Karim Rashid: przez różowe okulary

Tekst O'Flaherty, Agnieszka Rezler, zdjęcia O'Flaherty/Living Inside
10.02.2015 08:18
A A A
Karim Rashid sprzętami z wyjątkowo bogatego portfolio mebluje, dekoruje i oświetla pokoje. - Wierzę, że design może uczynić nasze życie bardziej poetyckim - mówi. Za sofą Kivas lampa Vapor (Studio Italia). Na podłodze dywan z egipskiej manufaktury Oriental Weavers.

Karim Rashid sprzętami z wyjątkowo bogatego portfolio mebluje, dekoruje i oświetla pokoje. - Wierzę, że design może uczynić nasze życie bardziej poetyckim - mówi. Za sofą Kivas lampa Vapor (Studio Italia). Na podłodze dywan z egipskiej manufaktury Oriental Weavers. (Fot. O'Flaherty/Living Inside)

Czy człowiek, po którym spodziewamy się prawie wszystkiego, może nas czymkolwiek zaskoczyć? Dla Karima Rashida zaskakiwanie to rutyna. Gdy tylko został ojcem, przeprowadził się z rodziną do... Hell's Kitchen - nowojorskiej kuchni piekielnej. I urządził ją na pastelowo!

Mówi się: pokaż mi swój dom, a powiem ci, kim jesteś. Choć ta hipoteza nie zawsze się sprawdza i nie do każdego pasuje, dla urodzonego w Egipcie, w kanadyjsko-brytyjskiej rodzinie ekscentryka, jednego z najważniejszych i najbardziej kontrowersyjnych designerów naszych czasów, wydaje się jak stworzona. W nowym, dwupoziomowym mieszkaniu 95 procent mebli i przedmiotów wyszło spod jego ręki. Jaki on jest? Pogodny, dziecięco radosny, kolorowy. I niezwykle energiczny. Karim Rashid to zmiana, ruch, wibracja. - Uwielbiam wrażenie nowości - mówi, a na pytanie o choćby jeden przedmiot, z którym nie umiałby się rozstać, bezradnie rozkłada ręce. - Mogę wyrzucić wszystko - zapewnia. - Zmieniam swoje otoczenie tak często, jak zmieniam się sam.

W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy słynny designer miał do tych zmian szczególnie ważny powód. Niedawno przyszła na świat jego córka Kiva. Przed jej urodzeniem Karim wraz z żoną Ivaną, specjalistką od reakcji chemicznych pracującą w laboratorium L'Oreal, której urody mogłaby pozazdrościć niejedna piłkarska Wag, mieszkał w przestronnym lofcie na Dolnym Manhattanie. Nie było to oczywiście typowe mroczne poddasze. Przestrzeń, swoiście naznaczona, migotała na tle bieli podłogi i ścian kwaśnymi kolorami: neonową zielenią, limonkową żółcią, turkusem i przede wszystkim ulubionym odcieniem projektanta: różem. Ale loftowej specyfiki wnętrza nie dało się zignorować. - Kiedy okazało się, że Ivana jest w ciąży, zaczęło mnie martwić, że mieszkamy właściwie w jednym pokoju. Nagle namiętnie zapragnąłem uciec od hałasu windy i dudnienia starych rur, znaleźć dla nas coś nowego - opowiada. Ideałem byłby dom w ogrodzie w dobrej dzielnicy. Ale Karimowi nie podobają się dobre dzielnice i nowojorskie wille. - Te majestatyczne budynki z piaskowca o małych oknach i fatalnym świetle działają na mnie przygnębiająco - wyznaje.

Zła sława Hell`s Kitchen, od której państwo Rashid rozpoczęli poszukiwania, sięga lat międzywojennych, kiedy dzielnica uważana była za centrum światka przestępczego i matecznik irlandzkiej mafii. Dziś charakter prostokąta rozciągającego się pomiędzy Ósmą Aleją a rzeką Hudson jest już inny: Hell`s Kitchen idzie w ślady Dolnego Manhattanu i staje się modna, czemu sprzyjają cygański klimat, bliskość Central Parku i dystans do wielkiego biznesu, lokującego się dalej na wschód. Ceny nieruchomości po długim okresie spadku idą w górę, a dawna, nie najlepsza, reputacja tylko dodaje miejscu malowniczości.

Właśnie tu designer znalazł namiastkę domu - dwupoziomowy apartament z pokojami pełnymi słońca i z niewielkim ogrodem na wewnętrznym dziedzińcu. Przy wąskiej uliczce z mozaiką ceglanych kamienic nie ma biurowców; drapacze chmur niczym wielkomiejskie totemy majaczą daleko na obu jej końcach. Dodatkową atrakcją okazała się możliwość urządzenia biura od frontu, w tym samym budynku. - Zawsze mówiłem, że praca jest moim hobby i to czyni mnie szczęśliwym - mówi projektant. - Teraz marzę o tym, żeby zatrzeć granicę pomiędzy pracą a domem. Co nie jest łatwe, bo rodzina i projektowanie są dwoma wielkimi żywiołami. Ale to mieszkanie zbliżyło mnie do ideału: mogę rysować w pełnej koncentracji, a dwie minuty później i kilkanaście metrów dalej zjeść obiad z moją córeczką.

border="0" alt="Karim Rashid" title="Karim Rashid" />

Kto tu mieszka?

Karim Rashid, jeden z najsłynniejszych designerów, z żoną Ivaną, córką Kivą i suczką Kiki.
Gdzie? Nowy Jork, dwupoziomowy apartament na Manhattanie.

Do roli ojca Karim nie musiał się przyzwyczajać. Jest przecież czarodziejem. Specjalistą od mebli zabawek i hipnotyzujących wzorów. Dziwaczne futurystyczno-organiczne kształty, fluorescencyjne kolory sprawiają, że jego projekty wydają się mieć pozaziemski, baśniowy rodowód. Przedmioty gubią swoją oczywistość: sofa przypomina zbiór molekuł, dywan upodabnia się do obrazu, a czajnik do zwierzaka. Świat z dziecięcych fantazji z widokiem na ogród, a wszystko to w sercu Wielkiego Jabłka - czy można wyobrazić sobie ciekawsze miejsce dla małej dziewczynki? I ten róż,  migoczący z każdego zakamarka, patrzący z obrazów, wynurzający się z garderobianej szafy... - Różowy to moja superoptymistyczna wersja bieli - śmieje się projektant. - Jest energetyczny, zaangażowany, a przy tym egzotyczny, zmysłowo erotyczny i podnoszący na duchu. Myślę, że już niedługo uwolni się od kobiecych konotacji  i zastąpi czerwień - tę ulubienicę facetów. Czerwony to symbol machismo, historycznie kojarzony z siłą i ogniem. Rzadko go używam, bo unikam palety barw podstawowych. Myślę, że róż będzie nową zmiękczoną czerwienią XXI wieku.

Kolejnym kolorem, którego w domu Ivany i Karima niełatwo się doszukać, jest czerń. Nie pojawia się na płaszczyznach większych niż serwetka, nie występuje jako samoistny motyw, z rzadka bywa tylko podkreśleniem, czymś w rodzaju tła lub dyskretnego passe-partout. Zdaniem gospodarza jej czas przeminął. - To kolor schyłku minionego stulecia - wyjaśnia. - Znaczący dla estetyki punkowej, bliski piewcom anarchii i armageddonu. Jedynie Japończycy umieli nadać mu pozytywny ładunek, kojarząc go z intelektem. Ale oni zarezerwowali dla czerni subtelne muśnięcia. W innych kręgach kulturowych przelewano czarny pigment bez opamiętania, włączając go do symboliki sadystycznej czy satanistycznej. Dla mnie to kolor nocny, makabryczny, demonstracja ideologii „no future”. A przecież my mamy przed sobą wielką przyszłość, możemy więc czerń całkowicie odrzucić! - dodaje z przewrotnym uśmiechem.

Nie wiadomo tylko, czy mówiąc to, ma na myśli ludzkość, mieszkańców krajów Zachodu, czy wyłącznie własną szczęśliwą trzyosobową rodzinę.

POLECAMY:

Zobacz także

ZOBACZ TEŻ WIDEO

Komentarze (1)
Zaloguj się
  • zaprojektujemy

    0

    Zróżnicowana i wielobarwna kolorystyka jest w aranżacji wnętrz czasem wskazana, ale też łatwo można przegiąć z tym w drugą stronę. www.decoroom.eu/projekty-wnetrz-realizacje

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX