Liczy się wnętrze

Tekst i stylizacja: Aneta Kosiba Zdjęcia: Łukasz Zandecki

Czasem dopiero przy drugim wejrzeniu dostrzegamy prawdziwe piękno człowieka, krajobrazu albo... mieszkania. Wiadomo przecież, że aby odkryć to, co naprawdę się liczy, nie wystarczy zewnętrzna uroda. Najważniejsze jest bowiem to, co w środku...

UWAGA PONOWNA PUBLIKACJA ZA ZGODA WLASCICIELI
Wysokie ściany i skosy urzekły właścicieli - mają oni wrażenie, że mieszkają w starej krakowskiej kamienicy.
Fot. Lukasz Zandecki
Pani Anna i jej narzeczony Piotr ze zgrozą myślą, że ich ukochane mieszkanie mogło im po prostu przejść koło nosa. Wprawdzie lokalizacja segmentu była doskonała (krakowski Zakrzówek to jeden z najbardziej zielonych zakątków miasta), ale na początku wystraszyło ich sąsiedztwo... cmentarza. Kiedy przyjechali zobaczyć prawie gotowy budynek, nawet nie chcieli wejść do środka. Jednak po kilku miesiącach bezowocnych poszukiwań wrócili, żeby przynajmniej obejrzeć wnętrza.

Zwiedzanie dwupoziomowego mieszkania zupełnie przypadkowo zaczęli od poddasza. Wystarczył jeden rzut oka, szybka wymiana spojrzeń i już wiedzieli, że to jest to! Do dzisiaj ze śmiechem wspominają zaskoczenie agenta nieruchomości, który przyznał, że pierwszy raz spotkał tak zdecydowanych klientów. Gospodarzom spodobały się wysokie pomieszczenia (pokój dzienny ma ponad cztery metry!), łazienka z oknem, skosy dachu, a przede wszystkim - rozległy widok na klasztor kamedułów i las. Już zaczęli planować, które ściany działowe trzeba by przesunąć, gdy okazało się, że nad całym przedsięwzięciem zbierają się czarne chmury... Mieszkanie zarezerwował dla siebie deweloper, który zbudował osiedle. Pertraktacje trochę trwały. Proponował im inne, w bardzo korzystnej cenie, jednak widząc ich determinację, w końcu skapitulował.

Oboje pracują w marketingu i pragnęli mieć dom, który zapewni im wyciszenie i odpoczynek. Planując jego wystrój, pani Anna nie myślała o konkretnym stylu. Nie chciała, by mieszkanie było zbyt awangardowe, bo ukochane pamiątkowe drobiazgi źle by się czuły w takim otoczeniu, ani zbyt klasyczne, bo ceni nowoczesne rozwiązania. Efekt? Jest eklektycznie, ale przytulnie - i o to właśnie chodziło. To między innymi zasługa drobiazgów przywożonych przez gospodarzy z licznych podróży po świecie, między innymi do RPA. Pani Anna pragnęła wyeksponować choć niektóre z nich. I tak na przykład w pokoju dziennym zadomowiły się bożki szczęścia kupione w Kapsztadzie.

W poprzednim mieszkaniu ściany były pomalowane na żywe kolory, a na podłodze leżał jasny jaworowy parkiet. W nowym miejscu musiało być inaczej. Gospodyni uznała, że najlepsze będą spokojne, neutralne barwy, które dają wytchnienie oczom i nie męczą. Na ścianach królują beże w kilku odcieniach, a parkiet, drzwi i ościeżnice są zrobione z ciemnego drewna. Przeszklone drzwi prowadzą na spory taras, który gospodarze traktują jak dodatkową przestrzeń "mieszkalną". Spędzają tutaj każdą wolną chwilę - od wiosny do jesieni. Płytki, które w słoneczny dzień parzyły w stopy jak piasek na plaży, zastąpiono deskami. Jak twierdzi pani Anna, tak jest milej. Ten pogląd w pełni podziela suczka Bajka, która uwielbia się tu wylegiwać.

Skomentuj:

Liczy się wnętrze