Miejsce, gdzie warto wpaść: bar Krvn we Wrocławiu

27.05.2015 21:02
Kameralna knajpka we Wrocławiu, wystrój z przymrużeniem oka, pomiędzy lekką prowokacją, czarnym humorem i poważną skandynawską klasyką. Do tego młodzi ludzie, którym nie brakuje energii.
1 Bar Krvn Bar Krvn Grafiki są mocnym akcentem w tym wnętrzu. Na ścianie przy barze 'Gnijąca Panna' Niki Smolińskiej.

Pracę od kuchni poznałem w świetnych hotelach, bywałem pomocą kuchenną, kelnerem. Kiedy wszyscy wokół brali kredyty na wymarzone M3, my postanowiliśmy przeznaczyć pożyczoną kasę na własny biznes. Otworzyliśmy klub Das Lokal - miejsce, które odcisnęło piętno na kulturze klubowej Wrocławia i na naszym życiu. Po dwóch nieprzespanych latach byliśmy na skraju wyczerpania. Postanowiliśmy więc znaleźć dla siebie jakąś dzienną przystań, miejsce wypełnione światłem, którego nam tak brakowało.

Właściciele baru
Właściciele (od lewej): Michał Świgulski, Maciej Wołowicz, Damian Osowski.

2

Trafiliśmy na odpowiedni lokal na ul. św. Antoniego, znanej w mieście od dekad z... domów pogrzebowych. Nazwa Karavan narzucała się sama, wystrój też pasuje do kontekstu. Historia miejsca jest bardzo ciekawa. Przez długie lata był tu sklep spożywczy, pewnego dnia dokonano włamania, czego pamiątką jest sporej wielkości betonowa wylewka na środku podłogi w sali głównej, wyłożonej kultową już, peerelowską mozaiką. Włamywacze dostali się do sklepu od spodu, wybijając dziurę w podłodze od strony piwnicy. Po wejściu do lokalu znaleźliśmy wśród gruzów stertę miodowych luksferów, pojawił się pomysł, by wykorzystać je przy budowie baru. Kilka dni później, po skuciu okropnych kafli podłogowych, naszym oczom ukazała się mozaika, którą nakładem wielotygodniowych prac ręcznych ekipy przyjaciół udało się nam doprowadzić do świetności.

3   Podłoga to oryginał z czasów PRL-u. W bar wmurowano odnalezione podczas remontu luksfery (Fot. Alexei Sidelnikov, Jacek Kupczak)

Koncept wnętrza nie był nam znany właściwie do ostatnich dni prac remontowych. Trzy głowy to nie jedna, często było to powodem zażartych dyskusji w stylu "skuwamy tę ścianę tak, tę odrapaną zostawiamy, a tu malujemy". - Po kilku godzinach, czasem dniach, udawało nam się w końcu wypracować wspólne stanowisko i przystępowaliśmy do dzieła. Sam remont przeciągnął się o prawie cztery miesiące, mieliśmy ogromne problemy z ekipami remontowymi, które wysypywały się jedna po drugiej. Część prac wykonywaliśmy sami, ucząc się fachu na żywej materii.

4

Światło zdaje się mieć dla nas największe znaczenie i od tego właściwie zaczyna się każda zabawa z przestrzenią. W Karavanie największą rolę grają witryny - ogromne, otwierane na oścież tak, że latem lokal dosłownie wylewa się na ulicę i tworzy wraz z ogródkiem spójną całość. Kolejnymi elementami oświetlenia są charakterystyczne żyrandole Sputnik, których jesteśmy wielkimi fanami. Kupiliśmy je w Berlinie, w sklepie z designem. Postanowiliśmy jednak je ręcznie pomalować na matowy grafit, by bardziej pasowały do surowizny wnętrza. Reszty dopełniają neony, podkreślające rury kanalizacyjne i wentylacyjne, czyli elementy, które normalnie należałoby ukryć.

5

Grafiki to kolejny charakterystyczny motyw. Znajomi polecili nam Nikę Smolińską, absolwentkę wrocławskiej ASP, z którą szybko znaleźliśmy wspólny język - zaproponowała nam interpretację prac Hieronima Boscha, artysty wyprzedzającego swój czas o całe wieki (jak widać). Facet miał bzika na punkcie grzechu i śmierci, a jedno z jego najsławniejszych dzieł to Kuszenie św. Antoniego. Śmierć została potraktowana z przymrużeniem oka, duchy i kościotrupy bawią zamiast straszyć.

Meble. Zdecydowana większość pochodzi z zakupów internetowych, Damian poświęcił kilka miesięcy na kompletowanie krzeseł, foteli i kanap. Sporo tu oryginalnej skandynawskiej klasyki, dopełnieniem jest piękny, czarny klubowy fotel, sofa chesterfield i skórzany komplet znaleziony na berlińskim pchlim targu. Do tego rośliny palmowe i mamy klimat jak w Havanie.

6

Kuchnia. Uwielbiamy jeść, swego czasu spędzałem w niej każdą wolną chwilę. Podjęcie się jednak wyzwania, jakim jest stworzenie od podstaw restauracji wciąż uważam za przejaw kompletnego braku rozsądku, ale jakoś się udało. Zaczęliśmy od prostych rzeczy: kanapek na ciepło, sałatek, zup. Od samego początku stawialiśmy na dobrą jakość produktów i to w pewnym momencie zaczęło przynosić efekty. To i oczywiście ogromny talent naszej załogi.  Twórcą smaku Karavanu była od początku Paulina Gulanowska, kolejny człowiek z ASP, podobnie jak my, bez doświadczenia na stanowisku, z ogromnym jednak darem.  Spod jej ręki wychodziły prawdziwe arcydzieła i to pchało nas, mimo ogromnych trudności, do bardziej odważnych dań.

W końcu stworzyliśmy propozycję lunchową, która do tej pory stanowi jeden z naszych filarów. Paulina rozstała się z nami rok temu, a jej miejsce zajęła Ola Jaskólska. Trafiła do nas, gdy kończyła właśnie studia inżynierskie. Początkowo miała to być dla niej dorywcza praca. Udowodniła, że warto jej zaufać. Rozumiemy się bardzo dobrze, codziennie prowadzimy rozmowy na temat jedzenia, a efekty tych ustaleń lądują później na stołach i możemy poszczycić się dużą bazą zadowolonych gości.

7 bar bar Hit Karavanu drink Aperol Spritz z?Prosecco i likierem Apérol (Fot. Alexei Sidelnikov, Jacek Kupczak)

Lunch, codziennie inny, oraz niedzielny brunch to naszym zdaniem hity Karavanu. Kończymy właśnie prace nad kolejną kartą - na pewno będzie bardzo zielono i wiosennie, stawiamy na lokalne produkty. Zjeździliśmy Dolny Śląsk w poszukiwaniu smaków i trafiliśmy do Koziej Łąki, gospodarstwa z Łomnicy pod Jelenią Górą, skąd będziemy brać kozie sery. Paweł, kucharz, co jakiś czas przywozi od swego wuja spod Milicza dziczyznę, którą jak się okazało, nasi goście uwielbiają. Dzięki takim inicjatywom właściwie cały czas coś ciekawego się u nas dzieje.

Cieszymy się, że otaczają nas świetni ludzie, każdy z nich dokłada coś od siebie i tak powoli  rozrasta się to nasze małe królestwo.

 

DrinkFirmowa lemoniada z cytryną, limonką i?dużą ilością lodu.

Komentarze (1)
Miejsce, gdzie warto wpaść: bar Krvn we Wrocławiu
Zaloguj się
  • dyktator_bolandy

    Oceniono 1 raz 1

    przytulnie to tam nie jest.....

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX