Dom w alpejskiej wiosce

stylizacja: Lykke Foged, tekst: Anna Smoleńska

Przyjechali na urlop, zostali... na zawsze. Angele i Benjamin porzucili wielkie metropolie i zaszyli się w górach. W drewnianym domu z XIX wieku zachowali surowy alpejski wystrój, urozmaicony tylko kilkoma ikonami designu - z sentymentu do dawnego życia.

Sypialnia z widokiem na Alpy
Sypialnia z widokiem na Alpy
Fot. Morten Holtum/Living Inside

Kto tu mieszka? Angele Laubignant i Benjamin Billarant.
Gdzie? La Cluzas, Alpy francuskie.
Metraż: 350 m kw., górski dom z 1865 roku.

Angele i Benjamin czuli się zawsze obywatelami świata. W rodzinnej Bretanii nie zagrzali długo miejsca. Większą część życia spędzili w Paryżu, Nowym Jorku, potem w Londynie, gdzie Benjamin - prezes grupy finansowej zajmującej się inwestowaniem w wino - otworzył swój interes. Ciągle na walizkach (Angele, dziennikarka, dotrzymywała mężowi kroku), nie potrafili usiedzieć w jednym miejscu. Do czasu...

Przeprowadzka w góry

Gdy urodziła się Blanche, zrozumieli, że muszą zwolnić. Akurat spędzali zimowe ferie w La Cluzas we francuskich Alpach. Oczarowała ich natura, cisza, uczynni i nigdzie nie śpieszący się ludzie. Jeszcze długo po powrocie do Londynu wspominali ten pobyt. Obydwojgu zaczęła krążyć po głowie pewna myśl. W końcu Benjamin nie wytrzymał: a gdyby tak przenieść się w góry na stałe? Angele tylko na to czekała.

Pół roku później siedzieli na herbatce u madame Marie-Ange Veyrat, która gościła ich ostatnim razem i omawiali warunki wynajmu domu. Na razie postanowili pomieszkać u staruszki, zadomowić się, poznać okolicę. Tak na próbę. Szybko jednak okazało się, że La Cluzas zdało egzamin pomyślnie. Zaczęli rozglądać się za czymś własnym.

Blanche i Violette w basenie usytuowanym między tarasem a kuchnią. Kiedyś znajdowały się tutaj pokoje pod wynajem. Dwa z nich Angelei Benjamin zostawili, na wypadek gdyby odwiedzili ich przyjaciele.Fot. Morten Holtum/Living Inside

Dom z 1865 roku nie miał szczęścia do gospodarzy. Poprzedniego właściciela przerosły ambicje - planowany remont został zarzucony w połowie. Typowy francuski chalet wystawiono na sprzedaż, ale jakoś brakowało chętnych. Aż zjawili się Angele i Benjamin. Wystarczyło jedno spojrzenie na rozciągającą się stąd panoramę Alp i już wiedzieli, że znaleźli swoje miejsce na ziemi. Zdawali sobie sprawę, że budynek wymaga dużej przebudowy i solidnej renowacji, ale postanowili zaryzykować. Prace trwały trzy lata.- Ciągle coś nas zaskakiwało - wspomina Benjamin. - W końcu byliśmy typowymi mieszczuchami. Nie przywykliśmy do życia w starym drewnianym domu, w surowym górskim klimacie. Poza tym stare belki stropowe i dechy na podłodze narzucały zupełnie inny styl niż ten znany z paryskich kamienic czy nowojorskich apartamentowców, do którego byliśmy przyzwyczajeni - opowiada.

Stary, drewniany dom na nowo

Postanowili ratować zabytkową architekturę, ale nieco ją zmodernizować: zaadaptować strych, na którym wciąż jeszcze leżało siano; zburzyć ściany dzielące małe pomieszczenia, tak by stworzyć otwartą przestrzeń (kuchnia jest połączona z salonem, sypialnia z łazienką); a tam, gdzie dotąd były pokoje gościnne, dobudować kryty basen - dziś ulubione miejsce ich córek (w międzyczasie, już w La Cluzas, przyszła na świat Violette).

Ascetyczny charakter domu podkreślili surowymi materiałami (kamień, stal, płótno i len), prostymi meblami i monochromatyczną paletą barw. Jeżdżąc po okolicy, zaglądali do antykwariatów i starych gospodarstw w poszukiwaniu zabytkowych ław, stołów i taboretów. Tak trafili na przykład do Intérieur Altitude w położonej niedaleko miejscowości Thones. Właściciele sklepu bardzo zaangażowali się w całe przedsięwzięcie i wkrótce przywieźli do La Cluzas... stare koryto dla zwierząt, z którego powstała podstawa kominka - w zestawieniu z czarnym granitem robi dziś wrażenie na każdym, kto zawita do domu Angele i Benjamina. Ciekawa jest też historia kuchennej wyspy, bo to nic innego jak sanie, które stały w stodole. W realizacji nietypowego mebla znów pomogło Intérieur Altitude, ale projekt był od początku do końca Benjamina. Ten odkrył w sobie chyba żyłkę designera - jego autorstwa są również kuchenne szafki, okap, ażurowa ścianka ze starych desek wyznaczająca granicę między sypialnią a łazienką.

Wystrój w zgodzie z tradycją

Tylko gdzieniegdzie dorzucili kilka współczesnych elementów: fotel Eamsów, kultową lampę Pipistrello, loftowy stolik kawowy, krzesła Starcka. - Z sentymentu do dawnego, wielkomiejskiego życia - śmieje się Angele.

Czy za nim tęsknią? Nie muszą. Od Genewy dzieli ich 50 km, rzut kamieniem jest też do Lyonu. Gdy zachce im się łagodniejszego klimatu, w kilka godzin są we Włoszech. Teraz, kiedy dziewczynki podrosły, powoli planują wrócić do dawnych zwyczajów - Angele właśnie zaczęła przygotowania do rocznej podróży po Ameryce i Kanadzie. Dom w La Cuzas wynajmą, a sami zamieszkają w kamperze. Ale zawsze będą mieli gdzie wrócić.

Skomentuj:

Dom w alpejskiej wiosce