Białe wnętrza warszawskiego domu z lat 20.

Agata Zborowska

Wystrój wnętrz jest powściągliwy, raczej chłodny. Wspólny dom Marty i Rafała. Czysta forma, która dopiero zaczyna wypełniać się treścią.

W otwartej strefie dziennej ikony designu: stół Baguette (proj. Ronan i Erwan Bouroullec), zestaw krzeseł Cyborg (proj. Mercel Wanders), stolik Lem (proj. Andries i Hiroko van Onck) i regał Tyke - The Wild Bunch (proj. Konstantin Grcic), wszystkie wyprodukowane przez firmę Magis.
W otwartej strefie dziennej ikony designu: stół Baguette (proj. Ronan i Erwan Bouroullec), zestaw krzeseł Cyborg (proj. Mercel Wanders), stolik Lem (proj. Andries i Hiroko van Onck) i regał Tyke - The Wild Bunch (proj. Konstantin Grcic), wszystkie wyprodukowane przez firmę Magis.
Fot. Mellemrum

Kto tu mieszka?
Marta Łuksza, naukowiec w Institute for Advanced Study w Princeton i Rafał Benedek, grafik, projektant, współwłaściciel agencji Type2.

Gdzie? Warszawa, Żoliborz.

Metraż: 190 m kw.

Marta jest naukowcem w Institute for Advanced Study w Princeton. Dzieli swój czas pomiędzy Warszawę i USA. Rodzina Rafała od strony ojca to w większości architekci. - Początkowo wyłamałem się z rodzinnej tradycji, studiowałem filozofię. Dyplom z projektowania graficznego zrobiłem w Anglii. Architektura i grafika mają wiele wspólnego, chociaż nie porównywałbym rygoru pracy architekta do realiów mojej działalności - mówi projektant, który jest autorem m.in. identyfikacji wizualnej Muzeum Narodowego w Warszawie. Wraz z Filipem Zagórskim prowadzi warszawskie studio Type2.

Wnętrza dobrze zaprojektowane

Projekt wnętrza to efekt wspólnej pracy Rafała oraz architekta Macieja Wilczka. - Z Maćkiem znamy się ze szkolnej ławki. Razem przetrwaliśmy w ponurej państwowej szkole podstawowej, wiedziałem więc, że to człowiek niezłomny, którego mogę poprosić o pomoc. Udało nam się wspólnie stworzyć projekt, nie doszło do rękoczynów, nasza przyjaźń kwitnie i powstało wspaniałe wnętrze. Uważam więc, że współpracę należy uznać za wyjątkowo udaną - podkreśla Rafał. - Jeżeli natomiast chodzi o podejście do kształtowania przestrzeni - kontynuuje - to modernizm wciąż pozostaje niedoścignionym wzorcem. Wychodzenie od prostych form, unikanie ozdób i ornamentów, ciągłe myślenie o funkcji i kontekście. Parafrazując znane powiedzenie o demokracji "modernistyczna estetyka jest straszna, ale w architekturze i projektowaniu graficznym nic lepszego jeszcze nie wymyślono". Wystarczy spojrzeć dzisiejszym okiem na architekturę postmodernistyczną, która nie wytrzymuje próby czasu. Wydaje mi się że większość modnej architektury prędzej czy później podzieli ten los. W tym roku zakończono odbudowę domów Bauhausu w Dessau, zaprojektowanych przez Waltera Gropiusa w 1925 roku. To fantastyczne, nowoczesne budynki.

Dom z lat dwudziestych

Projekt domu, w którym mieszkają Marta i Rafał, tradycyjny w duchu, powstał na przełomie lat 20. i 30. ubiegłego wieku. Autorzy nowej aranżacji wnętrz świadomie wprowadzili elementy stanowiące ukłon w stronę epoki, takie jak listwy przypodłogowe, grzejniki Zehnder, włączniki światła Berker 1930. Równocześnie zastosowali zasadę metaforycznego "szklanego pudełka" stworzoną przez architektów modernistycznych, ograniczając do minimum liczbę elementów i wszystko konsekwentnie zanurzając w bieli.

PRZEJDŹ DO GALERII >>

Mieszkanie obejmuje dwie kondygnacje i poddasze. Jest doskonale doświetlone, szczególnie w obrębie górnego piętra, za sprawą długiego rzędu okien w połaciach dachu. Okna z jednej strony wychodzą na cichą, boczną uliczkę, z drugiej na zadrzewiony skwer, z trzeciej na ogród sąsiedniej willi. Czwarta ściana mieszkania graniczy z identycznym, bliźniaczym domem.

Osiowość i symetria wyczuwalna w układzie wnętrza są pozostałością oryginalnego projektu. - Nie jest to optymalny układ, bo pomieszczenia muszą oplatać klatkę schodową, ale jego zmiana byłaby skomplikowana i kosztowna - tłumaczy Rafał. - Centralną częścią naszego mieszkania są imponujące schody z metalu i szkła. To mój ulubiony element w tym domu, niestety zupełnie niemobilny. Konstrukcja była tak ciężka, że musiała zostać przywieziona w częściach i była spawana na miejscu.

Gabinet, a za przeszklonymi drzwiami korytarz z pojemną lustrzaną szafą.Fot. Mellemrum

Wnętrza łączące tradycję z nowoczesnością

Główne wyzwanie polegało na pogodzeniu dążenia do uzyskania minimalistycznego, czystego wnętrza z zachowaniem struktury tradycyjnej bryły. Mieszkanie przeszło gruntowny remont. Trzeba było wymienić drewniane stropy i sypiący się dach. Sypialnia i główna łazienka znajdują się na pierwszym piętrze, podczas gdy salon, kuchnia i pokój dzienny na strychu.

- To odwrócenie domu "do góry nogami" wydaje się nieoczywistym zabiegiem, ponieważ przyjęte jest, że sypialnie na ogół umieszcza się na wyższych kondygnacjach, a kuchnię i salon na dole. Wymagałoby to podzielenia najwyższego poziomu na małe klitki w dodatku ograniczone spadzistym dachem. Wszyscy nam odradzali urządzanie kuchni na samej górze, ale argument, który powracał jak bumerang, był kuriozalny: "będziecie musieli wnosić zakupy na samą górę!". Zdarzyło nam się już mieszkać na czwartym piętrze w domu bez windy, więc ta perspektywa niespecjalnie nas przerażała - wyjaśnia gospodarz.

Kuchnia, jadalnia i salon zostały zatem usytuowane w imponującej wysokością, otwartej strefie dziennej, dla której punktem wyjścia były pustka i przestrzeń miedzy pionami kominów w obrębie starych murów. Znajduje się tu też małe studio muzyczne i miejsce do ćwiczeń. Co ważne, komunikacja pomiędzy parterem a strychem została rozwiązana w taki sposób, że osoby przebywające w sypialni lub gabinecie na pierwszym piętrze mogą odseparować się od reszty domu.

Zagospodarowane poddasze

- Stalowe i drewniane konstrukcje poddasza pierwotnie miały zostać zasłonięte, ale doszliśmy do wniosku, że nie warto tego robić, ponieważ wyglądają świetnie - podejmuje projektant. - Pomalowaliśmy wszystko na biało, dzięki czemu konstrukcja w pewnym sensie znika, jednocześnie dynamizując przestrzeń.

Sposób ułożenia podłogi - równolegle do dłuższej ściany budynku - podkreśla horyzontalność rozłożystego wnętrza. Właściciele zdecydowali się na podłogę warstwową, ponieważ dzięki temu mogą mieć dębowe deski bez ryzyka, że drewno zacznie się odkształcać pod wpływem zmian temperatury.

- Cieszę się, że etap remontu mamy już za sobą i dobrze, że nie jestem architektem, bo na pewno przerabiałbym wnętrza w nieskończoność, podobnie jak tata ciągle przerabiał nasz dom. Mój teść, którego wkład w tę budowę jest nie do przecenienia, twierdzi, że remont kończy się wtedy, gdy zamyka się wieko trumny. Może coś w tym jest?

PRZEJDŹ DO GALERII >>

Skomentuj:

Białe wnętrza warszawskiego domu z lat 20.