W pracowni: Minimondo

tekst Anna Biegaj, stylizacja Agnieszka Tepli
04.02.2014 08:00
A A A
Projektowanie wnętrz zaczęło je nużyć. Wolą urządzać malutkie drewniane boxy meblami o rozmiarach pudełka do zapałek, a nawet naparstka. Mikroświat jak z filmu "Kingsajz".

Skąd pomysł na Mini Mondo?

Wszystko zaczęło się od małych krzesełek w skali 1:12, które dostałam pod choinkę - mówi Magda. - Coś trzeba było z nimi zrobić. Zaprojektowałyśmy pierwszy dom - biały, parterowy, który z czasem zyskał pierwsze i drugie piętro. Po nim przyszła kolej na dom czarny, trzypiętrowy. Potem pojawiły się pojedyncze pomieszczenia przystosowane do robienia w nich sesji fotograficznych. Od początku robiłyśmy naszym realizacjom zdjęcia, starając się uzyskać efekt iluzji wnętrza pełnowymiarowego. Kolejnym krokiem były magic boxy - małe pudełka, które można postawić lub powiesić. Zaczęłyśmy je wypełniać naszymi miniinstalacjami. W tej chwili, poza boxami realizujemy miniatury pomieszczeń, a ostatnio animacje, w naszych wnętrzach oczywiście.

Dla kogo projektujecie?

Dla siebie. To sprawia nam przyjemność. Nasza sztuka cieszy też wszystkich, którzy pielęgnują w sobie wewnętrzne dziecko. Pokazałyśmy kiedyś koleżance zdjęcia naszego miniwnętrza. Wiedziała, że zajmujemy się projektowaniem, ale nie miała pojęcia o naszym miniprojekcie. Była przekonana, że ogląda prawdziwe wnętrze w skali 1:1. Najpierw była zachwycona mieszkaniem, a gdy opowiedziałyśmy jej o Mini Mondo nie mogła uwierzyć, że to, co ogląda, jest w skali 1:12 i, niestety, nie nadaje się do zamieszkania.

 fot. Łukasz Murgrabia

Jednym z ulubionych boxów projektantek jest „Tkaczuk” (pierwszy od lewej w drugim rzędzie). Zainspirowany między innymi napisami, które pojawiały się na murach w całej Warszawie i nie tylko: „Tu byłem. Tkaczuk”.

Jak pracujecie?

Nasza pracownia mieści się na stole. Zazwyczaj uginającym się od różnych materiałów i przedmiotów, które są nam niezbędne do pracy. A więc mamy: pilarkę, wiertarki, areograf, imadła, ściski stolarskie, lutownicę, opalarkę, takery, noże, osprzęt elektryczny (w wersji mini oczywiście). Jak zaczynamy dzień? Codziennie rano pijemy wspólnie kawę, i albo rzucamy się do pracy nad rozpoczętym już projektem, albo dyskutujemy o przyszłych koncepcjach. Nowe pomysły najczęściej przychodzą nam do głowy właśnie w trakcie pracy. Mamy podobną wrażliwość i gust, dlatego rozumiemy się w pół słowa. Jesteśmy otwarte wzajemnie na swoje pomysły. Działamy jak jeden byt.

Gdzie szukacie inspiracji?

Wszędzie. Zdarza się, że zainspiruje nas jakieś miejsce, spotkana osoba, obraz albo emocje, które przeżywamy. Jakiś czas temu natchnął nas na przykład skecz na platformie TED, w którym komik przedstawiał różnice między kobiecym i męskim mózgiem. To okazało się niezwykle interesujące. Innym razem zainspirowała nas ciocia Krysia i wspomnienie jej mieszkania z lat 70. Mamy w pracowni na ścianie dużą tablicę. Przypinamy do niej wszystko to, co nam się podoba, co zrobiło na nas wrażenie, co uważamy za ciekawe i warte zapamiętania.

 fot. Łukasz Murgrabia

Kultowy fotel „366” zaprojektowany w latach 60. przez Józefa Chierowskiego dla Dolnośląskiej Fabryki Mebli w Świebodzicach. Kamdi i Magda odtworzyły go oczywiście w skali 1:12.

Czy do miniboxów przenosicie coś z waszych prawdziwych domów?

Tak, na przykład gadżety, które nam się podobają. Nasze domy zaprojektowałyśmy same, podobnie jak naszą pracownię. Jeszcze nie znałyśmy się dobrze, kiedy Kamdi zaprosiła mnie do swojego mieszkania. To było niesamowite, bo od razu poczułam się w nim jak u siebie. Okazało się, że podoba nam się to samo, mamy ten sam rodzaj estetyki. Dostrzegają to również nasi znajomi. Twierdzą, że pomimo różnic nasze domy mają wiele wspólnego. Pamiętam zabawną historię. Kiedyś, jeszcze się nie znając, licytowałyśmy na Allegro ten sam świecznik. Kamdi wygrała licytację, a ja dzisiaj lubię patrzeć na „mój” świecznik w jej domu.

Jaki jest wasz ulubiony projekt?

Każda ostatnia realizacja jest ulubiona. Teraz najbardziej lubimy box, który nazwałyśmy „Ray”. Bardzo podziwiamy dorobek słynnego małżeństwa Charlesa i Ray Eamesów. Są autorami wielu rewelacyjnych mebli i obiektów. Uwielbiamy dom, w którym mieszkali. Box nazwałyśmy od imienia projektantki, bo często jej rola była niesłusznie marginalizowana. To taki nasz mały hołd złożony pani Eames.

Ile czasu zajmuje stworzenie jednego boxu?

Bardzo różnie. Czasami jest to kwestia paru godzin, czasami paru tygodni.

 fot. Łukasz Murgrabia

Instalacja zainspirowana wnętrzem znanym wszystkim miłośnikom dobrego wzornictwa, warszawskiego design store Pies Czy Suka.

Jakie jest wasze ulubione dzieło sztuki?

Nie mamy ulubionego. Podoba nam się Casa Malaparte, położony malowniczo na Capri dom pisarza Curzio Malaparte. Zaprojektował go ponad 70 lat temu modernistyczny architekt Adalberto Libera. Przez lata stał zapomniany, do czasu kiedy Jean-Luc Godard nakręcił w nim sceny z filmu „Pogarda”. W malarstwie zachwyca nas „Self portrait with monkey” Fridy Kahlo oraz „Riding with death” Basquiata. Lubimy też sztukę etniczną, na przykład rzeźby i maski z zachodniej i środkowej Afryki.

To, co robimy, jest eklektyczne, tak jak i nasze gusty. Dziś jesteśmy fankami Basquiata (Magda ma nawet buty z reprodukcją jednego z jego obrazów), a jutro może być to na przykład Cezanne. Na tegorocznym Biennale w Wenecji obydwie zakochałyśmy się w instalacji „Triple point” artystki Sarahy Sze. Zachwyciła nas ona do tego stopnia, że nie chciało nam się wychodzić z amerykańskiego pawilonu. Tak się złożyło, że dzień wcześniej jadłyśmy kolację w małej restauracji, a przy stoliku obok siedziało towarzystwo włosko-amerykańskie. Potem okazało się, że jedną z Amerykanek była Sarah Sze. Gdybyśmy wcześniej zobaczyły jej wystawę, na pewno dosiadłybyśmy się do nich.

O jakim projekcie teraz myślicie?

Może zbudujemy wieżowiec...

 

   fot. Łukasz Murgrabia

KIM ONE SĄ?

Kamdi Sosnowska jest absolwentką Wydziału Architektury Politechniki Łódzkiej. Magda Niezgoda ukończyła Wydział Nauk Społecznych w Warszawie i studiowała w Düsseldorfie. Tworzą projekt, który jest próbą przeniesienia realnych i wyimaginowanych przestrzeni do skali mini i zamknięcia ich w drewnianych boxach. Bawiąc się formą i kontekstami, autorki łączą doświadczenia projektowania wnętrz z abstrakcją. Prace są różnorodne. Od minimalistycznych, przez stylizacje z różnych epok, do eklektycznych. Niektóre przypominają dadaistyczną zabawę przedmiotami, które zmieniają skalę i przypisaną im funkcję. Więcej na www.mini-mondo.eu.

Prace do obejrzenia w Warszawie w concept store Pies Czy Suka oraz w Teatrze Syrena.

Zobacz także

ZOBACZ TEŻ WIDEO

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX