Polski zamek w nowej odsłonie

Na skraju rozlewiska stoi zamek. Przywrócony do życia i otwarty dla fanów niecodziennych wnętrz przez projektanta fantastę, dzięki któremu Warmia odzyskała jeden ze swoich kulturowych skarbów.

Kto tu mieszka? Wojciech Wasilewski, dziennikarz, projektant wnętrz i scenografii
Strona na FB: Zamek Morąg
Gdzie? W Morągu
Metraż: ok. 1200 m kw.

Z właścicielem zamku spotykam się w jego warszawskim domu. Wojciech Wasilewski tu się wychował i tutaj powrócił po latach spędzonych we Francji. Chłodniejszą część roku spędza w stolicy, by wraz z pierwszymi promieniami wiosennego słońca przenieść się do warmińskiej siedziby. - Na zamku żyję zgodnie z rytmem natury - opowiada. - Nie tyle znałem ten rytm, ile go od zawsze przeczuwałem, bo przecież od pokoleń jestem związany z miastem. Gdy mieszkałem w Paryżu, uciekałem na prowincję. Nie porwał mnie wielkomiejski pęd.

Zabytek użytkowy

W holu przyciąga wzrok stylowy kredens, dalej prowadzą solidne drzwi. Kto przekroczy próg salonu, wejdzie w inny świat. Strefę dzienną upodobniono do renesansowej komnaty. Wyłapuję szczegóły: meble, kopie obrazów, scenograficzne ozdobniki; w drugim planie, na ekranie komputera, zamek otoczony fosą, na kolejnych fotografiach zamkowe sale. Zdjęcia są "okienkiem" umożliwiającym błyskawiczne przeniesienie się w przestrzeni. Jesteśmy tutaj, a czujemy się tak, jakbyśmy równocześnie byli tam.

- Jako dziennikarz, robiłem w telewizji między innymi programy o zabytkach. W Paryżu założyłem firmę zajmującą się projektami oraz rewitalizacją historycznej architektury. Kontynuuję to w kraju. Scenografia i wnętrza są jednym z głównych obszarów moich zainteresowań - opowiada gospodarz, a ja zastanawiam się, czy postawić filiżankę na zabytkowym stole. - Śmiało - zachęca. - To wszystko jest użytkowe. Miejsca, które projektuję nie są muzeami. Nazywam to scenografią funkcjonalną. W zamku zwiedzający dziwią się: naprawdę możemy dotknąć? Tak, odpowiadam, dotknąć, usiąść, poleżeć. Proszę tylko o delikatność w obcowaniu z przedmiotami.

Zamek do natychmiastowego remontu

- Mój ojciec interesował się historią - kontynuuje. - Urodził się w mająteczku pod Radomiem, w rodzinie dość zubożałej, ale przywiązanej do swojego miejsca. Dziadkowie ze strony matki mieli w Warszawie kamienicę i fabryczkę mebli giętych. A ja zawsze coś kolekcjonowałem. Proszę spojrzeć, ten XIX-wieczny barek kupiłem, gdy miałem piętnaście lat! Pragnąłem zamieszkać na wsi, a Morąg po prostu mi się przydarzył. Przyciągnął ogłoszeniem na całą rozkładówkę: "Sprzedam zamek krzyżacki na Mazurach". Był rok 2000. Nabyłem nieruchomość za bardzo niewielką sumę. Nie w pełni świadomy, że to zaledwie czubek góry lodowej... Zrujnowany budynek z cieknącym dachem, wyłamanymi drzwiami i oknami, zawalonymi stropami i wyrwaną większością podłóg wymagał natychmiastowej interwencji. Jedyne zachowane spośród pięciu skrzydeł zamku obecny kształt uzyskało w ostatniej ćwierci XVI wieku. Po pierwotnym założeniu krzyżackiego zamku-klasztoru z 1280 roku zostały kompletne fundamenty, w całości odsłonięte i udostępnione zwiedzającym.

Zamek w MorąguZamek w Morągu Zamek w Morągu

- Na tych terenach było ogromne jezioro z wyspami, stopniowo osuszane, w konsekwencji czego powstały trzy mniejsze - tłumaczy. - Na cyplu największej z wysp zbudowano zamek z fosą, po kilkudziesięciu latach na wzgórzu obok wyrosło miasteczko, obecnie morąskie Stare Miasto.

Unikatowe rozwiązania

Rewitalizację obiektu pod nadzorem konserwatora rozpoczęto od realizacji potężnych prac archeologicznych. Ślady zabudowań i fundamenty ukazały się po wywiezieniu ponad trzech tysięcy wywrotek ziemi. Najcenniejszym skarbem jest strop nad salą o powierzchni prawie 150 m kw. Pokryty renesansowymi malowidłami, dotrwał w stanie niemal nienaruszonym, zachowując typową dla średniowiecza kompozycję. - Robi piorunujące wrażenie. To unikat w skali kraju - gospodarz nie kryje dumy. Ma do niej uzasadnione powody, gdyż przed nim żadna prywatna osoba nie zrealizowała w Polsce odsłonięcia zabytkowej tkanki na taką skalę.

Plany na przyszłość

Do czasów współczesnych zachowało się około 600 m kw. powierzchni na dwóch piętrach. W obrębie dwupoziomowego strychu na zagospodarowanie czeka kolejnych 600 m kw. - Marzę o tym, żeby powstało tutaj miejsce o funkcji hotelu, takie, za sprawą którego gość przeniesie się nie tylko w przestrzeni, ale także w czasie - zaznacza.
Jako projektant przyjął założenie: jeżeli czegoś nie da się ukryć, trzeba to wyeksponować. Skuto tynki, cały obiekt przebadano pod kątem obecności polichromii. Część ścian potem otynkowano, reszty nie, by lepiej schły. Są niedoskonałe. Tu i ówdzie pozostały pomalowane olejną farbą podłogi. Estetyka jest "produktem ubocznym" rozwiązań funkcjonalnych. Zdaniem autora to sposób myślenia charakterystyczny dla średniowiecza.

- Wnętrza nasyciłem zabytkowymi i stylizowanymi meblami, kopiami obrazów w postarzanych ramach. Większość obiektów sam poddaję renowacji. Żyrandole składam ze zdobywanych cze?s´ci. Jestem pasjonatem i praktykiem rzemiosła. Założyłem Akademię Rzemiosł Dawnych. Celem wszystkich zabiegów aranżacyjnych było zrównoważenie wystrojem kontekstu architektury odartej z wykończenia. Nie było moją intencją upodobnienie wnętrz zamku do modnych przestrzeni postindustrialnych, to klimat, który pojawił się samoistnie. Szczerość i prostota tych wnętrz bardzo mi odpowiada. Nigdy nie planowałem przekształcenia Morąga w Disneyland, co przydarzyło się przynajmniej kilku podobnej klasy zabytkom - dodaje.

Więcej o: