W magicznym świecie kolorów

Co sprawia, że mieszkamy w szarych miastach? Dlaczego nasze domy zaczęły wyglądać podobnie? O barwach i ich roli w codziennym życiu mówi Dagny Thurmann-Moe, autorka książki "Kolorowa rewolucja".

Dagny Thurmann-Moe – norweska ekspertka w dziedzinie kolorów. Często występuje w mediach, gdzie opowiada o trendach kolorystycznych we wnętrzach, architekturze i modzie. Prowadzi własne studio projektowe w Oslo, komponuje palety kolorów dla budynków, pomieszczeń, tekstyliów, porcelany itd. Wcześniej pracowała jako dyrektor artystyczna w jednej z największych norweskich firm produkujących farby, tapety i podłogi. Prowadzi profesjonalne szkolenia w dziedzinie teorii i praktyki komponowania kolorów.

- Wydawnictwo Agora, z języka norweskiego przełożyła Karolina Drozdowska

ZAPRASZAM DO OBEJRZENIA MOJEGO DOMU, w którym mieszkam z dwiema córkami (siedmio- i dziewięcioletnią). Budynek wzniesiono w roku 2011. Nowoczesnym obiektom często brakuje indywidualizmu, ich wnętrza mogą być odbierane jako zimne i anonimowe. Dlatego tak ważne są kolory. Paleta barw w moim domu składa się głównie z ciepłych odcieni, jej rdzeń stanowią czerwienie i kolory drewna.

W swojej książce pisze pani, że Norwegia staje się coraz mniej kolorowa. To samo mogę chyba powiedzieć o Polsce. Dlaczego eliminujemy kolory ze swojego życia?

W dużej mierze odpowiadają za to projektanci. Studia architektoniczne nie oferują zajęć związanych z kolorami. Ich absolwenci nie interesują się więc tym tematem i nie poświęcają mu uwagi. Tak się dzieje nie tylko w Norwegii. Na dodatek architekci, przynajmniej w moim kraju, są uważani za arogancką grupę zawodową. Nie interesują się opiniami osób spoza ich kręgu, uważają, że aby krytykować architekturę, trzeba być architektem. Kiedy 15–20 lat temu ludzie zaczęli mówić, że nie podobają im się te białe czy szare budynki, usłyszeli: nie wiecie, o czym mówicie. A tak naprawdę nie chcą się przyznać, że nie wiedzą wiele o kolorach i o tym, jak one działają. Uważają, że materiały są ważniejsze od kolorów.

A my żyjemy w tych szarych miastach i nie mamy nic do powiedzenia.

Architekci obawiają się krytyki, nie lubią jej i nie chcą na ten temat rozmawiać. Na całym świecie widać, że tworzą budynki dla innych architektów. Budynek ma być dziełem sztuki, rzeźbą, a nie obiektem użytkowym dla tzw. normalnego człowieka.

Ale o przestrzeni publicznej nie decydują wyłącznie architekci. Są jeszcze władze lokalne...

...które też nic nie wiedzą o kolorach i zdają się w tym względzie na architektów, projektantów. Ostatecznie to właśnie oni decydują o tym, jak wyglądają nasze miasta. I kółko się zamyka.

W takim razie czy kolorowa rewolucja – nawiązując do tytułu książki – jest możliwa?

Ona już ma miejsce, zwłaszcza w Norwegii. A wzięła się stąd, że właśnie mieszkańcy tych szarych miast i szarych wnętrz mieli już dość życia bez kolorów. I zaczęli dawać temu wyraz. W listach do pism wnętrzarskich narzekali, że od wielu lat oglądają podobne do siebie mieszkania. Tak jakby te wszystkie magazyny pokazywały ciągle ten sam dom.

I co na to projektanci?

We wnętrzach sytuacja znacznie się poprawiła. Jeśli natomiast chodzi o architektów, w ich podejściu następuje zmiana, ale bardzo powolna. W ciągu ostatnich mniej więcej 10 lat sami zauważyli, że tworzą nieprzyjazne miasta. Młode pokolenie jest już o wiele bardziej zainteresowane kolorami i chce je stosować w swoich projektach, nadal jednak młodzi są zagłuszani przez starszych, którzy nie przyjmują do wiadomości, że architektura bez kolorów jest dla nas bardzo niezdrowa. Potwierdzają to publikowane coraz częściej wyniki badań.

Zachwyciła się pani warszawskim hotelem Sobieski, pomalowanym na intensywne kolory. Tymczasem większość Polaków uważa, że jest nieładny i kiczowaty. Podobnie jak bloki z wielkiej płyty w pastelowych barwach. Mamy nawet na to określenie: pasteloza. I nie jest to wcale komplement...

Chorobą, którą powinniśmy się martwić, jest raczej achromatoza, czyli brak kolorów. A pasteloza tak naprawdę jest pozytywnym trendem, który daje życie naszym miastom. W wielu miastach
Europy – np. w Londynie, Oslo – powstają kolorowe budynki, które stają się najczęściej fotografowanymi obiektami. I lubianymi przez ludzi, według nich wnoszą one pozytywną energię.

Czyli nie powinniśmy się wstydzić tych kolorowanych osiedli?

Wprost przeciwnie, powinny być atrakcją turystyczną! Te osiedla to unikat w Europie, inne miasta takich nie mają. A fotografię hotelu pokazałam swojej przyjaciółce, która robi zdjęcia dla pism architektonicznych na całym świecie – i specjalizuje się w pastelozie [śmiech]. Bardzo jej się spodobał! Powinniście zapraszać
fotografów od architektury, żeby chwalić się tymi kolorowymi budynkami na świecie.

A propos fotografowania – na wakacjach z zachwytem robimy zdjęcia kolorowych domków, kwiatów, krajobrazów, a potem wracamy do swoich niekolorowych domów, które sami przecież tak urządziliśmy. Tęsknimy za kolorami, ale nie chcemy wśród nich mieszkać?

To brak logiki w naszym podejściu do kolorów. Chcemy być w takich kolorowych miejscach i marzymy, by spędzać tam czas, ale w domach skazujemy się na bezbarwność.

Dlaczego?

Bo przez lata kładziono nam do głowy, że dom to co innego i lepiej mieszkać wśród stonowanych barw. Daliśmy sobie wmówić, że lepiej używać neutralnych kolorów podstawowych i dopełniać je kolorowymi detalami. Staliśmy się posłuszni zasadom rządzącym nowoczesnym społeczeństwem, gdzie kolory są źle widziane.

W naszych domach najbardziej kolorowe są pokoje dzieci. W tym przypadku daliśmy się przekonać, że kolory są dzieciom potrzebne – bo stymulują ich rozwój, pomagają rozwijać wyobraźnię. Ale to się nie przekłada na „dorosłe” wnętrza. Jakbyśmy wyrastali z kolorów.

Są dowody naukowe, że nasz mózg działa lepiej w otoczeniu kolorów. Gdy ich nie ma albo jest bardzo mało, zaczyna intensywnie szukać detali i kontrastów, na których moglibyśmy skupić wzrok. I jeśli przez dłuższy czas przebywamy w otoczeniu bez barw, nasz umysł zaczyna działać na najniższych obrotach.

Miłośnicy białych wnętrz powinni więc jak najszybciej zweryfikować swoje upodobania...

W białych wnętrzach do siatkówki oka dociera zbyt dużo światła, a to męczy wzrok. Ale nie tylko, utrudnia również utrzymanie stałej temperatury ciała, powoduje bóle głowy, zakłóca koncentrację, czyli – szybciej też męczy się nasz mózg. Jesteśmy ssakami i nasze oczy po prostu nie są przystosowane do patrzenia na biel i do funkcjonowania w białej przestrzeni. To sprawia, że na białej powierzchni nie widzimy detali. A wystarczy ją pomalować na jakiś kolor, żeby te szczegóły stały się dla naszych oczu widoczne, wyszły „na wierzch”.

Wracając do dzieci: niestety, coraz częściej widzimy pokoje dziecięce zaaranżowane w szarościach, beżach. Ubywa w nich kolorów, stają się po „dorosłemu” stonowane.

To tragedia! Powiedziałabym nawet: znęcanie się nad dziećmi. Skoro – jak mówiłam – dorośli potrzebują kolorów, to dzieci tym bardziej. Nie wolno dzieciom ich zabierać.

Od jakiegoś czasu obserwujemy we wnętrzach inwazję szarego koloru. Skąd się wzięła ta miłość do szarości? Może stąd, że zgodnie z powszechnym przekonaniem do szarego wszystko pasuje?

Ale tak naprawdę do szarego nic nie pasuje. Kontrast między nim a inną barwą zawsze będzie ostry, nieprzyjemny. Szarość nie należy do koła barw. O ile wszystkie kolory w nim są jakoś ze sobą spokrewnione, szarość – podobnie jak biel i czerń – jest poza kołem barw. Ludzkie oko nie jest przystosowane do patrzenia na szarość, ona bowiem nie występuje w przyrodzie. To, co wydaje nam się szare, w naturze tak naprawdę jest beżowe. I tylko wydaje się szare z powodu światła słonecznego.

Rozumiem więc, że szarość lepiej zastąpić kolorami wziętymi z natury?

Tak! Najbardziej naturalnymi kolorami jest niebieski i zielony – to one dominują w przyrodzie i są „najłatwiejszymi” barwami na ściany, stanowiąc dobre tło innych barw. Poza tym niebieski na przykład sprawia, że drewno wydaje się bardziej wyraziste. A niebieski sufit jest dla nas bardziej naturalny niż biały. Ale jeśli te kolory wydają nam się zbyt zimne, wybierzmy na przykład cieliste odcienie – cieplejszy wariant neutralnego tła. Polecam również żółć, to jeden z łatwiejszych kolorów, łagodny i prosty.

Zaraz, zaraz – niebieski sufit? To dla nas naprawdę rewolucja! W naszych mieszkaniach sufit jest zwykle biały, nawet jeśli ściany mają ciemny kolor.

To błąd, takie zróżnicowanie barw powoduje ostry, nieprzyjemny kontrast. Żeby go uniknąć, sufit powinno się malować na kolor ścian. W żadnym z moich projektów nie ma białych sufitów. I nie ma ich również w moim domu.

No właśnie, a jak urządziła pani własny dom?

Jest pełen kolorów! I to działa na mnie odprężająco. Na przykład w sypialni użyłam ciemnej zieleni, na taki kolor – ale w jaśniejszym odcieniu – pomalowałam też sufit. A pokój nie jest specjalnie wysoki, ma 2,4 metra. Dzięki kolorom stał się bardzo przytulny i ciepły. W taki też sposób moi goście odbierają salon, w którym motywem przewodnim jest czerwień. Kolorów nie brakuje również w innych pomieszczeniach.

Wiele osób ma kłopoty z zestawianiem kolorów. Nawet jeśli zdecydują się na pomalowanie ścian np. na żółto, nie wiedzą, co dalej.

Wiem, że ludzie potrzebują dobrych przykładów wykorzystania kolorów. I że wiele polskich kobiet chciałoby wprowadzić kolor do swojego domu, ale nie umieją sobie z tym poradzić. Trzeba więc pokazywać, jak można to zrobić i jak osiągnąć dobry efekt. Takie przykłady prezentuję w swojej książce.

Zachęcamy więc do sięgnięcia po nią. I do obejrzenia zdjęć pani domu, które ilustrują naszą rozmowę.

Zapraszam wszystkich czytelników „Czterech Kątów” w swoje progi. Witajcie w magicznym świecie kolorów!

cztery kąty na wideo

Skomentuj:
W magicznym świecie kolorów
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX