Domowa galanteria

Tekst: Anna Romaszkan Stylizacja: Marianna Bauman Zdjęcia: Łukasz Zandecki

Zarówno dom, jak i firma to wspólne przedsięwzięcia państwa Wittchenów. Z jednakową uwagą dbają o obydwa.

Pani Monika i pan Jędrzej dobrze wiedzieli, czego szukają - dużego wygodnego mieszkania blisko centrum Warszawy. Zdecydowali się więc na apartamentowiec na Żoliborzu. I to był strzał w dziesiątkę. W budynku jest basen, siłownia i fitness club, a pod oknami - ogród i sadzawka z rybkami. Co więcej, stąd mają bardzo wygodny dojazd do mieszczącej się pod miastem firmy. Mając jasną wizję, jak chcą mieszkać, zapowiedzieli deweloperowi, że kupują tylko pustą przestrzeń. Sami zaplanowali rozkład i urządzenie mieszkania (wśród sąsiadów zasłynęli tym, że mieli najwięcej projektów i rekordową liczbę razy je zmieniali). Jedyne, czego nie mogli poprawić, to długie i wąskie balkony. Zamiast skrzynek z kwiatami ustawili więc na nich donice z bluszczem, iglakami, jarzębiną. Teraz zgodnie twierdzą, że najładniejszy widok mają jesienią z sypialni - leżąc w łóżku, mogą podziwiać czerwieniące się na balkonie jarzębinowe korale.

Mieszkanie ma dwa poziomy. Na niższym mieści się przestronny salon oraz kuchnia z jadalnią, na wyższym znajdują się sypialnia z salonem kąpielowym i garderobą, pokój i łazienka córki oraz gabinet gospodarza. Najmocniejszym kolorystycznym akcentem wnętrza jest pomalowany na pomarańczowo dwukondygnacyjny hol w kształcie elipsy. Światło wpadające przez świetlik w suficie odbija się wszystkimi kolorami tęczy w kryształowym żyrandolu. Reprezentacyjny salon został urządzony zarówno z myślą o domownikach, jak i zagranicznych gościach oraz kontrahentach, których państwo Wittchenowie zdecydowanie wolą przyjmować w przyjaznej domowej atmosferze niż w urzędowej, biurowej.

Państwo Wittchenowie cenią klasykę i naturalne materiały; w ich domu nie znajdziemy tworzyw sztucznych. Azjatyckie dywany na podłogach to ręcznie tkane wyroby z wełny i jedwabiu. Gospodarze uważają, że rzeczy szlachetne, solidnie wykonane przetrwają wieki. Nie bronią się jednak przed nowoczesnością. Mieszkanie jest sterowane komputerowym systemem. Dzięki temu można niemal wszystko zaprogramować - temperaturę powietrza, natężenie światła, dyskretnie nagłośnić lub ściszyć muzykę, która rozbrzmiewa w każdym zakątku domu.

Gospodarze mają jeszcze wiele planów; nowe projekty, jak mówią, dodają im energii. Mieszkają na ostatnim (piątym) piętrze, myślą więc o zbudowaniu na dachu oranżerii, gdzie przez cały rok będzie można wypoczywać pośród zieleni. Tego mieszkania nie traktują zresztą jako ostatniej przystani. Może za parę lat, gdy córka się usamodzielni, zrealizują marzenie pani Moniki i zamieszkają poza miastem.

Skomentuj:

Domowa galanteria