Wnętrza o szafirowych ścianach

tekst: Karolina Kowalska, zdjęcia: Lisa Cohen/Living Inside

Kiedy słońca jest tyle, ile w Melbourne, można pozwolić sobiena drobne szaleństwo i pomalować ściany na granatowo. A właściwie na kolor nieba o dwunastej w nocy, jak nazywa go właścicielka.

Fotel z podnóżkiem Ro zaprojektował dla marki Fritz Hansen Jaime Hayon. Głowa Aleksandra Wielkiego - rzeźba z ogrodu ojca gospodyni. Stolik kawowy wykonał jej szwagier Tim Shovelton. Lampa vintage z bazaru staroci Waverly.
Fotel z podnóżkiem Ro zaprojektował dla marki Fritz Hansen Jaime Hayon. Głowa Aleksandra Wielkiego - rzeźba z ogrodu ojca gospodyni. Stolik kawowy wykonał jej szwagier Tim Shovelton. Lampa vintage z bazaru staroci Waverly.
Fot.: Lisa Cohen/Living Inside

Kto tu mieszka? Belinda Hall, projektantka i stylistka z pracowni Richard Hall & Son, z rodziną, www.richardhallandson.com.au
Gdzie? Melbourne, Australia. Dom wolno stojący

Najstarsze budynki z przedmieść Melbourne wyrosły za czasów gorączki złota, która ogarnęła Australię w połowie XIX wieku. Ustawione jak pod linijkę rzędy ceglanych budynków dziś toną w zieleni drzew i są rozchwytywane na rynku nieruchomości. Jednym z nich jest dom Belindy Hall, który w latach imigracyjnego bumu poszukiwaczy cennego kruszcu pełnił rolę mleczarni.

Mury dawno zapomniały o produkcyjnej przeszłości, ale też nie zapowiadają niespodzianek czających się w środku. Z zewnątrz wszystko wygląda grzecznie i standardowo - jest dobrze utrzymany trawnik i ogrodzenia wysadzane bukszpanami.

Stary dom w nowym ujęciu

Większość ludzi, którzy w tych okolicach kupują stary dom, trzyma się niepisanych reguł gry: nie tykamy części reprezentacyjnej (zwykle przestronnych pokoi od strony frontowej), a wszelkie przybudówki usuwamy. W ich miejsce stawiamy white box - nowoczesną kostkę z dużymi przeszkleniami i bez podziałów. I taki właśnie stary dom z nową odnogą nabyli Belinda Hall i jej mąż, ale marzyło im się coś więcej niż fuzja dwóch typów architektury i eklektyzm w urządzaniu wnętrza. Chcieli półcieni, warstw, czegoś wyrafinowanego.

Wnętrza domu
Wnętrza domu
fot. Lisa Cohen

Sprzymierzeńcami w tym działaniu były profesjonalizm i entuzjazm. Belinda razem z Fioną Richardson tworzy prężny team w projektowaniu wnętrz - Richard Hall & Son. Panie nie podążają za modą, raczej "ryją w pamięci domów". Nigdy nie ignorują historycznych śladów w przestrzeni. Obie udowodniły też nieprawdziwość przysłowia o szewcu, który chodzi bez butów - ich prywatne domy są najlepszą wizytówką ich zawodowych możliwości. Belindę w projektowaniu własnego lokum dodatkowo mocno wspierał mąż. Gdy kupowali dodatki, cieszył się jak dziecko. Z którejś z zamorskich podróży przywiózł kinkiety w kształcie ananasów i w zasadzie nie rozstawał się z próbnikiem farb Farrow and Ball, żeby nie pomylić się przy dopasowywaniu detali do kolorów ścian. Bo kolory, a właściwie jeden z nich, jest w tym domu kluczowy. To Hague Blue, czyli haski błękit, ciemny, głęboki odcień nawiązujący do tradycyjnych holenderskich wnętrz. Belinda woli o nim mówić "kolor nieba o dwunastej w nocy".

Kolor nocy na ścianach

Państwo Hall pokryli nim całą nową część dzienną - salon, jadalnię i kuchnię. Nie tylko ściany. - Pomalowanie całej stolarki drzwiowej i okiennej sprawia, że głębia barwy wydaje się nieskończona - mówi projektantka. - I pięknie kontrastuje z przesyconą słońcem zielenią ogrodu. W kuchni ten efekt wzmocniły jeszcze błękitne płytki ceramiczne z Hiszpanii o połyskującej powierzchni. Odbijają światło i ożywiają wnętrze.

Aby złagodzić kontrast między jasną i starą częścią domu, a zatopionym w granacie nowoczesnym kubikiem, korytarz ze stylowymi łukami i filarami "napełniono atramentem" do połowy wysokości. Powstał rodzaj intrygującej lamperii ze złotą lamówką. Wizualnie łączy ona drzwi wejściowe, jak się łatwo domyślić granatowe, z częścią dzienną pomalowaną na nocny kolor.

Wspomnienia z dzieciństwa

Ten mundurek kolorystyczny wprowadzałby do wnętrza musztrę i chłód, gdyby nie elementy ocieplające. Po pierwsze tapety. Od nich Belinda zaczęła urządzać wnętrza, tak jakby chciała naznaczyć przestrzeń jakimś najbardziej intymnym i sentymentalnym wspomnieniem z dzieciństwa. Jej babcia się w nich lubowała. Po drugie, nie zabrakło wyrafinowanych detali, często z naturalnych materiałów. Klimat robią kamienna rzeźba głowy Aleksandra Wielkiego, mosiężna waza czy przedwojenny syfon w kształcie połączonych kul. Na czele meblowej listy przebojów stoi zaś drewniana komoda Alberta Guenota z lat 50., byłego dyrektora artystycznego legendarnego paryskiego domu towarowego Le Bon Marché.

W domu Belindy stare i nowe, jasne i ciemne idealnie się równoważą. Niczym pierwotne i uzupełniające się yin i yang, które nota bene dosłownie oznaczają miejsca: zacienione i nasłonecznione.

Skomentuj:

Wnętrza o szafirowych ścianach