Aranżacja w kamienicy

Tekst i stylizacja: Agnieszka Osak-Rejmer Zdjęcia: Sylwester Rejmer

Jeśli ktoś spędził dzieciństwo w starym domu, już zawsze będzie tęsknić do wiekowych murów, a skrzypienie schodów odbierać niczym najpiękniejszą muzykę. Tak jak Mariola.

UWAGA PONOWNA PUBLIKACJA ZA ZGODA WLASCICIELI
Nie tylko ściany, lecz także parapety są pokryte szarą tapetą natryskową. Na tle tej spokojnej barwy dobrze prezentują się wzorzyste błękitno-żółte zasłony uszyte przez Mariolę. Na sztaludze - portret gospodyni autorstwa jednej z trójmiejskich artystek.
Fot. Sylwester Rejmer
Z mieszkania Marioli i jej syna Niko nie słychać co prawda szumu morza, ale za to z okien roztacza się piękny widok na wzgórza Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego. Kamienica, w której się ono znajduje, została zbudowana w 1925 roku. Tak jak wiele zabytkowych budynków w Gdańsku Oliwie szczęśliwie przetrwała wojnę. Mariola spędziła wczesne dzieciństwo w mieszkaniu na gdańskiej Starówce. Potem przeprowadziła się na wiele lat do bloku. Nigdy jednak nie pokochała nowego miejsca. Wciąż brakowało jej przestrzeni, skrzypiących starych schodów; krótko mówiąc - klimatu, o którym w domach z betonu można sobie tylko pomarzyć. O przeprowadzce do kamienicy myślała bardzo długo. Wreszcie nadszedł czas, kiedy mogła zrealizować swoje plany. Szukając odpowiedniego lokum, nie miała szczególnie wygórowanych wymagań - zależało jej głównie na tym, by mieszkanie było spore (musiało się w nim pomieścić także domowe biuro) i żeby nikt nad nią nie mieszkał. Taką właśnie ofertę znalazła w jednej z trójmiejskich agencji nieruchomości.

Kiedy po raz pierwszy weszła do mieszkania na ostatnim piętrze kamienicy, zobaczyła przede wszystkim. ogrom pracy, jaki ją czeka. Wnętrze, nie dość że bardzo zniszczone, pomimo sporego metrażu wydawało się ciasne - podzielone zbyt wieloma ścianami, pełne szaf i pawlaczy. Miało jednak jedną cudowną zaletę - klimat, za jakim Mariola tęskniła przez długie lata. Decyzję o kupnie podjęła więc bez wahania.

W czasie remontu jako pierwsze zniknęły pawlacze - wtedy mieszkanie zaczęło odzyskiwać dawną przestrzeń. Gospodyni zrezygnowała z dodatkowej łazienki, powiększając o kilka metrów przedpokój. Wymieniła stare drzwi (czego do dziś niezmiernie żałuje), a okna poddała gruntownej renowacji. Konieczna była także modernizacja instalacji elektrycznej (gniazdka znajdowały się na wysokości metra, co może było wygodne, ale nie wyglądało zbyt estetycznie).

Podczas prac okazało się, że pod nieciekawą podłogą z płyt pilśniowych zachowały się przedwojenne sosnowe deski, co było dla pani domu zaskakującą, ale i bardzo miłą niespodzianką. Wycyklinowane i polakierowane drewno odzyskało dawny blask. Teraz mieszkanie składa się z kuchni, czterech pokoi (dziennego, gościnnego, sypialni mamy oraz syna), łazienki, małej toalety, garderoby i dwóch przedpokoi (jeden traktowany jest jako służbowy, ponieważ przez niego wchodzi się do dodatkowego pokoju, w którym gospodyni prowadzi biuro rachunkowe).

Aranżacją wnętrz Mariola zajęła się sama. Z zawodu jest jubilerem, wyobraźni - o zdolnościach manualnych nie wspominając - nigdy jej więc nie brakowało. Chciała, by w mieszkaniu panował ciepły, przyjazny nastrój, nazywany przez nią świecowym (od świeczek, które bardzo lubi i, jak sama przyznaje, często kupuje w ilościach niemal hurtowych). Wiele dekoracji to jej własne pomysły. Na ścianach z dnia na dzień przybywa fotografii - to prace domowników. Dla Marioli źródłem inspiracji jest przyroda: uwielbiane przez nią koty, znaleziony w parku liść, wypatrzona na plaży muszelka. Niko zaś najchętniej fotografuje miejski krajobraz. Miejscem na ścianie dzielą się jednak sprawiedliwie. Mariola zapewnia, że w tym mieszkaniu nawet skrzypienie podłogi brzmi jak muzyka. Jeśli chodzi o urządzanie wnętrza, nie postawiła jeszcze kropki nad "i". Teraz najbardziej marzy o piecyku kozie, w którym mogłaby palić w chłodne wieczory. Kiedy to marzenie się spełni? No cóż, wszystko zależy od... kominiarza.

Skomentuj:

Aranżacja w kamienicy