Wnętrza: dom w północno-wschodnich Włoszech

Agnieszka Rezler
30.06.2014 08:00
Prostota surowej architektury równoważy przepych form i kolorów. Czarna, zacierana ściana kreuje etniczny klimat, tworząc jednocześnie doskonałe tło barwnych plam mebli i fotografii. W głębi po lewej puf Dew z plecionej czarnej skóry, zaprojektowany przez Nendo.

Prostota surowej architektury równoważy przepych form i kolorów. Czarna, zacierana ściana kreuje etniczny klimat, tworząc jednocześnie doskonałe tło barwnych plam mebli i fotografii. W głębi po lewej puf Dew z plecionej czarnej skóry... (fot. Manolo Yllera/Photofoyer, współpraca Patricia Ketelsen)

Kiedy przyjaciółki, uważane za dwie najbardziej wpływowe kobiety w świecie designu, postanawiają wspólnie stworzyć miejsce łączące włoski styl z afrykańską duszą, można spodziewać się czegoś wyjątkowego. Dom zaprojektowany przez Patricię Urquiolę dla Patrizi Moroso spełnia te oczekiwania z nawiązką. Oszałamia i uwodzi.

Kto tu mieszka? Patrizia Moroso, z mężem senegalskim artystą Abdou Salamem Gaye i trójką dzieci.

Gdzie? Friuli, północno-wschodnie Włochy.

Metraż: 950 m2.

Spośród spłowiałego od słońca krajobrazu trafiamy wprost do dżungli.

Soczystej od wibrujących kolorów, gęstej od zieleni wnikającej przez ogromne okna, wyłożonej pasażami barwnych dywanów, niczym na afrykańskim targowisku. To kawałek Czarnego Lądu w sercu północno- -wschodniej prowincji Włoch o dźwięcznej nazwie Friuli - Venezia Giulia.

„Na tym polega piękno designu: projektowanie jako sposób na uchwycenie życia, (...) kolorowego świata, celebrującego odmienność i różnorodność” - fragment deklaracji ideowej firmy Moroso, przedsiębiorstwa założonego przez rodziców Patrizi, właścicielki domu, brzmi jakby napisano go właśnie tutaj, we wnętrzach afirmujących radość, witalność, a także niezwykłą siłę przymierza natury i kultury. Cóż, taki dom jest doskonałą legitymacją dla kobiety, która jako dyrektor kreatywna doprowadziła niszową markę do rozkwitu, przeistaczając ją z eleganckiej manufaktury w przedsiębiorstwo o światowej renomie. Dokonała tego po włosku: spontanicznie i z pasją, oczarowując najzdolniejszych designerów i zaprzyjaźniając się z nimi. Dziś projektują dla niej najlepsi (wśród nich nasz Tomek Rygalik!), bo praca dla Patrizi jest przyjemnością, a pieczątka jej firmy to nobilitacja.

- Po raz pierwszy trafiłam tu wiosną - wspomina. Mieszkała wtedy z mężem, senegalskim artystą Abdou Salamem Gaye i trójką dzieci w starej kamienicy w samym centrum stutysięcznego Udine, w którym mieści się także główna siedziba Moroso. Zaniedbana gęstwina bujnej zieleni na obrzeżach miasta, która przykuła jej uwagę, okazała się wymarzonym miejscem na dom; za płotem rozciągał się park, co gwarantowało, że miasto nie dotrze pod próg. - Dla mnie to był raj na ziemi! - opowiada - I wtedy pomyślałam o Patrici Urquioli. Podobają mi się jej projekty i podoba mi się to, że jest kobietą. Czułam, że mogę jej bezpiecznie powierzyć swoją wizję.

Dwa temperamenty, dwie wielkie indywidualności i... dwa kontynenty, zatracająca się w podróżach, zafascynowana Afryką Moroso marzyła bowiem o tym, żeby ubrać codzienność w kostium egzotyki. Dom na przedmieściu średniowiecznego włoskiego miasteczka miał zamknąć w sobie ducha ojczystego kontynentu jej męża. Wyzwanie było niecodzienne, ale Patricia Urquiola nie bez powodu cieszy się statusem gwiazdy światowego wzornictwa. Ta mistrzyni finezyjnej formy jest również bystrą obserwatorką, skrupulatną analityczką i świetnym psychologiem. - Musiałam zachować równowagę pomiędzy przestrzeniami całkowicie otwartymi, charakterystycznymi dla afrykańskich domów, a europejską potrzebą prywatności, a także uruchomić przepływ energii pomiędzy różnymi obszarami domu - opowiada. Projekt, który opracowała wspólnie z architektem Martino Berghinzem, przeszedł oczekiwania. Ogromny dwukondygnacyjny dom o powierzchni niemal 1000 m2, dzięki lekkiej modułowej bryle i hojnie zastosowanym przeszkleniom, niemal gubi się w zieleni. Magia przesuwnych ścian wpuszcza do jego wnętrza puls natury. Wielkie przestrzenie sprzyjają poczuciu harmonii i swobody, ale projektantce udało się coś więcej: pomieszczenia są przytulne. Patricia Urquiola wprowadziła do salonu alegorię ogniska, tworząc wokół kominka zagłębienie wyłożone miękkimi poduchami. Z widokiem na gąszcz za oknami i czarną ścianę z żywiołową fotografią egipskiego artysty Fathi`ego Hassana można się tu poczuć jak przy płonącym ogniu na skraju afrykańskiego buszu.

W domu jest wszystko, czego potrzeba, by smakować życie: przestrzenie rodzinne, gościnne i wspólne, pokój zabaw dla dzieci, zawieszony w zieleni wielki taras, ogromna kuchnia i przeszklona panoramiczna jadalnia. Przyjemności można przedłużać w nieskończoność, przenosząc się do salonu spa, różowego jak wnętrze orchidei, lub do tureckiej łaźni. Wszędzie rozkwita design; meble-ikony rozbiegają się po pokojach w kontrolowanym nieładzie, zestawione niczym oszałamiająco zmiksowany koktajl. - To odrzuty - śmieje się gospodyni - nieudane egzemplarze, którym w produkcji coś się przydarzyło. I przyznaje, że to właśnie owe drobne felery i niedoskonałości - nieoczekiwanie „przybrudzony” kolor czy spękana faktura - przemawiają do niej najsilniej, bo zmieniają przedmiot masowej produkcji w rzecz wyjątkową, za którą stoi zwykle jakiś eksperymentatorski pomysł lub zabawna historia. A wprawna ręka i wrażliwe oko Urquioli stworzyły z tych sprzętów naturalną, niewymuszoną kompozycję. W tej kompozycji jest także dusza Moroso, ten pierwiastek, który czyni prowadzoną przez Patrizię firmę inną niż wszystkie. W zestawieniach żywiołowych kolorów, w splotach faktur i ażurach wzorów widać ją samą, jej zachwyt multikulturowością, ale także niezwykłą umiejętność wyławiania spośród etnicznych motywów tego, co najlepsze, najbardziej wartościowe. - Patrizia ma cygańską duszę - zapewnia projektantka. - Ten dom nie mógłby należeć do nikogo innego, tylko do niej i do Abdou.

W miejscu, w którym spotkały się dwie fantazje, powstała jedna spójna i piękna wizja. Dom o witalnej aurze, pełen marzeń i osobitych fascynacji mieszkańców, a także słynnych mebli, z których każdy ma swoje jedyne miejsce i w przestrzeni, i we wspomnieniach właścicieli. Z mocną energią, przemieszaną z ekstraktem wyrafinowanego stylu. Niech tam Paryż będzie sobie światową stolicą mody, a Nowy Jork mekką intelektualistów. Ale kolebką designu są Włochy!

ZOBACZ ZDJĘCIA>>

ZOBACZ TEŻ WIDEO

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX