W starym nowe

Agnieszka Osak-Rejmer

Monochromatyczny minimalizm w centrum Warszawy

Swojego pierwszego samodzielne go mieszkania Agnieszka Tepli szukała długo. Ponieważ prowadzi bardzo aktywny tryb życia, zależało jej na lokalizacji w centrum Warszawy, skąd wszędzie jest blisko. W dodatku wymarzyła sobie wnętrze nietuzinkowe, z klimatem. Z pomocą przyszli znajomi. Znaleźli mieszkanie usytuowane na ostatnim piętrze przedwojennego budynku zaprojektowanego przez znanego architekta Bohdana Pniewskiego. Z pewnością nie było typowe - wchodzi się do niego przez taras usytuowany na dachu. Agnieszkę zauroczyły duże okna wpuszczające mnóstwo światła. Nie bez znaczenia była też atrakcyjna cena. Decyzję o kupnie podjęła więc błyskawicznie.

Mieszkanie wymagało jednak gruntownego remontu. Trzeba było naprawić przeciekający dach, wymienić okna, a przede wszystkim zamurować zsyp na śmieci umieszczony w łazience.

Aż trudno uwierzyć, że mieszkanie znajduje się w kamienicy wpisanej do rejestru zabytków - rozkład pomieszczeń kojarzy się raczej z nowoczesnym, awangardowym budownictwem. To przede wszystkim zasługa wybitnego architekta. Urządzając wnętrze, Agnieszka postanowiła podążać jego śladami. Nie zburzyła ani nie przestawiła ani jednej ściany.

Zawodowo Agnieszka zajmuje się scenografią; w pracy obcuje z niezliczoną ilością gadżetów, kolorów, dekoracji. W domu chce od tego odpocząć. Postanowiła zatem urządzić swoje mieszkanie w estetyce minimalizmu, zgodnie z maksymą "mniej znaczy więcej".

Podjęła decyzję, że we wnętrzach będzie obowiązywała żelazna dyscyplina kolorystyczna: wyłącznie biel, szarości i odrobina beżu. Takie są więc ściany, meble, tkaniny. Przyjaciele żartowali, że nawet psa dopasowała do koloru mieszkania.

Duże okna bez zasłon (tylko gdzieniegdzie wiszą rolety) funkcjonują jak żywe obrazy. Gospodyni ubolewa, że nie zdołała ocalić starych ram okiennych, zbyt zniszczonych, by poddać je renowacji. Udało się natomiast uratować przedwojenną dębową podłogę. W kuchni np. tradycyjne drewniane deski były ukryte pod grubą warstwą linoleum. Teraz z deskami podłogi kontrastuje nowoczesna zabudowa kuchenna projektu Agnieszki. Długie i wąskie pomieszczenie zmusiło ją do usytuowania ciągu roboczego wzdłuż jednej ściany. Górne szafki sięgają do samego sufitu, mieszczą się w nich wszystkie rzeczy potrzebne w kuchni.

Również łazienka jest długa i wąska, ale za to ma dwoje drzwi. Dzięki temu nie trzeba przemierzać całego mieszkania, by dotrzeć do niej z sypialni. Pierwotnie w łazience stała wanna. Agnieszka bez żalu z niej zrezygnowała. Teraz w rogu jest kabina prysznicowa, a obok umywalki starczyło miejsca na bidet.

Wiele mebli Agnieszka przywiozła z Berlina, gdzie kiedyś mieszkała. Stamtąd pochodzi łóżko, stojące lustro, stolik pod telewizor, krzesła, kanapa. Resztę sprzętów i akcesoriów kupowała stopniowo w Warszawie, często w supermarketach budowlanych. Zgodnie z założeniem wybierała przedmioty białe lub szare. Ostatnio jednak obiektem jej marzeń stał się krwistoczerwony fotel ze sztucznego tworzywa. Agnieszka nie jest pewna, czy to chwilowe zauroczenie, czy też nowy etap w urządzaniu mieszkania. Dlatego na razie jeszcze poczeka z zakupem.

Skomentuj:

W starym nowe