Polisa na zimowy wyjazd. Jakie ubezpieczenie wybrać [poradnik]

Wysyłamy dziecko na ferie zimowe lub sami jedziemy na narty. Jakie ubezpieczenie powinniśmy wybrać?
Średnia wartość szkody i poniesionych strat w przypadku ubezpieczeń turystycznych jest prawie ośmiokrotnie wyższa niż średnia składka, którą zapłacili posiadacze polis - to wyliczenia ubezpieczyciela Gothaer TU, który podkreśla jednocześnie, że aż 69 proc. Polaków deklaruje, że przed wyjazdem wykupi odpowiednią polisę.

- Dobra polisa turystyczna to taka, która jest dostosowana do indywidualnych potrzeb. Zupełnie innej ochrony potrzebują osoby, które amatorsko uprawiają sporty zimowe, a zupełnie innej profesjonaliści. Inaczej na ubezpieczenie spojrzą również ci, którzy w przeszłości mieli kontuzję lub wypadek. To właśnie oni częściej decydują się na ubezpieczenia - mówi Anna Materny, dyrektor Biura Ubezpieczeń Detalicznych w Gothaer TU SA.

Skłonność do zakupu polisy przed wyjazdem na narty rośnie wraz z wiekiem (choć do pewnego momentu). Aż trzy czwarte osób w wieku 45-55 lat korzysta z odpowiedniego ubezpieczenia. Za to wśród 35-44-latków to zaledwie 8 proc. - podobnie jest w grupie najstarszej. Bardziej zapobiegliwi są młodzi ludzie: 44 proc. osób w wieku 18-24 lata kupuje polisy.

NNW - ile za złamaną nogę?

Ubezpieczenie od następstw nieszczęśliwych wypadków ma większość uczniów - wykupione przez szkoły grupowe polisy obejmują 80 proc. spośród 4,7 mln uczniów. Ze statystyk Concordii wynika, że podczas ferii najczęściej zdarzają się urazy głowy, rozcięte łuki brwiowe i wargi, złamane nosy, ręce i nogi. Czy taka grupowa, szkolna polisa wystarczy? Nie zawsze, bo zwykle suma ubezpieczenia jest niska i nie obejmuje wszystkich sytuacji, w których dziecko może nabawić się kontuzji.

- Rodzice mogą na własną rękę ubezpieczyć dziecko na wyższą sumę, wykupując ubezpieczenie indywidualne NNW. W przypadku nieszczęśliwego wypadku przysługuje wtedy świadczenie z dwóch polis. Taka polisa może pokrywać również wydatki związane z innymi, poważniejszymi zdarzeniami, jak na przykład operacjami chirurgicznymi czy śpiączką w następstwie nieszczęśliwego wypadku - podpowiada Filip Przydrożny, dyrektor Biura Ubezpieczeń Osobowych Concordii Ubezpieczenia.

Przed wykupieniem dodatkowej polisy trzeba się upewnić, jakie zdarzenia obejmuje; zazwyczaj np. jazda na snowboardzie czy na nartach, nawet amatorska, nie mieści się w standardowej ochronie - i na to szczególnie trzeba uważać. Ruch i aktywność fizyczna zwykle dzielą się na działalność amatorską, ekstremalną i wyczynową i od tego zależy, jaki wariant ubezpieczenia trzeba wybrać.

Dzieci przedszkolne nie mają ubezpieczenia grupowego, można więc samemu kupić polisę dla najmłodszych narciarzy. Niektóre towarzystwa (np. Concordia Ubezpieczenia, Metlife, PZU) oferują NNW indywidualne dla całkiem małych dzieci, a nawet noworodków.

EKUZ - może być za mało

Dokupienie polisy jest raczej konieczne przy wyjazdach za granicę. Nawet karta EKUZ może nie pokryć wszystkich wydatków związanych z leczeniem, także tym podstawowym, w krajach Unii Europejskiej (i najpewniej nie pokryje). Nie ma też co liczyć na pieniądze potrzebne np. na specjalistyczny transport lub jakiekolwiek odszkodowanie za urazy.

Specjaliści radzą, żeby jadąc na ferie do któregoś z krajów Unii, a już na pewno poza nią, wykupić ubezpieczenie obejmujące zwrot kosztów leczenia (leczenie stacjonarne, badania i konsultacje lekarskie, leczenie ambulatoryjne, refundacja lekarstw itp., transport z miejsca wypadku do szpitala, pomiędzy placówkami leczniczymi oraz do miejsca zamieszkania) oraz assistance. Ubezpieczenia skonstruowane z myślą o turystach zawierają też zwykle pakiet NNW, niekiedy też chronią przed utratą bagażu, uszkodzeniem nart lub deski lub innymi nieprzyjemnymi zdarzeniami.

Z wyliczeń wynika, że koszty leczenia należy ubezpieczyć na co najmniej 200 tys. zł, a NNW na przynajmniej 20 tys. zł. Wiele zależy od tego, w jakim kraju zamierzamy spędzić ferie zimowe; inne będą koszty ewentualnego leczenia na Słowacji, a inne w Kanadzie.

Polacy zdają sobie sprawę, że narty to niebezpieczny sport i co drugi właśnie dlatego wykupuje ubezpieczenie. Sporo osób (44 proc.) robi to zawsze, wyjeżdżając na urlop. Co dziesiątego ostrożności nauczyło doświadczenie i po wypadku w przeszłości teraz stara się zabezpieczyć.

OC - jak anioł stróż

To może się zdarzyć każdemu, nawet najbardziej wytrawnemu narciarzowi - niechcący, przez chwilową nieuwagę poważnie uszkodzi narty lub jakikolwiek sprzęt należący do innego użytkownika nartostrady, albo jemu samemu wyrządzi krzywdę. Poszkodowany może się zwrócić o pokrycie strat, czyli np. zwrot kosztów zniszczonego sprzętu albo leczenia obrażeń. Czasami konsekwencje finansowe takiego zdarzenia mogą być naprawdę duże, a przeciętny portfel może nie udźwignąć kosztów. Jeżeli jednak sprawca wypadku ma polisę OC (odpowiedzialność cywilna), to ubezpieczyciel pokryje takie wydatki. Oczywiście nie zawsze i nie w każdej sytuacji (np. nie jeśli narciarz jest pod wpływem alkoholu), niekoniecznie w pełnej wysokości (to zależy od sumy ubezpieczenia). Suma ubezpieczenia OC powinna wynieść przynajmniej 100 tys. zł.



Więcej o: