Akademia designu: Inga Sempé

Joanna Kornecka
07.07.2014 08:00
Inga Sempé

Inga Sempé (Fot. Sofia Sanchez & Mauro Mongiello)

Jest miłośniczką biografii. Pasjami pożera historie z życia innych, chociaż sama niechętnie opowiada o swoim. Lubi kupować rzeczy w sieciówkach, bo, jak przyznaje, nie ma głowy do wielkich nazwisk i designerskich marek. Inga Sempé. Artystka niepokorna.

Imię: Inga

Nazwisko: Sempé

Zawód: projektantka

Cechy stylu: meble i przedmioty użytkowe, oryginalne i bardzo praktyczne

Paryż, rok 1968. W typowej francuskiej kamienicy, w rodzinie artystów plastyków, przychodzi na świat Inga Sempé. Jak się w przyszłości okaże jedna z najbardziej rozpoznawalnych projektantek francuskiego designu. Pasję rysowania ma we krwi: odziedziczyła ją po rodzicach - ojcu Jean Jacques'u Sempé, ilustratorze „New Yorkera”, u nas najbardziej znanym z ilustracji do kultowych „Przygód Mikołajka”, oraz po matce, Mette Ivers, duńskiej malarce. Młoda, zawsze idąca pod prąd Inga, długo ukrywa przed rodzicami zawodowe plany. Swój przyszły sukces chce zapisać wyłącznie na własny rachunek. Po latach z rozżewnieniem wspomina jednak rodzinny dom, miniaturowe modele, które wycinała z papieru i kleiła (papier, klej i nożyczki to podstawowe narzędzia w jej pracowni), rysunki przyczepiane do ściany. Do dziś używa pudełka na szachy, które sama zrobiła oraz kart do gry zaprojektowanych i własnoręcznie narysowanych w dzieciństwie. - Rodzice zaszczepili we mnie pewien rodzaj wrażliwości i szacunku dla przedmiotów - mówi. - Jestem im za to bardzo wdzięczna.

Rzeczywiście, w domu państwa Sempé rzeczy były bardzo ważne. Nie naśladowano trendów i mód, a mebli nie zmieniano co sezon. Mimo to Jacques i Mette mieli gust i wiedzieli, co dobre. Stawiali na szlachetną prostotę i ponadczasowość. Lampa Eclisse zaprojektowana przez Vico Magistrettiego, dziś jednego z ulubionych projektantów Ingi, to jedyny, nowoczesny wtedy przedmiot, jaki zapamiętała z rodzinnego salonu.

 Fot. Sofia Sanchez & Mauro Mongiello

Inga Sempé na pomysłowym krześle zaprojektowanym przez siebie. Funkcjonalny mebel ma trzy stopnie-siedziska i regulowaną wysokość oparcia. Z powodzeniem zastępuje drabinkę, VIA (2007)

Zanim ukończyła francuską szkołę wzornictwa (Ecole Nationale Supérieure de Création Industrielle, 1993) imała się różnych profesji. Pracowała w agencji fotograficznej, była modystką... Projektowania uczyła się u światowej sławy designerów - Marca Newsona oraz u prawdziwej damy francuskiego designu madame Andrée Putman. To ona zaszczepiła w młodej adeptce myślenie o materiale jako o kluczu do prawdziwego sukcesu.

Paryż, 22 lata poźniej. Sempé otwiera własną pracownię. Jest rok 2000. Wyrwana spod skrzydeł wielkiej mentorki, uparta i niepokorna, oświadcza całemu światu, że interesują ją wyłącznie jej własne projekty. Zaczyna wszystko od zera. Sama. Do dziś nie zatrudnia firmy PR-owej, która dbałaby o jej wizerunek, osobiście odbiera telefony i odpisuje na maile. Nie zabiega o sławę. Może dlatego nie jest aż tak znana jak np. bracia Bouroullec (prywatnie Inga jest partnerką życiową Ronana) czy Konstantin Grcic. Jej projekty, jak sama mówi, niekoniecznie muszą zajmować szacowne miejsce na półkach największych kolekcji muzealnych. Kocha tworzyć. W każdy poniedziałek rano otwiera swoje studio, które mieści się w jej prywatnym paryskim apartamencie, i w każdy piątek wieczorem je zamyka. Spędza tam cały tydzień. Nie lubi pracy w dużych zespołach. Kiedy 13 lat temu urodził się jej syn, zatrudniła do pomocy dwójkę asystentów. Eléonore Nalet, młoda projektantka i współpracowniczka Sempé, mówi o niej: - To bardzo twórcza i kreatywna osoba. Co prawda nie znosi kompromisów i jest raczej oschła, ale praca z nią to prawdziwa przyjemność.

Inga Sempé lubi pracować w domu. Może w ten sposób łączyć zawodowe obowiązki z rolą mamy. Jej dzieci (ma także kilkuletnią córeczkę) chcąc nie chcąc uczestniczą w procesie twórczym.  - Czasami mogę śmiało   powiedzieć, że są współautorami moich projektów - mówi Inga. - Tak jak na przykład w przypadku lampy Vapeur. Jej eteryczny abażur z delikatnego tyveku powstał, kiedy zobaczyłam, jak moja dwuletnia wtedy córka zawzięcie mnie arkusz bibuły. Zainspirowała mnie tym.

Studio Sempé, jak kiedyś jej rodzinny dom, pełne jest porozrzucanych modeli i szkiców na papierze. Od nich designerka zaczyna pracę nad każdym projektem. Zanim wrzuci pomysł w program komputera, godzinami kreśli i rysuje. Co powstaje? Przedmioty zabawne, pomysłowe, czasem ekscentryczne, ale zawsze praktyczne. Dobrze znanym rzeczom lubi nadawać nowe znaczenie. Weźmy na przykład imadło. W jej rękach zyskuje nową funkcję, stając się wieszakiem na torbę. Albo polipropylenowe szczotki wykorzystywane w myjniach samochodowych - robi z nich kontenery do przechowywania rzeczy. Bo zdaniem Ingi Sempé design to nie tylko to, co pokazują pierwsze strony podręczników wzornictwa, ale wszystko, co nas otacza. Może dlatego woli kupować w sieciowych marketach. Rzeczy zwykłe łączy z ikonami designu. W jej pracowni, obok fotela Steelwood, zaprojektowanego przez Ronana Bouroulleca dla Magis, stoi lampa kupiona w IKEA.

Sempé to mistrzyni prowokacji. Jej słynne powiedzenie „zwykły korkociąg zachwyca mnie bardziej niż obraz Maneta” krąży po salonach, wzbudzając uśmiech oraz podziw dla jej talentu i niebywałej inteligencji. Dziś, pomimo trudnego charakteru, współpracuje z najbardziej znanymi markami meblowymi: Cappellini, Edra, Vitra, Ligne Roset, Pallucco, Moustache, a najbardziej prestiżowe magazyny (m. in. „Elle Decoration” i „Wallpaper”) wielokrotnie wyróżniały ją jako najlepszego designera. Choć nie ma sprecyzowanej wizji siebie jako projektantki, wie na pewno, czego robić nie chce: - Nie interesują mnie pomniki i instalacje na specjalne okazje, nie przepadam też za projektowaniem wnętrz. Niech tym zajmują się inni. Projektując, zawsze myślę o anonimowym użytkowniku. On jest dla mnie najważniejszy - wyjaśnia.

ZOBACZ ZDJĘCIA>>

Zobacz także

ZOBACZ TEŻ WIDEO

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX