymi pustyniami, czy znajdzie się w nich miejsce na zieleń? Miejscy ogrodnicy zadają także pytania o to, jaka ta zieleń ma być? Czy zależy nam na utrzymywaniu parków i zieleńców opatrzonych tabliczkami „Nie deptać trawników”? Nie, im chodzi również o pewien luz. Leżenie na trawie i gapienie się w chmury, radość z jedzenia samodzielnie wyhodowanych pomidorów.

Naprzeciw tym marzeniom wychodzi inicjatywa Miasto i Ogród. Na terenach dawnej fabryki Norblina w Warszawie, według projektu Kuby Szczęsnego, stworzono miejski raj. Każdy, kto odwiedza ogród, ma możliwość jego  pielęgnacji. Jest również strefa, w której są imienne ogródki, ich opiekunowie wybrani zostali drogą losowania z nadesłanych zgłoszeń. W weekendy i środy dyżuruje profesjonalny ogrodnik. Podpowiada mieszczuchom, jak dbać o rośliny, prowadzi działania edukacyjne, opowiada o funkcjonowaniu zrównoważonego i bioróżnorodnego ogrodu. Ważną częścią projektu są warsztaty edukacyjne. Podczas weekendów można spróbować tego, co udało się wyhodować, przed jesienią warzywa i owoce posłużą do przygotowania przetworów. A poza tym w środku miasta można odpoczywać na leżaku w otoczeniu zieleni. Absolutny błogostan zapewniony.

ZOBACZ ZDJĘCIA>>

Więcej o: