Wnętrza: dom na brazylijskim wybrzeżu

Ewa Malinowska
29.08.2014 08:00
 Jadalnia głównego domu, podobnie jak pokoje w chatce dla gości, wychodzą na dziedziniec z basenem.

Jadalnia głównego domu, podobnie jak pokoje w chatce dla gości, wychodzą na dziedziniec z basenem. (Fot. Matthew Williams/Photofoyer)

Niektórzy potrzebują aż siedmiu tysięcy kilometrów, by poczuć, że wyjechali za miasto. Nowojorczycy Jan i Ronnie odkryli tę prawdę o sobie na brazylijskim wybrzeżu i postanowili za wszelką cenę wybudować tam dom. -Tak pięknie tu, ale tak strasznie daleko - mówią znajomi. A oni odpowiadają - I bardzo dobrze.

Kto tu mieszka? Jan Eleni Lemonedes, projektantka i dekoratorka wnętrz, Ronnie Stam, stylista i fryzjer celebrytów oraz ich 14-letnia córka Lola.

Gdzie? Trancoso, na wybrzeżu Brazylii.

Metraż: 210 m2 plus basen 3 x 6 m.

Hen, daleko od nerwic Woody Allena i chłodnych cieni, jakie rzucać mogą tylko najwyższe budynki świata, jest miejscowość o nazwie Trancoso.

Można by rzec: brazylijskie Saint-Tropez, choć to trochę naskórkowe porównanie. Owszem, towarzystwo z pierwszych stron gazet - posiadacz oscarowej statuetki Matthew McConaughey stawia tu dzieciom babki z piasku, Naomi Campbell sączy swą caipirinhę, a helikoptery, w których przemieszczają się głowy państw, dostojnie przerywają ciszę. Ale żeby na głównej promenadzie rosła trawa i pasły się konie? Takiego luzu na Lazurowym Wybrzeżu chyba jednak brak.

Zanim doprowadzono tu autostradę, Trancoso było wioską rybacką, do której przylegały onieśmielająco piękne, szerokie i dziewicze plaże. Zjeżdżały tu jedynie uformowane w latach 70. hipisowskie gromady i artyści, do dziś pielęgnujący tę tradycję. Ciągle mówi się, że to „najbardziej wolne” miejsce w Brazylii i że zdarzyć może się tu wszystko. A najwięcej w grudniu i styczniu, czyli w porze największych upałów. Trancoso zamienia się wtedy w miasto wampirów - rozkręca się właściwie po zmroku. Żwawsze ruchy rejestruje się tu dopiero koło trzeciej po południu, za to o północy na placu Quadrado trwają godziny szczytu. Na kanapkę w barze czekamy ponad godzinę i niby można by się z tego powodu zirytować, tylko człowiek tutaj zapomina „jak to się robi”. Spija każdą piękną chwilę, a jakieś korporacyjne nawyki gospodarowania czasem i straceńczy pośpiech odchodzą w siną, a raczej szmaragdową, dal.

Wiele słów potrzeba, by opisać fenomen Trancoso, ale Janie, Ronnie - projektantce wnętrz i topowemu styliście fryzur związanemu z branżą modową - i ich córce Loli wystarczyły jedne wakacje, żeby go zrozumieć. Poczuli, że nie tylko muszą tam wrócić, ale wrócić do własnego domu! Resztę urlopu spędzili z agentką nieruchomości poszukując działki.

Intensywne poszukiwania zakończyły się w... ślepej uliczce.

Tam właśnie odkryli niedużą działkę z mocno podniszczonym budynkiem otoczoną drzewami mangowca, z bezcennym widokiem na ocean. Kilka kroków od słynnego Quadrado! Decyzję o kupnie podjęli w 10 minut. Wskutek wielkiej rekonstrukcji i przebudowy powstały dwa spoglądające na siebie i oddzielone basenem domy: właściwy, dwukondygnacyjny i mała przypominająca trochę zrewitalizowaną szopkę, chatka dla gości. Udała się rzecz niezwykła - nowa wakacyjna enklawa wcale nie zdradzała swojego wieku. Wygląda jakby stała tam od dziesięcioleci smagana przez piasek i słony wiatr, a nawet jakby od czasu do czasu docierały do niej języki oceanicznych fal. Duża w tym rola użytych materiałów. Tradycyjna dachówka pomogła wtopić dom w pełną uroku, przypominającą o rybackich korzeniach miasteczka zabudowę, a to drewno, które nie pochodziło z odzysku, przeszło kąpiel postarzającą i było specjalnie szorowane. Na podłogę wybrano betonową wylewkę o niejednolitej kolorystyce, tak przecieraną i polerowaną, żeby nabrała szlachetnej patyny. Z betonu powstało też kilka mebli - wyspa kuchenna i zabudowa umywalki w łazience gościnnej.

Zamiast tradycyjnych okien i drzwi właściciele wymyślili przesuwane po szynach szklane ściany oprawione w grube drewniane ramy.

Pozwalają na osiągnięcie zbawiennego przeciągu i praktyczne powiększenie przestrzeni dziennej o cały dziedziniec. Na jego środku - i to jest właściwy punkt zborny mieszkańców - powstał nieduży, ale niezbędny w tropikach basen. Ale w nim - żadnej turkusowej glazury. Wyłożony płytkami z wulkanicznych skał Indonezji jest ciemnym „okiem” podwórka.

Do tej surowej, minimalistycznej struktury właściciele dołożyli niewiele wyrafinowanych w swej etnicznej, prymitywnej formie detali. Styl bohemian chic, luźny i bezpretensjonalny, jest im bardzo bliski. Meble gotowe tu nie występują. Jan wyrysowała lokalnemu stolarzowi, jak ma wyglądać sofa czy łóżko z okorowanych bali, a on to wykonał. Dodatki, takie jak wielka szarobrązowa waza czy stołeczek na naturalnie krzywych nóżkach, nie mnożą się, nie są kolekcjonowane, lecz szlachetnie znaczą przestrzeń, a przede wszystkim czemuś służą. Czysta dekoracja to tylko kilka zasuszonych przykładów egzotycznej brazylijskiej flory.

Miłość od pierwszego wrażenia to towar eksportowy Brazylii.

Nie tylko ta wybuchająca całodobowo w rozsławionych na cały świat mydlanych operach. Ale też taka, równie namiętna, miłość do miejsc. Nowojorska rodzina modelowo zakochała się w Trancoso. Modelowo, bo takich jak oni jest znacznie więcej, tylko nie wszystkim udało się od razu stworzyć tam dom otwarty. Otwarty, czyli taki, przez który przelatują kolibry.

ZOBACZ ZDJĘCIA>>

ZOBACZ TEŻ WIDEO

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX