Restauracja Der Elefant

Tekst Ewa Maciąg zdjęcia Piotr Targosz/EPOKA, J. Maciej Goliszewski/EPOKA, Łukasz Zandecki
19.02.2015 08:55
A A A
Restauracja Der Elefant

Restauracja Der Elefant (zdjęcia Piotr Targosz/EPOKA, J. Maciej Goliszewski/EPOKA, Łukasz Zandecki)

Loftowy klimat, pamiątki z ciekawych podróży, znakomita karta i jeszcze zaprojektowany przez Allana Starskiego dziedziniec. Atmosfera dobrych nowojorskich lokali w sercu stolicy.

Tuż przy wejściu, na jednym z filarów pod sufitem wisi dyskretnie umocowana głowa słonia metrowej wysokości. Świetna robota zaprzyjaźnionej artystki, wygląda niepokojąco - jak żywa. Ale to oczywiście żartobliwy prezent dla właścicieli. Tak naprawdę nazwa „Der Elefant” nie ma nic wspólnego ze słoniem. - Gdy pracowaliśmy nad layoutem karty i wybieraliśmy czcionki, szczególnie podobała mi się jedna, oznaczona jako „der elefant” - opowiada Artur Jarczyński, znany restaurator, właściciel lokalu (wraz z żoną Vereną). Wspominamy początki, bo restauracja ma długą historię. Jarczyński otworzył ją 25 lat temu. Der Elefant powstał w 1990 r. i był jednym z pierwszych dobrych pubów w Warszawie. - Po krótkim pobycie w Niemczech w latach 80., gdzie dorabiałem w restauracji ciotki jako pomocnik, wróciłem do Warszawy i brakowało mi tu miejsca, gdzie można wpaść na grilla - mówi. Żeby zjeść dobry stek, musiał otworzyć knajpkę... Tak powstał Der Elefant. Po 20 latach zamknął pub na czas remontu hotelu Saskiego, aby otworzyć go na nowo już po trzech latach. W 2004 roku kupił hotel Saski i postanowił zainwestować na dobre w Der Elefanta. W tym czasie na planie filmu „Olivier Twist” w Pradze spotkał Allana Starskiego. - Byłem pod wielkim wrażeniem tego, jak doskonale zrekonstruował XIX-wieczny Londyn. Nie z tektury, a z cegieł. Zbudował realistyczną, przepiękną dekorację. Wpadłem na pomysł, by namówić go do współpracy w Warszawie, chciałem, żeby stworzył w tym budynku coś trwałego, na stałe. Zgodził się zaprojektować dziedziniec hotelu i pasaż, który prowadzi do restauracji. Powstało coś szczególnego - opowiada Jarczyński. Zaprojektowany z wielkim rozmachem pasaż został wybrukowany kostką, stoją na nim elektryczne latarnie stylizowane na gazowe. Elewacje oficyny wyglądają jak odremontowany gmach z XIX w. Po obu stronach pasażu zamontowano witryny z dębu o snycerskich wykończeniach. Robią wrażenie, jakby powstały w dwudziestoleciu międzywojennym. Zewnętrzne schody przeciwpożarowe kojarzą się z nowojorskimi domami.

Wnętrze zaprojektował zaprzyjaźniony z Jarczyńskimi architekt Olgierd Hryniewicki. - Znamy się ze szkoły podstawowej. Przyjaźnimy się, razem zwiedzaliśmy Izrael i USA. Chcieliśmy zachować w klimacie wnętrza najciekawsze wspomnienia z naszych podróży - opowiada właściciel. Der Elefant to właściwie dwa lokale w jednym. W części wschodniej, z wejściem od ul. Marszałkowskiej, mieści się część rybna - Fishmarkt. Miejsce urządzone na wzór typowych knajpek rybnych. W sercu wielka lada z pokruszonym lodem, białe płytki na ścianach, wokół wygodne ławy i stoliki nakryte papierową kartą (z recyklingu!) z menu. Codziennie świeże ryby, owoce morza, wszystko w przystępnych cenach, można nawet trafić na langustę! Tu królują ryby i białe wino, w sąsiednim wnętrzu - wołowina i czerwone wino.

Wnętrze wysmakowane, loftowe, ale ciepłe i przyjazne. Przestrzeń, w której dominują naturalne materiały. Meble i lampy na zamówienie, modna kolorystyka. - Ściany przemalowywaliśmy cztery razy, wciąż wychodził nam nie ten odcień, co trzeba. Podłogę na piętrze postarzaliśmy, trzeba było konstruować specjalną piłę, by uzyskać efekt spracowanej powierzchni. Trudno jest zrobić coś tak, by wyglądało jak dzieło nieudolnego rzemieślnika - śmieje się właściciel. Urządzili też bar z cynowym blatem, jak we francuskiej winiarni. Niektóre stoły mają dębowe, szczotkowane blaty. Wyglądają na „niedzisiejsze”, a jednocześnie są ponadczasowe.

- Chcieliśmy, by nikt nie czuł się tu skrępowany - deklarują Jarczyńscy. Można wpaść niezobowiązująco na burgera z siekaną argentyńską wołowiną albo wyrazisty hummus z pitą. Miło też spędzić długi wieczór przy ostrygach i rieslingu.

Właściciele podkreślają, że kierują się filozofią ekologiczną. Oszczędzają wodę, energię, prąd, a za motto mają słowa o szacunku dla Ziemi i przyszłych pokoleń przypisywane Haudenosaunee, dawnemu wodzowi plemienia Irokezów. Indiański duch, nowojorska atmosfera, izraelskie szyldy... Mieszają się tu kultury, ale smakami i wystrojem rządzi wystudiowana prostota.

Zobacz także

ZOBACZ TEŻ WIDEO

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX