Pocztówki z PRL-u

zdjęcia Michał Mutor stylizacja Basia Dereń-Marzec tekst Ewa Maciąg

Maria Kiesner maluje wciąż ten sam motyw. Budynki. Zapomniane, nieodbudowane. Dworce, fabryki, domy kultury minionej epoki. Albo perełki modernizmu. Bez sztafażu i zbędnych kolorów. To ascetyczne, ale dynamiczne i wbrew pozorom na swój sposób sentymentalne malarstwo.

maria kiesner, wnętrza, malarstwo
Maria Kiesner najczęściej maluje budynki na tle lekko zachmurzonego nieba. Nie lubi żywych kolorów, jej paleta jest zawężona do czterech barw, formy proste. Pochyla się nad obrazem 'Muranów'.
Fot. Michał Mutor

Stara kamienica z czerwonej cegły na warszawskiej Pradze-Północ. Tynki odrapane, nieużywane drzwi od frontu nadgryzione rdzą i „ozdobione” lekko chuligańskim graffiti. Przed wojną była tu szwalnia, potem budynek popadł w ruinę, na szczęście dekadę temu Pragę odkryli artyści. Dziedziniec podwórka i murale na ścianach zapowiadają, że dzieją się tu ciekawe rzeczy. Do trzech skrzydeł kamienicy prowadzą różnokolorowe drzwi. Żadnych numerów nie widać. - Zielone - podpowiada mi adres Maria, a właściwie Majka Kiesner. Energiczna blondynka, głos z lekką chrypką.

Zielone drzwi prowadzą też do hostelu z wielkimi oknami, z których każde ma futryny w wibrującym kolorze. Kręcą się tu młodzi ludzie, z wnętrza dobiega klubowa muzyka. Miejsce dla wtajemniczonych. - Bardzo je lubię i chętnie się nim dzielę - uśmiecha się Majka, otwierając drzwi do wysokiego wnętrza pracowni. Loftowy klimat. Niepolerowane od dziesięcioleci ściany pokryte są śnieżnobiałą farbą, na podłodze zwraca uwagę przedwojenna mozaika ułożona w kratę z biało-brązowych płytek. Pod pofalowanym sufitem, charakterystycznym dla praskich zabytków, wiszą fabryczne lampy kupione w IKEA. Pod ścianami dwa wielkie lustra w efektownych, drewnianych ramach. Przełamują chłód wnętrza, podobnie jak miękkie lniane rolety w oknach i wygodna kanapa obciągnięta białym pokrowcem.

Majka przynosi przenośny piecyk, bo w pracowni nie ma ogrzewania. Jak ona tu wytrzymuje przy sztalugach kilka godzin dziennie? Żaden problem.

Maluje architekturę na tle lekko zachmurzonego nieba. Domy, dworce, fabryki, kominy, mosty. „Budynki w cieniu lub słońcu, w dramatycznych kontrastach lub w ponurej poświacie są niby podobnie malowane, ale za każdym razem osobne. Siłą tych prac jest to, że mamy do czynienia z obrazami, w których stajemy na przeciwko budynku raz jako giganci, którzy studiują pejzaż jak makietę, a kiedy indziej jako malutkie postaci na tle przytłaczających murów” - pisze o obrazach Marii Stefan Paluch, malarz, mąż artystki.

A zaczęło się od starej pocztówki. - Chociaż nie! Najpierw była praca dyplomowa - wspomina Majka. - To z dyplomu wzięła się w moim malarstwie architektura. Byłam świadkiem ataku terrorystycznego w Nowym Jorku. I chciałam, żeby to był temat mojej pracy na Akademii. Udało się. Dostałam wyróżnienie za „poszukiwanie nowej formy wypowiedzi” - opowiada. - Pamiętam, jak chodziłam po nowojorskich ulicach i jakie wrażenie na mnie robiły. Te ściany bloków, skrawki nieba. Jak kaniony. Po powrocie odkryłam architekturę Pragi. Ten miejski pejzaż retro, sklepy ze starociami. Kiedyś w jednym z nich znalazłam starą pocztówkę z widokiem na hutę. Żółty papier, brązowy druk. Najpierw mnie zaskoczyło, że ktoś wpadł na pomysł, by zrobić taką pocztówkę, potem mnie to rozbawiło, a na końcu zainspirowało. Spróbowałam na płótnie oddać klimat tej kartki, kolory, grę światła i cieni,  relacje plam i linii. Zaczęłam przeglądać dawne książki krajoznawcze wydane we wczesnym PRL-u. Czarno-białe, przekontrastowane  zdjęcia. Inspirują mnie, stąd w moich pracach te mocne odcienie, wyraziste linie, dynamizujące skosy - tłumaczy.

W jej twórczości jest kilka wątków. Chętnie maluje budynki, które zostały zniszczone. Przywraca im blask, pozbawia banerów, którymi obrosły przez lata. Na jej obrazach są jak w czasach świetności. Ważnym  tematem są też modernistyczne bryły. Prześwietlone, z dużymi oknami. Czasem zmierza w stronę amerykańskich filmów drogi, klimatów opuszczonych stacji benzynowych, hoteli. Maluje też obiekty Katarzyny Kobro, daje im nowe życie. Wraca do tych wątków co jakiś czas, ale teraz przygotowuje się do malowania włoskiego modernizmu. I do wystawy, którą organizują jej przyjaciele w starym kościele we włoskim Brescii. Pracuje nad nią, ale pewne jest, że nie odejdzie od swoich motywów.

kim ona jest? Malarka. Studiowała na Wydziale Malarstwa w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Dyplom, wyróżniony nagrodą im. Józefa Szajny za?„poszukiwanie nowej formy wypowiedzi”, obroniła w 2002 roku pod kierunkiem prof. Jarosława Modzelewskiego. Stypendystka Ministerstwa Kultury i?Dziedzictwa Narodowego. Adiunkt w?Instytucie Edukacji Artystycznej Akademii Pedagogiki Specjalnej im.?Marii Grzegorzewskiej w Warszawie.

Kim ona jest?
Malarka. Studiowała na Wydziale Malarstwa w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Dyplom, wyróżniony nagrodą im. Józefa Szajny za „poszukiwanie nowej formy wypowiedzi”, obroniła w 2002 roku pod kierunkiem prof. Jarosława Modzelewskiego. Stypendystka Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Adiunkt w Instytucie Edukacji Artystycznej Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie.

Jest perfekcyjnie zorganizowana. Musi pogodzić malowanie z wykładami dla studentów. A dom też działa jak w zegarku, Majka jest mamą dwójki małych dzieci. - Nie tracę czasu - mówi. Co jest dla niej odskocznią? - Organizuję wystawy dla przyjaciół, to jest moja odskocznia - śmieje się. - Rozrywki to dla mnie marginalne zagadnienia. Właściwie całe życie kręci się wokół pracy. Nawet podróże - zawsze szukam wystaw, architektury. W domu rozmowy wciąż toczą się wokół malarstwa, bo mój mąż też jest malarzem. W kółko rozmawiamy o obrazach, międlimy temat, kłócimy się, owszem. I tak jest dobrze, nie wyobrażam sobie, by było inaczej.

Skomentuj:

Pocztówki z PRL-u