Wnętrza: weekendowy apartament w Toskanii

25.03.2014 14:45
Gospodarze na co dzień żyją na walizkach; służbowe podróże nie pozostawiają im wiele czasu na kontakt z naturą. Weekendowy apartament miał to zrekompensować. Francesco i Sandro zaprojektowali go tak, by nawet nie wychodząc z domu czuć się w nim jak w lesie.
1

Pragnienie natury

Kto tu mieszka? Francesco Totaro i Sandro Bicego, właściciele studia projektowo-doradczego TOBI Designers.

Gdzie? Sestola, włoska wieś w Apeninach Toskańskich.

Metraż: ok. 60 m2.

 fot. Alessandra Ianniello/Livinginside.it

W tygodniu spędzają czas w samolotach, za kierownicą samochodu lub w oddalonym o 50 kilometrów Reggio Emilia, miasteczku u stóp północnych Apeninów, które wybrali na siedzibę swojej firmy. Tam, pod szyldem TOBI Designers od lat projektują odzież i dekoracyjne tekstylia. Studiują właściwości materiałów i możliwości ich przetwarzania, analizując jednocześnie rynkowe trendy, tendencje i potrzeby klientek. Bo ich projekty to głównie kolekcje damskie - stroje swobodne i komfortowe, o liniach podkreślających kobiecość i urodę. Jak sami mówią, prawdziwie włoskie.

2

Modowy duet

Francesco Totaro, absolwent bolońskiej Accademia di Belle Arti, projektowaniem ubrań zajmuje się od dwudziestu lat; zaczynał jako anonimowy freelancer, dziś jego nazwisko to już marka. Z Sandro Bicego, doświadczonym menedżerem projektu, wcześniej współpracującym m.in. z La Perlą i słynnym włoskim domem mody Max Mara, połączyła ich wspólna biznesowa wizja: pragnęli stworzyć ogniwo, które zbuduje pomost pomiędzy producentami odzieży a wytwórcami tkanin i dzianin - studio zajmujące się nie tylko projektowaniem strojów, ale także badaniem preferencji odbiorców, technicznych możliwości odpowiedzi na oczekiwania klientek i prognozowaniem kierunków, w jakich podąży moda. Dziś tworzą zgrany kreatywny duet, ich nazwiska, z których zbudowali chwytliwy skrót TOBI, stały się cenionym znakiem firmowym, a z projektowych i doradczych usług biura TOBI Designers korzysta kilkadziesiąt znanych firm.

 fot. Alessandra Ianniello/Livinginside.it

Jadalnia jest częścią salonu. Króluje w niej żeliwno-drewniany stół  w manierze art déco; wokół niego obite skórą krzesła z wyprzedaży. Nad blatem lampa Tolomeo Mega Terra (Artemide).

3

Sestola

Nic dziwnego, że Francesco i Sandro są wiecznie zajęci, nie dziwi też, że w codziennej gonitwie zatęsknili za spokojnym azylem, który pozwoli im odetchnąć i odnowić zapasy twórczej energii. Chcieli przy tym za wszelką cenę uniknąć długich dojazdów i zakorkowanych w każdy piątek włoskich arterii, dlatego obszar swoich poszukiwań wyznaczyli w promieniu kilkudziesięciu kilometrów od Reggio Emilia. Wieś Sestola, oddalona od miasta o niecałą godzinę drogi, położona na zboczu Monte Cimone, najwyższego szczytu Apeninów Toskańskich, to urocza osada z górującą nad dachami domów wieżą wczesnośredniowiecznego zamku. Latem w starej fortecy odbywają się spektakle i wystawy, zimą Sestola zmienia się w popularny, choć ustronny ośrodek narciarski.

 

 fot. Alessandra Ianniello/Livinginside.it

Fuzja syntetyczno-organiczna: sztuczne tworzywo i naturalne futro w rękach zdolnego projektanta nawiązują inspirujący dialog. Ledową lampkę można położyć lub powiesić w dowolnym miejscu.

4

Z betonu idrewna

Budynek, w którym na projektantów czekało wolne mieszkanie, wzniesiono w latach 70. ubiegłego wieku według projektu Gianpiero Cuppiniego, bolońskiego architekta z upodobaniem kultywującego tradycję europejskiego modernizmu. Dziś pięciokondygnacyjny dom z surowego betonu i drewna nazwalibyśmy apartamentowcem; zbudowany przy stromej uliczce, o kaskadowo ukształtowanych piętrach, mieści kilka lokali niezbyt imponujących metrażem, za to z tarasami zapewniającymi romantyczne widoki. Z każdego z nich można podziwiać położony niżej rynek wioski i wyniosłą czworokątną zamkową basztę na wzgórzu. Lapidarna, nawiązująca do brutalizmu architektura stała się dla Francesco i Sandro inspiracją przy tworzeniu projektu wnętrz. Poprzedni właściciele postanowili złagodzić ich zamierzoną surowość, maskując zabudową masywne wewnętrzne filary, a beton pokrywając gładkim tynkiem i gipsem. Mieszkanie utraciło w ten sposób swoje cechy charakterystyczne, przeistaczając się w lokal wygodny, ale typowy i najzwyczajniej nudny. Nowi gospodarze postanowili zmienić ten stan rzeczy; zależało im, żeby ożywić ducha surowego modernizmu i przywrócić wnętrzom ich pierwotną chropowatą indywidualność. Chcieli też wprowadzić wartość dodaną: pierwiastek przyrodniczy. - Marzyliśmy o tym, by poczuć się tu jak w otwartym wnętrzu rośliny - opowiada Sandro.

 fot. Alessandra Ianniello/Livinginside.it

Właściciele przywrócili wnętrzom ich dawny modernistyczny charakter. Skute tynki i usunięte gips-kartony odsłoniły beton o surowej fakturze, która stała się malarskim atrybutem aranżacji. Przy fotelu vintage filcowe pufy Stone.

5

60m2

Metraż apartamentu nie jest imponujący. Żeby dało się tu odczuć atmosferę relaksu i efektywnie wypocząć, układ pomieszczeń należało nieznacznie zmodyfikować. Właściciele zdecydowali się usunąć kilka ścian i poszerzyć przejścia, tworząc w ten sposób nowe wizualne perspektywy. Francesco, mistrz odręcznego rysunku, który do projektowania swoich kolekcji nie używa komputera, zwizualizował zmiany i nowy wystrój wnętrz, a następnie osobiście, krok po kroku, doglądał remontu i przebudowy. Pod jego kierunkiem zdarto maskę poprawnych tynków gipsowych, odsłaniając bogatą polimorficzną fakturę betonu. Odnowiono oryginalną stolarkę okien i drzwi, a w ścianach pojawiły się pionowe szczeliny - prześwity, które na nowo zorganizowały przestrzeń i wprowadziły kolejny reżyserujący jej dramaturgię czynnik: światło słoneczne. W ten sposób narodziła się baza - prosta i surowa, odarta z dekoracji i brutalnie szczera. Tchnąć w nią życie można było na kilka sposobów; gospodarze wybrali ten, który wydał im się najbliższy wizji miejsca wypoczynku, jakim chcieli uczynić mieszkanie. Wprowadzili do wnętrza drewno pod różnymi postaciami i w różnych odcieniach. Jego najbardziej oczywistym wcieleniem jest jasny dębowy parkiet z szerokich desek, najbardziej spektakularnym zaś - niezwykła boazeria ze zwichrowanych, jakby "nieuczesanych" deszczułek kasztanowca. To właściwie nie deszczułki, a wióry - takie same, jakimi pokrywa się dachy stylizowanych chat: ręcznie strugane, niewygładzone i surowe, ukazujące całe bogactwo odcieni naturalnego materiału. Ich płaszczyzna maluje na tle białej ściany salonu niezwykłą strukturalną mozaikę. Nieoheblowane drzazgi i zaciosy w świetle słońca tworzą teatr mikrocieni, drewno mieni się kolorami i pachnie. Wrażenie bliskiego kontaktu z przyrodą wzmagają zalesione wzgórza za oknami.

 fot. Alessandra Ianniello/Livinginside.it

Otwarte wejście do sypialni flankuje betonowy filar. W głębi, przy łóżku stolik nocny Tulip, na nim lampka Nesso z 1967 roku (Artemide). Na pierwszym planie oryginalny ścienny kominek Gaya firmy Safretti - arkusz pokrytego lakierem aluminium z kieszenią na biopaliwo. Dzięki niemu gospodarze mogą cieszyć się żywym ogniem bez dymu.

6

Piękno drewna

Wytrawiony kasztanowiec na ścianie i wędzony dąb na posadzce, który w niewielkiej sypialni wspina się wysoko za zagłówek łóżka, to już dwa gatunki. Kolejnym "przyrodniczym" akcentem jest blat stołu w salonie - masywny plaster orzecha amerykańskiego, osadzony, zgodnie z pomysłem gospodarzy, na żeliwnej ośmioramiennej podstawie żywcem przeniesionej ze świata art déco. Obok kanapa: obciągnięte lnem poduchy ułożone na drewnianej kratownicy, surowej jak paleta spod warzywnej budki. Przy niej brzozowy pieniek w charakterze stolika kawowego. W ten leśny krajobraz Francesco i Sandro wprowadzili nowoczesne niekłótliwe meble o formach skłonnych do dialogu: białe stoliki Tulip, wysmukłą lampę Tolomeo, proste czarne siedziska wypatrzone w sklepikach vintage - dyskretne sygnały, że to nie prastara knieja, ale matecznik designu, las na miarę naszych czasów.

 fot. Alessandra Ianniello/Livinginside.it

Zdyscyplinowana czarno-biała kolorystyka wnętrz podkreśla podmiotowość drewna, wydobywa jego urodę i naturalne ciepło. W tym niewielkim mieszkaniu właścicielom udało się połączyć spartańskiego ducha modernizmu z przytulnością i wygodą. Dziś na swoim prywatnym terenie zalesionym spędzają każdą wolną chwilę.

Komentarze (5)
Wnętrza: weekendowy apartament w Toskanii
Zaloguj się
  • rom50

    Oceniono 14 razy 8

    Nic godnego uwagi, ale jak wiadomo są gusty i guściki. No cóż zawsze można dorobić budujące teoryjki. ;)

  • ciotka_ltd

    Oceniono 10 razy 6

    Jest blady swit. Mialam olac, bo i wnetrze takie sobie - monochrom i kanapa z palet, tudziez futrzak na podlodze. Jak na badz co badz plastykow - malo wyobrazni., a jak na plastykow-gejow wrecz fatalnie - u londynskich homo-malzenstw duzo ciekawsze mieszkania widzialam. W dodatku co sie bedziemy oszukiwac - chlopaki ciagle na dorobku, bo jako Niemka z urodzenia, a Brytyjka z wyboru mam liczydlo w oku i wiem ile co kosztuje, i jak ma sie do przecietnej placy. Jedno co mnie w tym wnetrzu ujelo to nascienny kominek na biogaz - kupilabym od zaraz, ide poryc w necie...
    Ale nie o tym chcialam pisac, i nie kominek sklonil mnie do komentarza, ale - wybaczy autorka - koszmarny jezyk. Jako cudzoziemka (ale i slawistka, jak widac niezle w polszczyznie oblatana) strawilam pare stron nadetych koszmarkow jezykowych, ale gdy doszlam do "form sklonnych do dialogu" i "matecznika designu" to jasny szlag mnie trafil, a "spartanski duch modernizmu" mnie dobil.
    Kto cie, kobieto, uczyl pisac? Sp. Mniszkowna? Przeciez to istne " a z nodrz wyjrzala mu zadza", slusznie w swoim czasie wykpione przez Magdalene Samozwaniec. Czy wam, pismakom Agory, naprawde sie wydaje, ze te rozbudowane dziwolagi jezykowe z falbanka, koronka i ze szlaczkiem sa w stanie ukryc nicosc tresci i - co tu kryc - poprawna miernote prezentowanego "matecznika designu"?
    Oj, cos mi sie wydaje, ze arti-farti prowincja Agorowa na chama wpuszcza czytelnika w maliny.:)

  • patatajmiauhau

    Oceniono 25 razy 1

    "ich projekty to głównie kolekcje damskie", a jakże by było inaczej, już na drugim zdjęciu w pierwszej odsłonie wszystko jest jasne, tylko to coś zdarte ze zwierzaka mocno dziwi bo ponoć osobniki tej orientacji są tacy wrażliwi.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX