Obraz we wnętrzu: Magda Bielesz

Bogusław Deptuła

Jakie dzieła sztuki kupić, z jakimi zamieszkać? Polecając obrazy, pytam ich twórców, co sami zawieszają na ścianach, jakich dzieł szukają i jak z nimi na co dzień obcują.

Bez tytułu, 60 x 80 cm, olej na płótnie, 2008
Fot. archiwum artystów

Magda Bielesz ogląda ludzi albo ich fotografie, to najczęstsze źródła jej inspiracji. Pojawiają się również inne tematy: codzienne przedmioty, wyimaginowane sceny, jak choćby z Marylin Monroe; do tego trochę wspomnień i innych zazwyczaj osobistych wątków. Bielesz chętnie czyni siebie, swą rodzinę albo domowe fotografie tematami obrazów. Ten osobisty rys, rys sztuki powstającej z potrzeby malowania dla siebie samej, niejako na własne potrzeby, jest chyba najsilniejszym jej inspiratorem.

A do tego jeszcze bardzo charakterystyczne zawieszenie między witalnością, żywotnością, radością a melancholią, zamyśleniem, wspominaniem z drugiej strony. Jakby malarka nie umiała zdecydować, w jakiej właściwie tonacji chciałaby pracować.

A może zwyczajnie nie ma takiej potrzeby, może nie musi, może przecież podążać za naprzemiennym rytmem dni, które rzadko składają się na nieustające pasmo szczęścia.

Dosyć częste na jej obrazach są białe tła. Jest w tym zabiegu jakaś chęć do porządkowania, czyszczenia owych scen czerpanych z różnych inspiracji. Owo odrzucanie zbędnych naleciałości jest chyba próbą zapanowania nad przeszłością i zaprowadzeniem w niej porządku. Jednak chyba ważniejsza od porządku jest czułość, która przebija z tych obrazów.

www.darta.art.pl/magda

- Jestem, jak pewnie większość malarzy, bardzo przywiązana do moich obrazów - mówi Magda Bielesz. - Mam całą masę takich, z którymi nigdy nie chcę się rozstać, ale też nie zamierzam wieszać ich na ścianach mojego domu. Jest też bardzo dużo prac innych malarzy, które bardzo sobie cenię, ale zdecydowanie wolę puste ściany.

Skomentuj:

Obraz we wnętrzu: Magda Bielesz