Akademia designu: Marek Cecuła

Anna Grużewska
23.12.2014 08:00
A A A
Marek Cecuła

Marek Cecuła (Fot. Michał Mutor)

Od wielu lat w podróży, niedawno odnalazł swoje miejsce. Marek Cecuła, najbardziej znany polski ceramik z międzynarodowymi sukcesami na koncie, otworzył swoją trzynastą, szczęśliwą pracownię Ćmielów Design Studio.

Pana kariera to różne etapy artystyczne, ale też różne, kolejno otwierane pracownie. Która z nich była dla pana szczególnie istotna?

Na pewno ważna była moja pierwsza nowojorska pracownia położona na SoHo. Przyjechałem do Nowego Jorku w roku 1978 z Brazylii i trafiłem w sam środek niewiarygodnie ciekawych zjawisk artystycznych. Jednak dla ceramiki nie był to najlepszy czas. Panowała raczej moda na rzemiosło, nie na design. Nie miałem gdzie wystawiać swoich prac. Gdy wynająłem niewielką pracownię, postanowiliśmy z żoną, że będziemy w niej sprzedawać moje ceramiki. Ustawiłem je w oknie, podświetliłem i okazało się, że bardzo się podobają. Czasem żartuję, że w Nowym Jorku zasadziłem siebie niczym ziarno w artystycznym świecie. Później kilkakrotnie zmienialiśmy adresy. Na Brooklynie prowadziłem bardzo dużą pracownię, którą musiałem zamknąć z powodu trudności finansowych. Trzeba umieć się z tym pogodzić. W życiu jest czas na różne fazy.

Pana przygoda z ceramiką zaczęła się w Izraelu. Pamięta pan ten impuls, iskrę, która pchnęła pana w tym kierunku?

To było tak dawno temu (śmiech). Jedno jest pewne, jestem człowiekiem dwoistej natury. Z jednej strony mam duszę artysty. Jestem kreatywny, wciąż muszę realizować moją potrzebę twórczości. Z drugiej zaś strony jestem bardzo praktyczny. Dlatego ceramika jest dla mnie wręcz idealna, bo pozwala łączyć te dwie strony mojego charakteru. Pierwszy z brzegu przykład to talerz. Można go używać na co dzień i powiesić na ścianie dla ozdoby. Sztuka i życie w jednym!

Pracownia Ćmielów Design Studio to miejsce, w którym jednocześnie może tworzyć kilkanaście osób. Nie przeszkadza to panu?

Moje życie w kibucu nauczyło mnie mówić „My”. Od wielu lat prowadzę wykłady, jestem człowiekiem, który się dzieli. Nie trzymam sekretu robienia ceramiki dla siebie.

Po tylu latach ceramika wciąż pana ciekawi?

O tak! To bardzo trudne i wymagające medium, któremu trzeba umieć oddać swój czas, być cierpliwym. Przygotowywanie serwisu trwa rok! Trzeba wykonywać setki prób, popełniać kolejne błędy i je naprawiać. Ten proces jest fascynujący.

Twórczość innych artystów jest dla pana inspirująca, śledzi ją pan na bieżąco?

Mam swoich ulubionych twórców sztuk wizualnych. Bardzo cenię dokonania amerykańskich minimalistów, np. rzeźbiarza Richarda Serry. Jednak o wiele bardziej inspirują mnie muzyka i taniec współczesny. W młodości dużo słuchałem jazzu. Zrozumiałem wówczas znaczenie improwizacji, która przecież jest niezbędna podczas działań artystycznych. Później przyszła pora na muzykę współczesną, takich artystów jak Philip Glass czy John Cage, którzy często towarzyszą mi w pracowni. Mogę powiedzieć, że abstrakcja tej muzyki otworzyła mnie plastycznie. Interesuje mnie też współczesny balet, metody pracy z ciałem, tzw. body movement. Z uwagą śledzę dokonania pochodzącej z Izraela grupy Batsheva Dance Company.

Wielokrotnie zmieniał pan mieszkania, miasta, a nawet kontynenty. Prowadził pan zajęcia w rozmaitych uczelniach. Jakie znaczenie ma dla pana podróż?

W moim przypadku podróżowanie jest integralną częścią twórczości. Może raczej powinienem powiedzieć „było”, bo ostatnio to studenci przyjeżdżają do mnie, a nie ja do nich. Podróże pozwalają budować międzynarodowy wymiar twórczości. Artysta z twórcy lokalnego staje się globalnym, otwiera się na nowe trendy, zjawiska. Ważne jest też miejsce, do którego wracamy. Ponad 40 lat mieszkałem    w Nowym Jorku, ale nigdy nie czułem się tam tak naprawdę u siebie. To miejsce było niezwykle ważne dla mojego rozwoju artystycznego, kariery, doświadczeń, ale nie było moim domem. Gdy dziesięć lat temu wróciłem do Kielc, dostałem więcej, niż się spodziewałem. No i zaczęła się moja przygoda z Ćmielów Design Studio.

A czy wyjeżdża pan na wakacje?

Nie, ja zawsze mam jakiś cel. Nie muszę odpoczywać w konwencjonalnie pojmowany sposób. Oczywiście nie oznacza to, że nie dbam o siebie. Przez wiele lat medytowałem.

W pracowni spotyka pan wiele młodych osób. Czy jest to typowy układ mistrz-uczeń?

Staram się być dla moich studentów kimś w rodzaju przewodnika. Dobrze się czuję w roli tutora, czyli nauczyciela w tradycji anglosaskiej. Bardzo dużo daję w kontakcie ze studentami, ale wiele też dostaję. Przede wszystkim uczę się od nich odwagi myślenia, bezkompromisowości. Jestem już w tym wieku, kiedy człowiek raczej się wycofuje, a ci młodzi wciąż pchają mnie do przodu.

Pracownia Ćmielów Design Studio mieści się w sercu fabryki. Połączenie sztuki z przemysłem jest możliwe?

Ceramika daje taką szansę. Cały czas szukamy nowych rozwiązań, a przy tym dysponujemy dobrodziejstwem ogromnego dziedzictwa, jakim jest dorobek zakładów porcelany w Ćmielowie i Chodzieży (w 2013 r. nastąpiło ich połączenie - przyp. red.). Bardzo dobrze przyjęta kolekcja porcelany Mix&Match wykorzystuje historyczne wzory. Uważam siebie za takiego designera trochę „wolnomyślącego”, bo często sięgam po rozwiązania, które na pierwszy rzut oka nie mają szans na akceptację przemysłu. A jednak to się udaje. Przykładem jest nasza ostatnia kolekcja Hand Touch. Do produkowanej masowo porcelany wprowadziliśmy elementy dekorowane ręcznie. Dzięki temu nie ma dwóch identycznych egzemplarzy. Staram się przełamywać granice, szukać nowych dróg tam, gdzie wydaje się, że nie ma już wyjścia. I proszę. Okazuje się, że można je odnaleźć.

ZOBACZ ZDJĘCIA>>

ZOBACZ TEŻ WIDEO

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX