Wnętrza: czarny apartament

tekst i stylizacja Agnieszka Rezler
08.06.2015 08:00
A A A
Salon jest polem rozgrywki połyskliwej i matowej czerni, z wynikiem na korzyść tej ostatniej. Marmurowa replika popiersia zawoalowanej kobiety Giovanniego Battisty Lombardiego z 1869 roku. Fotele Barcelona proj. Ludwiga Miesa van der Rohe (Knoll).

Salon jest polem rozgrywki połyskliwej i matowej czerni, z wynikiem na korzyść tej ostatniej. Marmurowa replika popiersia zawoalowanej kobiety Giovanniego Battisty Lombardiego z 1869 roku. Fotele Barcelona proj. Ludwiga Miesa van der Rohe (Knoll). (fot. Kuba Pajewski)

To mieszkanie jest jak udane zdjęcie. Za każdym razem, gdy na nie patrzysz, odkrywasz coś nowego: różne plany, specyficzne kadrowanie, złożoną głębię ostrości. I przede wszystkim fantastyczne światło. Mężczyzna, który tu sypia, musi być interesujący...

Na oko - czarny charakter. Przy bliższym poznaniu ujawnia jednak pewną złożoność, pokazuje różne oblicza. Gdy już się w nim zadomowisz, odnajdujesz nawet pewną miękkość i sporo ciepła. Jego pierwszym, oczywistym źródłem jest niezwykle szeroki kominek, zajmujący całą ścianę salonu - horyzontalne palenisko obudowane antracytowym kamieniem. Ale ciepło drzemie też w kamiennej podgrzewanej posadzce; drobnokrystaliczna tekstura granitu nero assoluto rozbija promienie światła, rozpraszając agresywne odblaski. Jego powierzchnia jest szlifowana, stąd stłumiony grafitowy odcień, o ton jaśniejszy od czerni. - Czarny kamień praktycznie nie występuje w naturze - mówi architekt Jerzy Ruszkowski, autor projektu wnętrz. - Granity przedstawiane w katalogach jako czarne, w rzeczywistości są szare. Smolisty odcień nadaje im dopiero powleczenie żywicą, a mnie i mojemu klientowi właśnie o taki efekt chodziło.

Tu miało być czarno. Właściciel, wiecznie zajęty człowiek biznesu, potrzebował miejsca, w którym będzie mógł wypocząć w krótkich przerwach pomiędzy podróżami. Mieszkanie miało być komfortowe, męskie i nowoczesne. Do tego stopnia, że dotyczące wystroju wskazówki zmieściły się na filmowej stopklatce. - Mój klient to człowiek bardzo zdecydowany. Dostałem od niego płytę z filmem „Tron. Dziedzictwo” i krótkim komentarzem: szósta minuta, trzydziesta siódma sekunda - śmieje się architekt. Wirtualny świat, odmalowany w sequelu klasycznego obrazu science fiction z 1982 roku, budują czarne płaszczyzny pocięte chłodną liniaturą światłowodów. Ci z nas, którzy pamiętają początki ery cyfryzacji, właśnie tak wyobrażali sobie kiedyś wnętrze komputera. Zadaniem Jerzego Ruszkowskiego było umiejętne przetłumaczenie tego obrazu na język architektury. Tak, by 120-metrowy apartament nie tylko robił niezwykłe wrażenie, ale również pozwalał wygodnie żyć, pracować i odpoczywać. Pierwotny układ wnętrz - salon z aneksem kuchennym i dwiema sypialniami - lepiej sprawdziłby się jako gniazdo rodzinne niż jako kawalerka o charakterze pied-a-terre. Architekt usunął wszystkie ściany działowe i omijając schematy, zorganizował przestrzeń na nowo. Wyzwolił salon z funkcji kulinarnej, a kuchnię przeniósł w samo centrum mieszkania, w miejsce dawnego zaplecza garderobiano- -technicznego. Wygospodarował też szatnię we wnęce przy wejściu i niewielką gościnną toaletę.

Najbardziej zaskakujące jest jednak rozwiązanie strefy nocnej. To swoiste schronienie, dostępne wprawdzie z dwóch stron, ale za to zabezpieczone szyfrowym zamkiem - nikt niewtajemniczony nie dostanie się do środka. Dużą przestrzenią o proporcjach zbliżonych do kwadratu podzieliło się kilka osobistych funkcji. Wbudowany tuż za progiem prywatności podłużny prostopadłościan z kararyjskiego marmuru i wielkich tafli szkła mieści natrysk i łaźnię parową z kamienną leżanką, jak w tureckim hammamie. Jedną z bocznych ścian pomieszczenia zajmuje wydzielona szkłem, obszerna garderoba. W centralnym polu powstało miejsce na pracę i sen. Wyznacza je układ mebli i szklanych ścian; ich tafle tworzą „pokój w pokoju” - zawieszony w przestrzeni, przejrzysty kubik. Wszystko zanurzone jest w matowej czerni, która w połączeniu z refleksami szkła wprowadza nierzeczywisty, lekko oniryczny nastrój. Mężczyzna, który tu sypia, musi być interesujący I pozbawiony uprzedzeń - ta myśl nasuwa się na widok umieszczonych niemal na widoku urządzeń sanitarnych. Od strony łóżka i biurka przesłania je jedynie potężny blok marmuru. Ale czy tak naprawdę powinno to dziwić? Przecież u podstaw idei kawalerki leży przyzwolenie na nieformalność i absolutną swobodę.

W tym mieszkaniu granica między strefą dzienną a nocną jest subtelna, choć wyraźnie wyczuwalna, i to bynajmniej nie za sprawą szyfrowego zamka. Takiemu rozdziałowi sprzyja nawet natura - apartament ma ekspozycję północno-południową, wprost wymarzoną gdy, tak jak tutaj, od południa zlokalizowany jest salon. W nim, mimo ciemnej tonacji podłogi i ścian, nastrój dyktuje bateria ogromnych okien, zajmujących całą południową ścianę mieszkania. Na granicy dnia i nocy - przechodnia, „dwupasmowa”, kuchnia, którą można by po dawnemu nazwać ślepą, gdyby nie kłócąca się z takim określeniem mocna wymowa wizualna wnętrza. Zabudowę wykonano z czarnego szkła, które odbija ułamki widoków z sąsiednich pomieszczeń. Lśniąca czerń, rozbudzona płynącym spod kuchennych szafek blaskiem, sprawia, że podświadomie czekamy na wyświetlenie komunikatu „zaloguj się” - przesmyk kuchenny wciąga jak tunel do wirtualnego świata. Wrażenie  nasila się, kiedy na skraju jego osi ktoś uchyli drzwi do wyłożonej od podłogi po sufit rubinowym szkłem gościnnej toalety. Jej kabina jest jedynym akcentem soczystego koloru w całym domu.

We wnętrzach rządzi zasada minimum. Mebli niewiele, ozdób - prawie wcale, elementy wyposażenia ukryto lub wyeliminowano. Grzejniki zastąpiła niewidzialna podłogówka. - Jestem przede wszystkim architektem - przyznaje Ruszkowski. - W moim przypadku urządzanie wnętrz jest zwykle pochodną projektu domu lub, jak tu, efektem wcześniejszej współpracy (kilka lat temu dla tego samego klienta zaaranżował rodzinny apartament w bieli). I rzeczywiście, środki architektoniczne w widoczny sposób przeważają tu nad dekoratorskimi sztuczkami. Tak, jakby projektantowi ciasno było w narzuconym przez dewelopera schemacie. Przestrzeń „rozgrywają” między sobą lapidarne bryły, płaszczyzny i światło. Źródeł tego ostatniego można naliczyć w domu ponad 70. Ledowe oświetlenie, zastosowane konsekwentnie w całym mieszkaniu, rysuje granice i ścieżki dostępu. Sącząc się z przypodłogowej szczeliny, wydobywa wyspę salonu. Ukryte w gzymsach, „unosi” sufity. Rozświetla szklane tafle w sypialni. Może być, w zależności od humoru gospodarza, źródłem dynamiki lub narzędziem wyciszenia. Albo po prostu precyzyjnym promieniem, skierowanym na kartkę książki.

ZOBACZ ZDJĘCIA>>

Zobacz także

ZOBACZ TEŻ WIDEO

Komentarze (1)
Zaloguj się
  • rikitiki_tak

    Oceniono 5 razy 5

    bosh-tak tu poukładane, że strach się ruszyć-mam obawę, że moja osoba może popsuć to piekno.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX