Wnętrza: przedwojenne mieszkanie na Górnym Mokotowie

Arletta Liro, stylizacja Basia Dereń-Marzec
25.09.2014 08:00
A A A
W salonie motywy etniczne przeplatają się z klasycznymi i współczesnymi.  Poduchy ubrane w marokańskie hafty,  egzotyczny puff, nad oprawą kominka z XVIII wieku zabytkowe lustro. Nad kanapą dwa XIX-wieczne sztychy.

W salonie motywy etniczne przeplatają się z klasycznymi i współczesnymi. Poduchy ubrane w marokańskie hafty, egzotyczny puff, nad oprawą kominka z XVIII wieku zabytkowe lustro. Nad kanapą dwa XIX-wieczne sztychy. (Fot Michał Mutor)

Człowiek z klasą nigdy nie ubierze się od stóp do głów w rzeczy z ostatnich pokazów mody. Nie ma nic bardziej niemodnego. To dotyczy także wnętrz - mówi Maria Thiel Roman, projektantka. Urządziła swoje mieszkanie emocjonalnie, ale z inżynierskim wyczuciem koloru, faktur i detalu. Luksus jest dyskretny.

Kto tu mieszka?

Maria Thiel-Roman, projektantka wnętrz, wieloletnia redaktorka i stylistka polskiego wydania „Elle Decoration” wraz z mężem Jackiem oraz trójką dzieci: 16-letnią Elżbietą, 13-letnim Kazimierzem i 11-letnim Stefanem.

Gdzie? Warszawa, Górny Mokotów.

Metraż: 120 m2.

Prawdziwy dom! - pomyślałam, gdy oglądałam mieszkanie Marii na zdjęciach.

Z dużą kuchnią, która zamiast gładkiej zabudowy ma otwarty kredens; z salonem wypełnionym kanapami i z pięknie oprawionym kominkiem. Ciepłe, przyjazne wnętrze, w którym buzuje życie. Ale żeby dom wypełnił się treścią w sposób równie naturalny i spójny, pomimo wielu wątków, które splatają się tu w jedną, barwną opowieść, potrzeba lat, a może pokoleń zakorzenienia w rodzinie i w kulturze. Wydaje się, że coraz mniej jest takich domów

Zatrzymuję się przed drzwiami kamienicy i patrzę w górę.Odnowiona elewacja robi wrażenie. Układ, proporcje, rytmy, wykończenie - funkcjonalizm do dziś zachował powab. Kolorystyka fasady jest z tej samej palety, co wnętrza ze zdjęć: przymglona szarość i zgaszony beż. Na balkonie pierwszego piętra, za zasłoną zbrązowiałych, ozdobnych traw rozpoznaję spłowiały od słońca orientalny parasol.

- Dzień dobry! - z zapatrzenia wyrywa mnie lekko zdyszany, wesoły głos Marii Thiel. Projekt, który właśnie opracowuje z zespołem architektów, dłużej zatrzymał ją w biurze. - Dom zaprojektował Lucjan Korngold w połowie lat 30. - opowiada, gdy wchodzimy po schodach. - Uchodził za luksusowy, bo jako jeden z nielicznych miał podziemny garaż - dodaje. Stajemy na piętrze przed szerokimi drzwiami. Na gładkiej powierzchni drewna odcinają się kolorowe ptaki naklejki. - To moje dzieci... - przekręcając klucz, wyjaśnia pochodzenie oryginalnej dekoracji.

Z niewielkiego przedsionka przechodzimy do większego przedpokoju, który z jednej strony otwiera się na kuchnię, z drugiej na sypialnię.

Kuchnia łączy się z salonem, za nim jest wąski korytarz, do którego przylegają łazienki i sypialnie dzieci. - Te przedwojenne mieszkania - mówi Jacek, mąż Marii - są tak zrobione, że człowiek wszędzie czuje się dobrze: w kuchni, korytarzu i w łazience. Funkcjonalnie podzielona przestrzeń, wysokie sufity, duże, foremne pomieszczenia - Nikt dotąd nie wymyślił lepszego rozkładu wnętrz niż te w mieszkaniach z lat 30. - wtrąca Maria. - Zaprojektowane przez architektów korzystających z odręcznych rysunków i modeli. Uwielbiam tę dbałość o szczegóły, odczucie zaangażowania zmysłów w proces tworzenia. Tylko w ten sposób, a nie posługując się wyłącznie komputerową, odhumanizowaną wizualizacją, można budynek naprawdę poczuć - przekonuje. - To mieszkanie jest tak dobrze wymyślone, że kiedy się wprowadziliśmy, nie było czego przestawiać - dodaje. Rozległe mieszkanie zostało po wojnie podzielone, a amfiladowe przejścia między pokojami zamknięte, ale to akurat jest zaletą w przypadku pięcioosobowej rodziny. Dopiero kilka lat temu właściciele dokupili jeden z dwóch brakujących pokoi, w którym urządzili własną sypialnię, przy czym w oryginalnym kształcie całość była jeszcze większa - ostatnie pomieszczenie nadal należy do mieszkania sąsiadów.

 Fot. Michał Mutor

Zatrzymujemy się w kuchni, gdzie Maria przyznaje, że raczej nie powtórzyłaby historii z kafelkami na blatach.

- Są niepraktyczne - kwituje. - Za to bardzo lubię otwarty kredens. Chociaż był czas, że chciałam pozamykać szafki. Ale tak lubię patrzeć na te przedmioty! Pomyślałam, że wtedy w ogóle nie będę ich widziała. Trochę się tu kurzy, ale naczyń na okrągło się przecież używa. Uważam, że przyjemnie jest obcować z pięknem. Otaczać się ładnymi przedmiotami. Życie jest zbyt krótkie, żeby sobie tej przyjemności odmawiać - mówi z przekonaniem.

- Miałaś wpływ na barwę fasady domu? - pytam, gdy Maria parzy dla nas zieloną, japońską herbatę. - Owszem - uśmiecha się. - Zapragnęłam, budząc się rano, oglądać przez okno ten sam kolor, co na ścianach. I wymusiłam na kolektywie sąsiadów alternatywne rozwiązanie dla proponowanej pastelozy. Zresztą pierwotnie budynek miał podobną kolorystykę - zaznacza.

Maria jest blondynką o klasycznych rysach, muśniętej słońcem cerze i brązowych oczach. Ubrana prosto, prawie monochromatycznie. Z klasą, którą zdradzają krój, tkanina i detal. W harmonii z naturalnymi odcieniami, którymi tak chętnie się otacza. Lakierowana torebka ma tę samą barwę, co szkliwiony imbryczek - jej ulubiony, zimny beż. W identycznym odcieniu jest blat stołu.

- Nie lubię banalnych rozwiązań, opartych na kontrastach - wyznaje pani domu.

- Wolę poruszać się w świecie niuansów. Wychodzę od jednego koloru i pozostaję przy nim, używając w całym mieszkaniu wielu tonów o różnych temperaturach. To sprawia, że z jednej strony wnętrze jest zróżnicowane, czyli interesujące, a z drugiej niesamowicie spójne - dodaje. Maria, utalentowana kolorystka, która jednak sama nie maluje. Zarówno ona, jak i Jacek są inżynierami z rodzin o naukowych tradycjach i szlacheckich korzeniach. Mąż reprezentuje postawę techniczną, jak mówi, podczas gdy żona na solidnym, politechnicznym fundamencie rozwinęła artystyczną wyobraźnię. Nie spierają się w kwestiach estetycznych.

Zobacz mieszkanie na poddaszu stuletniej kamienicy>>

Aranżacja, od początku ich wspólnego życia, była domeną Marii. Jednak gdy fałdy mięsistej tkaniny nieoczekiwanie przysłonią półkę ze sprzętem elektronicznym (nie wolno go przegrzewać!), wówczas Jacek ośmiela się zaprotestować. - Niedawno powiedział, że prosi tylko, żeby w sypialni nie było kolejnych warstw dywanów, bo nie będzie mógł otworzyć drzwi - śmieje się projektantka. Jej wyjątkowy smak przejawia się nie tylko w aranżacjach opartych na zestawieniach motywów klasycznych obok egzotycznych, subtelnych połączeniach faktur, półtonów i półcieni. Maria tworzy też eklektyczne kolaże, które zdobią ściany mieszkania. Zakochana w tradycyjnym rzemiośle daje tutaj upust swojej kolekcjonerskiej pasji, ma okazały zbiór współczesnej ceramiki. - Przez moje ręce w kółko przechodzą rzeczy: pocztówki, kartki, fotografie, szkice, które same w sobie nie mają żadnej wartości poza tym, że są piękne i właśnie dlatego szkoda mi je wyrzucić. Układam więc z nich kompozycje. Czasem zachwyci mnie kolor, innym razem detal albo połączenie faktur czy wzorów. Na ścianie składają się w całość i często są początkiem koncepcji wnętrza, która rodzi się w mojej głowie.

Fascynacje Marii ewoluują, co widać na przykładzie kolorów.

Baza pozostaje niezmienna, ale co jakiś czas wyobraźnię projektantki dominuje jedna barwa. Przeszła już fazę cytrynową i okres bladego błękitu. Przeminęły, lecz pozostawiły ślady. Ten rodzaj zmienności ją inspiruje. Irytują natomiast rzeczy tymczasowe, gdyż tymczasowość nie zgadza się z wyznawaną przez nią filozofią życia. - We wnętrzach chętnie stosuję rozwiązania ponadczasowe. Uważam, że mieszkanie powinno być ramą dla życia mieszkańców, podobnie jak jego aranżacja. Nie ma osoby bardziej niemodnej niż ubrana od stóp do głów w rzeczy z ostatnich pokazów. Człowiek z klasą nigdy się w ten sposób nie wystylizuje. Dotyczy to również wnętrz - stwierdza z przekonaniem.

Jest wyczulona na sztuczność. Nie toleruje blichtru. - Dla mnie luksus nie ma nic wspólnego z ostentacją - tłumaczy. - Odnajduję go często w miejscach mało eksponowanych. Zachwycający detal mebla albo kaszmirowa podszewka pod poduszką, która na wierzchu jest lniana. Coś, co widzi i czuje jedynie właściciel. Wolę płótno, surówkę, cokolwiek, byle nie materiał, który coś udaje. Nasze dzieci podobnie. Gdy patrzę na szesnastoletnią córkę, która jest w stanie wychwycić każdy kolorystyczny niuans, to jakbym widziała siebie w tym wieku. Podobnie synowie - od razu spostrzegą, że coś jest ze szlachetnego drewna, a coś innego z byle jakiego plastiku. Tego rodzaju wrażliwość i dbałość, którą człowiek w sobie nosi przejawia się w różnych sytuacjach. Ktoś, kto jest wrażliwy na kolory, zwykle będzie też uwrażliwiony na drugiego człowieka.

ZOBACZ ZDJĘCIA WNĘTRZ MIESZKANIA>>

Zdjęcie Import Łóżko białe 150x190 Księżniczka #801 Zdjęcie Lampa stojąca Rope 5517220 Zdjęcie MASSIVUM Regał CATANA biały
Import Łóżko białe 150x190 Lampa stojąca Rope MASSIVUM Regał CATANA biały
Sprawdź ceny » Sprawdź ceny » Sprawdź ceny »
źródło: Okazje.info
Zobacz także

dom i wnętrze na wideo

ZOBACZ TEŻ WIDEO

Komentarze (14)
Zaloguj się
  • jesusbuiltmyvolkswagen

    Oceniono 44 razy 32

    To jest luksus? Ja myślałem, że to się pie...ik nazywa.

  • awe26

    Oceniono 45 razy 29

    Dla mnie hitem jest archipelag białych pufów rozrzucony po podłodze. Już słyszę moje niecenzuralne teksty wypowiadane podczas odkurzania podłogi i przesuwania tych cudaków z kąta z kąt. Wiadomo, że siedzie się na tym nie da dłużej niż 5 min. Hit nr 2 to otwarty kredens z górą cudownie kurzącej się każdego dnia porcelany... Hit 3 to szafki w kuchni... Dalej nie chce mi się komentować... Zbieranina graciarstwa...

  • chvj

    Oceniono 34 razy 24

    Szewc bez butów chodzi.

  • przedsesja

    Oceniono 19 razy 19

    Masakra. Kto wyciera kurze z tego całego badziewia?

  • rowno

    Oceniono 27 razy 19

    Ten biały regał Billy to ma być kredens??

  • Oceniono 18 razy 16

    Podoba mi się kolaż. Zastanawiam się nad lustrami i chyba mi się podobają. Salon sprawia wrażenie zagraconego. Wystawka z naczyniami to katastrofa. Musiałabym je myć przed każdym użyciem.

  • adam4440

    Oceniono 33 razy 15

    rzeczywiście pie...ik i rupieciarnia jak w TKMAX! Udusić się można w takim kiczu. Ale to takie polskie pokażę i wyeksponuję wszystko co posiadam niezależnie od tego czy ma to sens czy nie:-)))))))) Beznadzieja i tyle.

  • joasia19680

    Oceniono 19 razy 13

    Nadęty tekst o niczym, a wnętrze no cóż może i jest parę wartościowych elementów, ale gustu, klasy, stylu kompletnie brak. Czas zacząć podpatrywać kreatywne rozwiązania ze świata, bo zawalenie wnętrza po sufit różnego rodzaju gratami o braku smaku estetycznego
    świadczy

  • ania12051

    Oceniono 10 razy 8

    haha

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX