Wnętrza: szyk ze szczyptą dekadencji

Agnieszka Rezler, stylizacja Anna Tyślerowicz
23.05.2014 08:00
A A A
Granitowy blat stołu robotnicy wnieśli na XIII piętro - nawet podzielony na segmenty nie mieścił się w windzie. Nad nim lampa

Granitowy blat stołu robotnicy wnieśli na XIII piętro - nawet podzielony na segmenty nie mieścił się w windzie. Nad nim lampa "Dear Ingo" (Moooi, Space Design), zaprojektowana przez Rona Gilada jako hołd dla designera Ingo Maurera. - Początkowo nie byłam do niej przekonana, ale... (fot. Rafał Lipski)

Nadpalone fotele i poczerniały, jakby osmalony płomieniami parkiet. Wśród tej wytrawnie wyreżyserowanej pożogi - lekkie fantomy transparentnych krzeseł, tafle luster i migotliwy blask mozaiki. Czerń i biel. Szyk ze szczyptą dekadencji.

Żeby było trudniej - i ciekawiej - tę niebanalną, trochę teatralną aranżację wpisano we wnętrza nowoczesnego apartamentowca, w ramy pozbawionej ozdobników przestrzeni, wytyczonej przez surową geometrię ścian i wielkoformatowych przeszkleń. Stylowa czarno-biała treść wypełniła ją po brzegi, zasiewając ziarno wątpliwości: czy aby nie jesteśmy we wnętrzach paryskiej kamienicy?

Rygorystyczną dyscyplinę dwóch skrajnych barw tłumaczy różnorodność kształtów: znajdziemy tu i finezję baroku, i liniową symetrię klasycyzmu, a nawet pierwiastek drapieżnego konstruktywizmu. Aby przy takim bogactwie motywów uniknąć wrażenia zgiełku, trzeba było okiełznać kolory. Zredukowana do minimum paleta łączy odległe wątki stylistyczne, splatając je w unikalną kompozycję surowości i elegancji.

- To mama tak mnie urządziła - odpowiada ze śmiechem Anika, młoda, studiująca prawo właścicielka apartamentu, zapytana o autorstwo projektu wnętrz. - Zaufałam jej w stu procentach, wiedziałam, że będę się tu doskonale czuła - dodaje.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że mamy Aniki nie łączą z designem żadne więzi zawodowe; jest notariuszem, tworzy koncepcje aranżacyjne z pasji, niejako od niechcenia, pomiędzy jednym paragrafem a drugim.

- Nie lubię stagnacji, monotonii. Moim żywiołem jest zmiana, kocham remonty - przyznaje. Przeprowadziła ich już wiele; jej własny dom kilkukrotnie przechodził gruntowną metamorfozę. Dlatego kiedy wspólnie z Aniką znalazły to mieszkanie - zlokalizowane w świetnym punkcie, w ścisłym centrum Warszawy, ze wspaniałą panoramą z wysokości XIII piętra - nie było wątpliwości kto zaprojektuje wnętrza.

Od chwili zakupu do momentu, w którym można już było usiąść na starannie zaaranżowanym, osłoniętym od wiatru tarasie i objąć wzrokiem dachy stolicy, minęły ponad dwa lata. W tym czasie mieszkanie przebudowano: z trzech sypialni z jedną łazienką - układu wygodnego dla rodziny z dwójką dzieci - powstały dwa pokoje z dwiema łazienkami, lepiej odpowiadające wymogom trybu życia gospodyni. Anika, która mieszka tu ze swoim chłopakiem, często gości przyjaciół.

- W sercu miasta, dwa kroki od metra i tramwaju, trudno uskarżać się na samotność. Znajomym jest do mnie zawsze po drodze - przyznaje.

Salon połączony z jadalnią i kuchnią, jedna sypialnia i jeden pokój gościnny z dużym łóżkiem (łóżko, zamiast rozkładanej kanapy, było zarzewiem jedynego sporu pomiędzy matką a córką, przesądzonego w rezultacie na korzyść tej drugiej) plus dwie czarujące łazienki i zabudowana loggia „z widokiem” - to substancja architektoniczna, która składa się na 116-metrowy apartament. W tę przestrzeń wkroczyli wykonawcy. Wśród piętrzących się problemów ostoją dwóch kobiet okazał się pan Leszek, autor sztukaterii. Podobnie jak inne elementy, potraktowano je bez kompromisów: wszystkie dekoracje zostały wykonane ręcznie, łącznie z misterną plejadą gipsowych róż wyrzeźbionych na suficie gościnnej łazienki, nad marmurową umywalką. Po nich przyszła kolej na dębowe podłogi w kolorze gorzkiej czekolady. - Są postarzane, więc niestraszne im damskie szpilki czy pazury naszych psów, które mieszkają z rodzicami, ale od czasu do czasu mnie odwiedzają - mówi Anika.

Kontrastowa scenografia wnętrz tak naprawdę nie jest kategorycznie czarno-biała; biel zastąpiono ciepłą szarością, jaśniejszą krewniaczką wytrawnego taupe, ukochanego odcienia Francuzów. Anika z mamą przetestowały kilkadziesiąt próbek, zanim zdecydowały się pomalować... prawie wszystko. Popielate są ściany, okienne shuttersy z lekkiego lipowego drewna, ścienne kasetony, szafy i zabudowa kuchni. Jedynym akcentem koloru w mieszkaniu jest mozaika Bouquet firmy Bisazza - kwiatowy fresk, utworzony z tysięcy drobnych szklanych kostek. Rozwibrowany, iskrzący się delikatnie obraz wypełnia ścianę nad blokiem kuchennej zabudowy, a spektakularny efekt podkreślają flankujące jego boki lustra. Na monochroma- tycznym tle mozaika przypomina motyw z obrazu Rembrandta; wygląda to trochę tak, jakby jej urodzie podporządkowała się aranżacja całego apartamentu. I nie jest to wrażenie dalekie od prawdy.

- Kiedy ją zobaczyłam, pomyślałam: muszę ją mieć. Idealnie pasowała do mojej koncepcji mieszkania córki. I dopiero gdy ją sprowadziłam, zaczęłam szukać dla niej miejsca - wspomina mama Aniki.

Początkowo plateau szerokości 130 cm i wysokości blisko trzech metrów miało stać oparte o ścianę, ale po pewnym wahaniu pomysł wydał się jednak zbyt ryzykowny. I wtedy stwierdzono, że plateau doskonale pasuje do aneksu kuchennego. Odnalazło się tu w podwójnej roli: dekoruje, a przy tym całkowicie zaciera praktyczny charakter wnętrza - wśród szklanych tafli i szlachetnych materiałów naprawdę niełatwo wpaść na kulinarny trop.

- Tę cechę odziedziczyłam po mamie: żadnych przypadkowych przedmiotów, wszystko musi być starannie ukryte - przyznaje właścicielka.

Dlatego telewizor, konsola, sprzęt audio, czyli to, co mogłoby zaburzyć wizualną harmonię, schowane jest w pięknej stylizowanej szafie, zaprojektowanej przez panią prawnik. Wszystkie meble i przedmioty powstały według jej koncepcji lub zostały kupione specjalnie do tego mieszkania. - Po mamie mam tylko sukienki w szafie - śmieje się Anika. Ale teraz przyszła jej kolej, czas na wypełnienie wnętrz własną indywidualnością.

ZOBACZ ZDJĘCIA>>

ZOBACZ TEŻ WIDEO

Komentarze (32)
Zaloguj się
  • goodwife

    Oceniono 239 razy 199

    Jeszcze te cudne sztukateryje pozłocić to i ruski oligarcha się nie powstydzi takiego "studenckiego" mieszkanka. Ostentacyjne bizancjum :p.

  • aeromonas

    Oceniono 181 razy 153

    Może i genialne, ale jak dla mnie pretensjonalne i strasznie przytłaczające. Nie czułabym się dobrze wśród tylu absorbujących detali.

  • rowno

    Oceniono 188 razy 152

    Makabra. Po prostu pretensjonalna makabra. Ciężka depresja murowana. Szczyt pretensjonalności (te róże na suficie, te ach, jakże artystycznie ponadpalane meble, ten potworny pająk w kuchni...)
    Wiem, wiem: my prostaczki się nie znamy!

  • wawak1

    Oceniono 175 razy 151

    Ale książki ani jednej nie widać... Cóż ta panienka studiuje, kosmetologię?

  • nietuskaczka

    Oceniono 155 razy 125

    Wspolczuje dziewczynie, ze dala sie tak przytloczyc fatalnym gustem matki. Lazienka tragiczna. I po kiego grzyba mlodej studentce te pseudo - artystyczne pretensjonalne sztukaterie? W tym okropnym wnetrzu do kompletu brakuje tylko Grycanek.

  • ma_gala

    Oceniono 87 razy 77

    Mieszkanie studentki? hahahahaha, dobre sobie... a czym to ta studentka się trudni, że było ją stać na superdesignerskie mieszkanie? Czy to raczej zasługa zasobnego portfela rodziców? Jak dla mnie kompletne bezguście a dobór przedmiotów świadczy tylko i wyłącznie o snobizmie i pokazaniu statusu finansowego. Nie, nie przemawia przeze mnie zazdrość, mam własne mieszkanie, urządzone do życia, a nie do "wyglądania" :-)

  • wichura

    Oceniono 109 razy 73

    Widać poniesione nakłady, tanio nie było (widać jakość materiałów). Można dyskutować, jak w takich wnętrzach żyje się na codzień, czy w pewnym momencie nie opatrzą się (a raczej: kiedy się opatrzą), nie zaczną przytłaczać użytkownika, ale na pewno są utrzymane w spójnej konwencji, widać, że autor miał pomysł i go zrealizował. Nie jest to wnętrze (jakie nieraz widziałem na tych stronach) urządzone na zasadzie "wstawię najdroższe meble designerskie i będzie super". Jest koncepcja kolorystyczna (czerń+biel+trochę srebra i ciemnego brązu oraz na szczęście ograniczone ilościowo akcenty kolorystyczne), fajnie doświetlone - dla mojego nieprofesjonalnego oka jest dobrze. Może ciut za dużo sztukaterii (zależy, w jakim budynku jest to wnętrze).
    PS: mieszkanie studentki? Pogratulować... rodziców.

  • polska_baba

    Oceniono 73 razy 69

    Za dużo wszystkiego. Poszczególne detale, meble ładne, ciekawe, ale nie tworzą ciekawej całości. To takie mieszkanie na pokaz - zobaczcie, ile moi rodzice mają kasy. Odnosi się wrażenie, że w urządzaniu tego mieszkania decydujący nie był gust lokatorki, ale nazwiska projektantów mebli.
    Domyślam się, że pani studentka ma sprzątaczkę, która to wszystko pucuje na błysk.

  • mer-llink

    Oceniono 77 razy 55

    Ma rację @nietuskaczka:
    to maglarski gust w stylu "sen Grycanki".

    Żadnego szyku. Bazar "staroci" (tzn. nowości z ul. ul. Kołowa i Wolumen postarzonych w płomieniu - stara metoda, jak przerobić "starą szkapę" na "cóśśś piękneeego"; wszyscy macherzy na pchlich targach znają ten sposobik).

    Sztukaterie jak kwiatek do kożucha (ich obecność w tak przeładowanym wnętrzu tłumaczyłaby się tylko wtedy, gdyby były orignalnie zachowane z czasów budowy kamienicy; widać, że zostały sztucznie doczepione, aby było "na bogato").

    Itd.

    P.S> Pani Rezler boryka się z układem współrzędnych.
    Pod zdjeciem nr. 4 obwieszcza:
    " Mozaika Bouquet module B na sztywnym podkładzie (Bisazza) pierwotnie miała stać pionowo, ale przymocowano ją w poziomie."
    Na zdjęciu widać, że nie przymocowano jej poziomo do sufitu, ale tkwi pionowo na ścianie. (Jeżeli to chodzi o ten element, który Pani Rezler raczyła nazwać "mozaiką" - w istocie jest to taniutki panel do nabycia w każdym niemieckim składzie dekoracyjnym za nieliczne euro - jest tym bohomazem w tle?).
    Jako żywo - wisi wyjątkowo PIONOWO!
    Ukłony najniższe dla Pani Rezler na sztywnym podkładzie (Bisazza)!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX