Wnętrze z duszą

Wprowadzili się tu tylko na chwilę. Potem wypełnili dom przedmiotami z duszą. I ta chwila trwa wiecznie.
Mieszkanie mieści się w suterenie, stąd jego dość nietypowy układ - podporządkowany kształtowi budynku zbudowanego na planie łuku. Przestrzeń tworzona w ciągu wielu lat przebudowy i adaptacji jest niezwykła: sklepione stropy, różnice poziomów, nieduże okna na poziomie chodnika. Państwo Małgorzata i Michał zamieszkali tu 15 lat temu tylko na chwilę. Wnętrze było wtedy ruiną, sypały się tynki; nowi właściciele nie mieli zupełnie pomysłu na wystrój. Na początku rodzina zajmowała tylko pokój, kuchnię i małą łazienkę. Potem na pomieszczenia mieszkalne adaptowali kolejne stare piwnice. - Postanowiliśmy tutaj zostać, bo jest spokojnie i cicho, mimo że to centrum stolicy - opowiada właścicielka.

Już w progu staje się oko w oko ze zbiorami gospodarza, który zresztą zaraził swoją pasją całą rodzinę. Ściany obszernego przedpokoju zajmują rzędy półek, na których ustawiono imponującą kolekcję żelazek.

- Wyobrażam sobie ludzi, którzy się nimi posługiwali - opowiada. - Zastanawiam się, jak mogły wyglądać w ich świecie.

Pierwsze żelazko dostał w prezencie, gdy chodził do szkoły podstawowej. Było posrebrzane, pochodziło z hrabiowskiego domu pod Hamburgiem. Pospolity przedmiot codziennego użytku zafascynował przyszłego kolekcjonera. - Prasowanie i maglowanie, takie prozaiczne czynności, integrowały ludzi, były rytuałem, jak parzenie herbaty w Japonii - pan Michał mógłby godzinami opowiadać o swojej pasji.

Z przedpokoju wiodą drzwi do obszernej łazienki z okienkiem wychodzącym na niewielkie podwórze (łazienka to jedyne pomieszczenie zaprojektowane przez fachowca, ale gospodyni już myśli o przebudowie). Drugie przejście prowadzi do pozostałej części wnętrza. Tam przez niewielkie okna o łukowym nadprożu sączy się w ciągu dnia nastrojowe światło, widać gałęzie drzew porastających skarpę i... nogi przechodniów.

Domownicy ciągle coś w mieszkaniu zmieniają, przesuwają, dostawiają - np. meble znalezione czasem w dziwnych miejscach i uratowane przed całkowitym zniszczeniem. W salonie króluje dostojna biblioteczka, która teraz pełni raczej funkcję kredensu. - Mebel wkomponował się w ten pokój, jakby zawsze miał tutaj stać - opowiada pani Małgorzata. - Kupiliśmy go przypadkiem na targu staroci, gdy pojechaliśmy po duży stół. W kuchni stoi kredens znaleziony przez gospodarzy w jakimś garażu podczas wyprawy w góry. Zna-joma zajmująca się malowaniem mebli zadeklarowała się, że postara się przywrócić mu dawną urodę.

W ten sposób narodził się wesoły żółty mebel z szafirowymi dekoracjami. Na takie same kolory pomalowano też obudowę starego zegara, który nie pokazuje już godzin, ale służy jako schowek na porcelanowe filiżanki i dzbanuszki. Przy wejściu do kuchni usadowił się solidny stół na toczonych nogach, nabytek z pchlego targu. Towarzyszą mu - dla kontrastu z dominującymi tu beżami i brązami - czerwone krzesła z miękkimi poduchami. Małe okna i wysokie parapety nieco odcinają domowników od tego, co dzieje się na zewnątrz - to niewątpliwie minus wnętrza. Mieszkańcy lubią jednak ten świat w suterenie. Tworzą go na nowo, kiedy trzeba zaopiekować się jakimś starym porzuconym sprzętem. Bo ich mieszkanie to przecież nie muzeum, lecz przytulne schronienie dla nieprzydatnych gdzie indziej przedmiotów z duszą.

Tekst: Beata J. Winnicka Stylizacja: Beata Bejtman-Kuźmienko Zdjęcia: Marek Szymański

Więcej o: