Wnętrza: mieszkanie w warszawskiej kamienicy

Tekst: Arletta Liro; Stylizacja: Aleksandra Laska
18.05.2015 15:27
A A A
Stół - autorstwa Aleksandry Laski - prototyp z serii Riverwood powstał z drewna wydobytego z dna rzeki. Jego blat można studiować jak abstrakcyjny obraz.
Na nim futurystyczna filiżanka (Rosenthal).

Stół - autorstwa Aleksandry Laski - prototyp z serii Riverwood powstał z drewna wydobytego z dna rzeki. Jego blat można studiować jak abstrakcyjny obraz. Na nim futurystyczna filiżanka (Rosenthal). (fot. Aleksandra Laska)

Kształty drapieżne obok opływowych. Ażury przy monolitach. Lśniący plastik w towarzystwie surowego drewna. Gra przeciwieństw w eleganckim passe-partout historycznego wnętrza.

Kto tu mieszka?

Tomasz, humanista, miłośnik sztuki i podróżnik.

Gdzie? W jednej z ocalałych kamienic przedwojennej Warszawy.

Metraż: 116 m kw.

Odrestaurowane wnętrze w ponadstuletniej warszawskiej kamienicy zyskało nowy wymiar dzięki Aleksandrze Lasce. Ingerencja artystki sprawiła, że z pięknego i eleganckiego przeistoczyło się w nadal zachwycające, a ponadto intrygująco nieoczywiste. Wydaje się wypełnione w dwóch trzecich powietrzem, gdyż zaledwie niewielką część imponującej (3,6 m wysokości) przestrzeni zajmują meble i przedmioty. Przy tym wiele spośród nich, za sprawą ażurowej konstrukcji lub prześwitów, nawiązuje dialog z utkaną ze światła niematerialnością. Są to obiekty na różne sposoby znaczące. Wyjątkowe pod względem formy. Wyraziste dzięki zestawieniom opartym na kontrastach. W taki właśnie sposób daje o sobie znać Sztuka, wszechobecna w tym wnętrzu. Możliwym do zamieszkania, chociaż nie przez każdego, w całej, ponadstumetrowej rozciągłości.

- Ja nie projektuję dla Kowalskich! - oświadcza autorka wystroju. - Dla nich pracują tysiące innych, którzy robią to na skalę Kowalskich i na miarę własną. Mnie interesuje kreacja. Poszukiwanie innej niż stereotypowa funkcji na obszarze pomiędzy czystą sztuką a prozą codzienności - podkreśla.

Szczęśliwie dla projektantki zdarzają się tacy, jak właściciel tego mieszkania, którzy skłonni są oddać w jej władanie całą przestrzeń, żeby mogła ją poddać metamorfozie. Wykreować własny spektakl z udziałem „aktorów” takich jak ikony designu i unikatowe współczesne meble, bibeloty, obiekty sztuki w roli własnej, a także w funkcji przedmiotów użytkowych, w jakich chętnie obsadza je Aleksandra Laska.

Inscenizacje te pozostają w pamięci autorki, której trudno się rozstać z darowaną jej na chwilę przestrzenią. Zachowuje je więc z pomocą aparatu fotograficznego. Reżyseruje ciągi zdjęć z taką samą starannością, z jaką tworzy unikatowe narracje w zastanym otoczeniu. - Jeszcze stamtąd w pełni nie wróciłam - zamyśla się. - To dla mnie typowe. Zagarniam wnętrze swoją osobą, nie z egoizmu, lecz z konieczności. Aranżowanie wnętrza oznacza dla mnie budowanie historii z elementem niespodzianki. Tak jak w filmie, gdzie musi się pojawić zawiązanie, a po piętnastu minutach zmiana akcji. Po to, żeby zaciekawiać i trzymać w napięciu - tłumaczy artystka.

To mieszkanie jest bliskie ucieleśnieniu marzeń Aleksandry Laski o wnętrzu idealnym. Uściślając: o jednej z dwóch dopuszczalnych opcji. Pierwszą jest współczesna, minimalistyczna, otwarta przestrzeń. - Drugi wariant, który kocham, to stare struktury, w większości symetryczne. Taki jest stary Paryż. Jego ścisłe centrum zajmują wnętrza z amfiladowymi pokojami, mnóstwem światła, proste i funkcjonalne - wyjaśnia. Warszawskie mieszkanie, zasobne w kunsztowne sztukaterie, odrestaurowany parkiet oraz zachowaną biało-czarną posadzkę, wykreowała więc na wnętrze paryskiej kamienicy, wydobywając dekoracyjny detal i podkreślając układ pomieszczeń. - Po prostu uwielbiam amfiladowe przejścia! - mówi z entuzjazmem.

Całość zaaranżowała w opozycji do stylizowanej na epokę konwencji. - Żeby uzyskać nastrój nowego paryskiego wnętrza, czyli z wyraźnym piętnem indywidualizmu - zaznacza. Z finezją połączyła elementy modernistycznej klasyki ze świeżej daty awangardą. Dominantą przestrzeni uczyniła ogromne żyrandole, a w detalu rozwinęła pełen bukiet smaków.

 fot. Aleksandra Laska

Historia zaczęła się od stołu, wykonanego z surowego drewna wydobytego z dna rzeki. - Potem dodałam podobne elementy z pleneru. Stąd „dzioby” (prawdopodobnie fragmenty drewnianego mostu), rośliny, gałęzie. Zorganizowałam sobie plan, wymyśliłam jakich jeszcze potrzebuję mebli. Spośród prac designera Grzegorza Olecha wybrałam prototypy: serię taboretów z białego tworzywa, które połączyłam w całość na kilka różnych sposobów, oraz efektowną kompozycją półek, gdzie zainstalowałam bibliotekę - opowiada autorka aranżacji.

Zestaw mocnych, oryginalnych form dramatyzuje klasyczną przestrzeń. Kanwą zaś całej opowieści są kontrasty przełamujące pałacowy charakter wnętrza. - Największą siłę i znaczenie mają przedmioty zestawiane na zasadzie opozycji - tłumaczy projektantka. - Jeśli coś całkiem nowego stanie obok czegoś bardzo starego, to jedno i drugie nabierze większej mocy. W klasyczną przestrzeń można z powodzeniem wpisać wiele odmiennych stylistycznie przedmiotów oraz rzeczy przynależnych do różnych, czasem odległych, estetyk. Mam wielki szacunek do prawdy materialnej, dlatego korzystam z obiektów i materiałów autentycznych. Plastik jest plastikiem, stal stalą, papier papierem, a porcelana porcelaną. Żyrandol połyskuje prawdziwymi kryształami. Nic tutaj niczego nie udaje - zaznacza. - Stół Riverwood, którego blat można studiować jak abstrakcyjny obraz, mimo że dziwny, pozostaje funkcjonalny. Wszystkie krzesła, fotele i siedziska są wygodne. Spo-śród rzeźb większość spełnia dodatkową funkcję. Moja własna żartobliwa kompozycja „połowa faceta” służy jako konsola. Znalazły się tutaj również zbierane latami cenne drobiazgi, wazoniki i filiżanki. Bazą jest oczywiście układ i kilka dużych mebli, ale nigdy nie zapominam o detalu, czyli kolejnym poziomie wnętrzarskiej narracji - podkreśla.

Z jednej strony projektantkę pociągają wnętrza, które sugerują ciągłość, osadzenie, przynależność (np. do burżuazji, arystokracji). Z drugiej jej działania napędzane są potrzebą buntu. Za swój przywilej i zarazem obowiązek uznaje łamanie schematów i ograniczających zasad w imię artystycznej wolności. - Nazwałabym to „nową bohemą”- mówi Aleksandra Laska, osobowość nietuzinkowa i pełna kontrastów. - Sytuowanie w pięknych, najchętniej pałacowych wnętrzach elementów zaskakujących. Przełamywanie dominującego stylu prostotą współczesnych klasyków, surowością obiektów etnicznych, niespodzianką rzeczy zwyczajnych. Poszukiwanie nowych kontekstów, rodzaj gry albo świadomego buntu. Bardzo mi to odpowiada, bo zarówno w sztuce, jak w projektowaniu dążę do tego, żeby jak najmniej poruszać się w poziomach oczywistości - deklaruje artystka.

ZOBACZ ZDJĘCIA>>

Zobacz także

ZOBACZ TEŻ WIDEO

Komentarze (5)
Zaloguj się
  • Zigi Zigi

    Oceniono 20 razy 14

    "ja nie pracuje dla kowalskich", "to jest kreacja!"... ubaw...
    gratuluje..wyszlo faktycznie niestandardowo ... palac zmixowany z rupieciami oraz z design... czy to sztuka? raczej nie...czy w oczy boli? mnie boli..

  • izarider

    Oceniono 7 razy 7

    Matko i córko, przecież to wystawka rodem z koszmaru. Nie ma miejsca na życie, mieszkanie, bycie w domu, a nie na wernisażu. Pomieszanie z poplątaniem. Tylko oryginalne ściany, sufity i drzwi plus ten żyrandol robia wrażenie, reszta to kicz..

  • bezwzgl_szyderca

    Oceniono 2 razy 2

    Wyjatkowy kicz!
    Proponuje popatrzec jak dom urzadzil sobie lenny kravitz w paryzu. tam jest gust. nie ma rupierciarni,

  • Joanna Schmalz

    0

    To jedno z piękniejszych mieszkań jakie tu widziałam... jestem zachwycona odważnymi połączeniami. Uwielbiam eklektyzm w takim wydaniu dlatego też nie rozumiem tych negatywnych komentarzy... czuję zupełnie odwrotnie!

  • Zigi Zigi

    Oceniono 5 razy -1

    "ja nie pracuje dla kowalskich", "to jest kreacja!"... ubaw...
    gratuluje..wyszlo faktycznie niestandardowo ... palac zmixowany z rupieciami oraz z design... czy to sztuka? raczej nie...czy w oczy boli? mnie boli..

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX